Rewolucja w licencjach OEM Microsoftu

Rewolucja w licencjach OEM Microsoftu16.09.2005 23:20
Redakcja

W dniu dzisiejszym Microsoft ogłosił zmianę zasadlicencjonowania wersji OEM swojego oprogramowania. Zmian nie sposóbnie nazwać rewolucyjnymi. Niestety jednak w rewolucji przegranymstał się klient. Zapowiedź uproszczenia zasad licencjonowania, októrej pisaliśmyw maju b.r. sprowadziła się niestety do wprowadzenia nowych,również nie do końca czytelnych. Czytelne jest jedynie to, że są tozmiany na niekorzyść klienta. Co się zmieniło? Z punktu widzenia naszego rynku i jego specyfiki,najbardziej niekorzystną zmianą w świetle nowych zasad jest brakmożliwości nabycia systemu operacyjnego w wersji OEM z"nieperyferyjnym składnikiem sprzętu komputerowego" czyli wpraktyce z podzespołem komputera lub jego elementem niezbędnym doinstalacji systemu - np. myszką. Teraz będzie to możliwe jedynie z"całkowicie zmontowanym systemem komputerowym" składającym sięminimum z procesora, płyty głównej, dysku twardego, zasilacza iobudowy. Tym samym nastąpiło wyrównanie zasad licencjonowaniasystemów operacyjnych z aplikacjami i serwerami w wersjach OEM,które już wcześniej mogły być rozpowszechniane wyłącznie zcałkowicie zmontowanym komputerem. Wydawać by się mogło, że tak restrykcyjne określenie zasadrozpowszechniania systemów operacyjnych na licencji OEM, ograniczyprzynajmniej liczbę interpretacji Microsoftu w kwestiach częstozbyt ogólnych czy niejednoznacznych zapisów licencyjnych, co byłoprzedmiotem częstej krytyki. Nic bardziej mylnego - już pojawiłysię interpretacje Microsoft dotyczące tego zapisu. Jak możemyprzeczytać w oficjalnych materiałach przesłanych przez Microsoft doswoich partnerów, jeśli mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją,w której użytkownik końcowy sam montuje sobie komputer, możnasprzedać mu nierozpakowany zestaw OEM. Jednak w tej sytuacjiużytkownik końcowy będzie pozbawiony pomocy technicznej, którą wnormalnych okolicznościach świadczy producent komputera. Uwzględniając polską specyfikę rynku ten zapis jest szczególnieistotny, wielu naszych rodaków chcąc obniżyć koszty zakupukomputera decyduje się na własnoręczne składanie komputerów. Możnaby było więc powiedzieć, że tego typu interpretacja jest ukłonem wkierunku takich osób. Trudno jednak z optymizmem spoglądać na takieregulacje. Po pierwsze wprowadzono pojęcie "wyjątkowej sytuacji",które nam potencjalnym nabywcom mówi dokładnie tyle, że możemożemy, a może nie skorzystać z takiej interpretacji :-( Dodatkowozakładając, że nikt kłód nam rzucać pod nogi nie będzie i"wyjątkowa sytuacja" nie będzie związana z posiadaniem głodującegodziecka w domu, pozostaje pytanie kiedy nabywca może zostać uznanyza "użytkownika końcowego samodzielnie montującego komputer"?Zapewne wtedy kiedy na jednej fakturze będzie miał wyszczególnionewszystkie kluczowe podzespoły (procesor, płyta główna, dysk twardyi obudowa z zasilaczem). Oczywiście pozostaje problem osób, którefaktycznie oszczędzają i chciałyby nabyć te komponenty w różnychfirmach aby osiągnąć optymalne ceny. W takiej sytuacjiprawdopodobnie szans na uzyskanie wersji OEM nie będzie. Trzeba jednak pamiętać, że decyzje i odpowiedzialność za nie, wtych sprawach, ponosić będą sprzedawcy. Na nich w pewnym sensieMicrosoft zrzucił problem i pozostawił sobie możliwość dowolnejinterpretacji ich poczynań, nie pozostawił im bowiem oręża wpostaci postanowień licencyjnych. Czy można w jakiś rozsądny sposób wytłumaczyć tę feralną decyzję?Prawdopodobnie przedstawiciele korporacji wyposażeni są w bogatyarsenał argumentów. Wiadomo, że dotychczasowe rozwiązanie nie byłodoskonałe, zdarzało się że było przedmiotem nadużyć. Jednakrachunek zysków i strat wydawał się być bardzo korzystny. Przedewszystkim uprzednie rozwiązanie można było traktować jako ukłon wkierunku użytkowników chcących niższym kosztem zalegalizowaćużytkowany nielegalnie system operacyjny. Należy w tym miejscuzauważyć, że nowe rozwiązanie nie jest wymysłem polskiego oddziałuMicrosoft lecz elementem polityki globalnej. Niewątpliwie polityki,która nie uwzględniła specyfiki rynków lokalnych, zwłaszczaspecyfiki państw gorzej rozwiniętych ekonomicznie niż choćbyUSA. W przypadku krajów wysoko rozwiniętych rzeczywiście negatywnywydźwięk zmian powinien być niewielki, a to z dwóch powodów, popierwsze stopień piractwa jest mniejszy, a co za tym idzie nietrzeba stwarzać specjalnych warunków do wstąpienia na drogęlegalności, a po drugie co szczególnie istotne cykl życiakomputerów w takich krajach jest znacznie krótszy. W naszejrzeczywistości szczęśliwy posiadacz komputera powiedzmy od roku,niestety nie posiadający legalnego systemu, będzie wymieniał zestawza kilka lat (może za 2, a może za 4) wtedy więc dopiero będziemógł skorzystać z dobrodziejstw wersji OEM. Jeśli natomiastchciałby uzyskać licencję na system przed wymianą komputera będziemógł skorzystać jedynie z wersji pudełkowej, której cena jest jakna polskie realia bardzo wysoka. Zmiany są naprawdę zaskakujące, zwłaszcza w świetle pogłosek onowych rozwiązaniach, które miały być bardziej korzystne dlaklientów. Oprócz oficjalnych informacji o zamiarze ujednoliceniazasad licencjonowania poszczególnych grup produktów Microsoftu,ostatnio pojawiły się także obiecujące pogłoskio prawdopodobnej obniżce cen systemów operacyjnych w wersjachpudełkowych. Mało kto jednak spodziewał się, że ujednolicenie zasadlicencjonowania OEM będzie polegało na wprowadzeniu rozwiązań mniejkorzystnych znanych z aplikacji i serwerów. Wprowadzenie, a nawetoficjalna zapowiedź obniżek byłyby solidną podstawą do takich zmianlicencyjnych. O obniżkach jednak na razie mowy nie ma... Podsumowując, nową politykę Microsoftu przynajmniej z perspektywypolskiego rynku można uznać za wyjątkowo chybioną. Chybioną nietylko z punktu widzenia ekonomicznego lecz również chybionąwizerunkowo. Interpretacje mogą być różne ale na pewno wiodącą możebyć odwrócenie się od użytkowników, którzy przy ograniczonychśrodkach chcieliby jednak skorzystać z rozwiązań legalnych...

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (85)