Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Czy da się jeszcze używać Windowsa 2000?

Cała historia zaczęła się miesiąc temu, przy okazji zbiórki "elektrośmieci". Udało mi się wtedy zabrać (uzyskałem zgodę prowadzącego zbiórkę) całkiem duże pudło sprzętu - głównie wypełnione kartami graficznymi, płytami głównymi i RAMem. Jeszcze tego samego dnia po powrocie do domu zacząłem składać niby-retro PC, który można by datować na okolice 2006 roku. Komputer bazuje na procesorze AMD Sempron 3000+ (oryginalnie 2600+, ale zrobiłem upgrade który kosztował mnie całe 15zł) osadzonym na płycie Gigabyte GA-7VA. Za grafikę odpowiada Nvidia z kartą 7600GT AGP (słabsza wersja z 256mb VRAM). Komputer posiada dwa dyski z Western Digital - WD800 i WD1600 o pojemności odpowiednio 80 i 160gb.

Do budowy zmotywował mnie głównie fakt posiadania dwóch monitorów(finally!), których właściwe nie mogę używać (Czy ktoś wie może gdzie podziała się poprawna implementacja dual-head (nie mówiąc już o triple-head) dla Nvidii Optimus obecnej w moim W520?), ale także to że był to właściwie idealny sprzęt do postawienia mojego ulubionego systemu z rodziny Windows - Windowsa 2000.

What she can and what she can't do?

Po instalacji systemu i parenastu patchy oraz Extended Kernel'a (Arigato, BlackWingCat-san!) przystąpiłem do zabawy w "to nie powinno działać, ale będzie działać jeśli włoże w to odpowiednio dużą ilość czasu". Na pierwszy ogień poszedł playback 720p - najpierw wypróbowałem stockowego Windows Media Player'a z kodekami z CCCP - wywalał się on przy playbacku video, a po reinstalacji driverów (które były przyczyną crashy) nie grzeszył wydajnością. Na drugi ogień poszedł VLC, który działał - czasami odtwarzał płynnie nawet w natywnym 720p, a po optymalizacji konfiguracji kosztem jakości nigdy nie miał z tym problemów.Nie byłem zbytnio zadowolony z tradeoffu wydajności za płynność, więc postanowiłem spróbować z mpv.. który postanowił odmówić posłuszeństwa.

r   e   k   l   a   m   a

Skoro fork nie działa, czemu nie spróbować programu na którym on bazuje? Pobrałem więc mplayer-for-windows, który okazał się bezproblemowo uruchamiać i co najlepsze - odtwarzać video płynnie bez kompromisów jakościowych!

A może w coś zagramy?

Od zawsze lubiłem gry z serii The Elder Scrolls. Zacząłem w 2012 od Skyrim'a, pograłem troche w Arena'ę i Morrowind'a, ale z braku czasu żadnej z tych gier nie ukończyłem. Stwierdziłem, że ciekawie byłoby sprawdzić, jak prezentuje się Oblivion - czwarta część serii, bezpośredni poprzednik Skyrim'a.

A w Oblivion'a gra się zaskakująco dobrze! W mojej natywnej rozdzielczości 2560x1024 byłem w stanie odpalić grę z najdalszym zasięgiem rysowania terenu oraz średnim zasięgiem rysowania drzew i postaci, a gra prawie nigdy nie spadała poniżej 30 klatek na sekundę. Problemy zaczęły pojawiać się podczas walki - wtedy gra potrafiła lekko przyciąć, z 30FPS robiło się 25 a gra stawała się w tych momentach właściwie niegrywalna. Postanowiłem lekko zmniejszyć rozdzielczość, co pozwoliło mi lekko podwyższyć ustawienia graficzne oraz ciągle być na średnim poziomie około 40 FPS'ów.

Poza oblivionem spróbowałem odpalić Terrarie - tutaj napotkałem jeden całkiem duży problem. Ostatnio, kiedy bawiłem się z Win2000 (końcówka 2015 roku) udało mi się odpalić Steam'a, a jedyne co w nim nie działało to przeglądarka sklepu i społeczności - ale gry dało się pobierać! Teraz o ile steama da się zainstalować, pobiera on jakiś update a potem "weryfikuje instalacje", o tyle nie da się go odpalić. Byłem więc zmuszony posiąść wersję GOG Terrarii która o ile zainstalowała się bezproblemowo, o tyle potrzebowała XNA oraz NET do poprawnego działania. Z trudem posiadłem pełne wersje instalatorów ze strony Microsoftu (czyt. nie-webowe) i spróbowałem je zainstalować. Najpierw - fail, bo instalatory "wymagają" Windowsa XP z SP3.. Dodawanie takiego wymogu jest niestety coraz częstszą praktyką, ale można to łatwo obejść - jeśli instalator jest w .msi, wystarczy odpalić program Orca MSI, dzięki któremu możemy modyfikować zawartość takiego pliku - a co za tym idzie, możemy "wyciąć" fragment odpowiadający za sprawdzanie czy jest to przynajmniej WinXP. Z plikiem EXE możemy zrobić analogiczny zabieg, aplikując małą łatkę do rejestru o której nie będę się rozpisywał.

Po spatchowaniu plików i udanej instalacji.. problem dalej istniał. Odpalając serwer terrarii mogłem w logach zobaczyć, że nie może on znaleźć pewnej kluczowej DLL'ki z pakietu XNA, co wydało mi się dziwne, bo teoretycznie taka powinna istnieć. Szybki search w googlach i znalazłem to i to ; Po instalacji tych dwóch pakietów Terraria odpaliła się, i co ciekawe - działa całkiem nieźle!

Web?

Oh, sure! O ile przez brak instrukcji SSEv2 nie odpalimy tutaj najnowszego Firefoxa, o tyle da się na tej maszynie używać Firefox'a 48, który jest jeszcze w miare nowy a większość stron renderuje poprawnie. Ja jednak postanowiłem iść 20 wersji wstecz i zainstalować Firefox'a 28, który jest jedną z ostatnich wersji przeglądarki od Mozilli która nie pochłania pamięci jak odkurzacz.

Mogę bezproblemowo przeglądać sieć, a nawet oglądać YouTube (co prawda jedynie w 360p, ale jest to dla mnie wystarczające). Jak na komputer, którego części raczej nie kosztują więcej niż 100 PLN - nieźle!

"Inne" taski

Ważnym aspektem jest dla mnie możliwość edytowania obrazków, co nie sprawia mi na tym komputerze żadnych problemów - mogę używać GIMP'a lub nieco starszego Photoshopa (nowsze podobnie jak Firefox wymagają SSEv2 lub SSEv3), a edycje na obrazach są bardzo szybkie. Oprócz tego zmotywowany niezłą kartą dźwiękową (SoundBlaster Live! Value) spróbowałem nagrywania i edycji dźwięku w Audacity. O ile odszumianie i tym podobne efekty aplikują się bardzo wolno, to nagrywanie dźwięku nie sprawia maszynie żadnego problemu, a nagrany dźwięk jest całkiem niezły jakościowo.

W takim razie.. Czego NIE mogę?

Edytować filmów. Pozyskałem kopię Adobe Premiere 5.0, który albo jest wyjątkowo źle zoptymalizowany albo docelowo targetowany był na o wiele, wiele mocniejsze komputery(w co wątpie, bo został wydany w 1999). Operacje są wykonywane bardzo wolno, właściwie nie możliwe jest nawet proste ucięcie kawałka filmu i wyeksportowanie go do nowego pliku; Do tego program bardzo często zalicza crashe, co do końca skreśla tą funkcjonalność.

Konkluzja

Yagami Kou jest całkiem wydajnym, a jednocześnie bardzo tanim komputerem, którego z Windowsem 2000 na pokładzie da się bezproblemowo używać do codziennych zastosowań. Jestem całkiem zadowolony z wyniku projektu.

Słowem końcowym chciałbym podziękować za ostatni rok(tak, pierwszy wpis wypuściłem dopiero w kwietniu 2016!), przez który czytaliście moje wpisy :) 

windows sprzęt oprogramowanie

Komentarze