Scenowe chartsy - dawny przepis na sławę!

Kilka miesięcy temu popełniłem na łamach DP wpis traktujący o roli swapperów na tzw. demoscenie. Oczywiście chętnych zachęcam do zapoznania się z tym tekstem, tym bardziej, że wspomniałem w nim o tzw. chartsach czyli swoistej liście przebojów amigowskiej, i nie tylko, demosceny.

Oczywiście sama idea chartsów czyli po naszemu notowań, jest wszystkim doskonale znana. Istnieją wszakże notowania najlepszych przebojów, produktów czy branż. Ktoś lub coś pnie się w górę a ktoś lub coś spada - ot i cała filozofia. Różnica leży w kategoriach a scena przez lata istnienia wypracowała swoje, dość specyficzne warianty. Będzie o tym jeszcze mowa, zacznijmy jednakże od klasycznego pytania ;)

A komu to potrzebne, a dlaczego?

Cóż, chyba każdy z nas odczuwa jakąś potrzebę rywalizacji - w mniejszym lub większym stopniu dotyczy to (dotyczyło?) również scenowców? Abstrahując od całej historii demosceny, jej początków itp. w pewnym momencie zwyczajnie zaistniała potrzeba rywalizacji między grupami. Początkowo jedynie w podstawowej kategorii "best group", z czasem jednak powstało kilkanaście mniej lub bardziej specjalistycznych terminów o zwycięstwo w których zaczęli zabiegać scenowcy.

Nośnik

Nie jako fizyczny zbiór informacji ale raczej medium - ostatecznie gdzieś konieczne było publikowanie wyników oraz ich komentowanie! Naturalną odpowiedzią wydawały się ziny, które agregowały wszystkie treści ważne z punktu widzenia sceny. Tak też w istocie było - grupy redagujące własne magazyny dyskowe, z biegiem czasu zaczęły tworzyć także mniej lub bardziej rozbudowane chartsy.

I tutaj istotna uwaga! Jako, że grup na scenie były dziesiątki (o ile nie setki!), prawie każda z nich wydawała swój magazyn to siłą rzeczy notowań także musiało być zatrzęsienie. Rzeczywiście - co ekipa, to swój zin a skoro swój zin to i swoje chartsy :D Tak było przynajmniej na scenie amigowej, którą to moja wybiórcza pamięć najlepiej ogarnia...

Nikt nigdy nie próbował tego w jakiś sposób ujednolicić bo i... po co? Wszak cały twór sceny był jak najbardziej niezależny, nienamacalny, pełna dowolność! Trudno by więc tu było o przymiotnik "official".

Oczywiście niektórzy próbowali sobie uzurpować prawo do bycia tymi "naj naj", jak choćby redakcja magazynu "Eurochart", która dodawszy sobie sobie dumne EURO przed chartsami sugerowała jakoby bardziej wiarygodne bo europejskie, wyniki ;)

To oczywiście żarty, faktem pozostaje, że notowań była cała masa, jedne bardziej niemiarodajne od drugich :)

Kategorie

Czyli to, co w notowaniach najistotniejsze. Było ich najczęściej kilkanaście, ogromna większość powtarzała się w każdym magazynie a były to zazwyczaj:

  • Najlepsza grupa
  • Najlepszy koder
  • Najlepszy grafik
  • Najlepszy muzyk
  • Najlepszy swapper
  • Najlepszy edytor
  • Najlepsze demo
  • Najlepszy magazyn dyskowy
  • Najlepsze intro
  • Najlepszy dysk graficzny (slide show)
  • Najlepszy dysk muzyczny (music disk)

Aby pozostać precyzyjnym muszę dodać, że kategoria "Najlepsze intro" dzieliła się często na trzy podkategorie czyli:

  • Najlepsze intro 8k (do 8kb)
  • Najlepsze intro do 40k
  • Najlepsze intro do 64k

Ciekawostką jest to, że w niektórych notowaniach wybierano swoich faworytów we wszystkich trzech podkategoriach dotyczących inter (8k, 40k, 64k), w kolejnych "zbijano" wszystkie intra do jednej opcji a w jeszcze innych natomiast wybieraną tylko w jednej z nich. Dlaczego tak? Już wspominałem - pełna dowolność! :)

Wyżej wymienione kategorie w zasadzie się nie zmieniały. Czasami niektóre z redakcji siliły się na swego rodzaju oryginalność modyfikując chartsy o rzadko spotykane:

  • Najlepsze copy-party
  • Najlepszy ascii artysta
  • Najlepsza gra
  • Najlepsze os demo
  • Najlepsza grupa crackerska

Czemu to miało służyć? Trudno powiedzieć, prawdopodobnie chodziło o wyróżnienie się na tle reszty notowań, nic więcej. Bo o ile kategoria "Najlepszy ascii artysta" (z angielska best ascii maker) mogła być niejakim ukłonem złożonym w kierunku projektantów ascii grafiki to jednak "Najlepsza gra" wydawała się opcją wciskaną trochę na siłę. 

No dobrze, powiecie, mamy chartsy, mamy kategorie, które zawierają jakieś dziwne nazwy - skąd to się wzięło i, przede wszystkim

Kto na to głosował?

Głosowali oczywiście scenowcy czyli ludzie sceny - mniej lub bardziej z nią związani. Naturalnie nikt tego nie sprawdzał, nie było żadnych dowodów lub identyfikatorów dla członków sceny :) Obowiązywała zasada, że do danego numeru magazynu dyskowego a tym samym do danego wydania chartsów, można było oddać swój głos tylko jeden raz. Wydaje się to oczywiste ale w praktyce bywało z tym różnie. Przy odrobinie sprytu i kreatywności można była fake'ować poszczególne kategorie promując np. własną grupę :) W jaki sposób? Cóż, wypełniało się votkę (o tym za chwilę) odpowiednio spreparowanymi wpisami a podpisywało jakąś nie znaną w środowisku ksywą. Jeżeli redakcja pytała podejrzliwie co to za osobnik wystarczyło odpowiedzieć, że independent czyli niezrzeszony w żadnej grupie, ot egzystujący na pograniczu sceny ale rozumiejący jej realia :D W porządku? W porządku. Głos jest? Jest! :) 

Nie twierdzę, że takie działania miały miejsce, po prostu mogło tak być. W teorii redakcje każdorazowo twierdziły, że ich notowania są najbardziej obiektywne ale kto ich tam wie... Zdarzały się bowiem "cuda" typu początkujący na scenie muzyk na podium w swojej kategorii. Jasne, mógł być genialny i w ogóle, realia jednak podpowiadały coś innego. No nic, było minęło ale jak już jesteśmy przy ludziach czy produkcjach to zasadne jest pytanie skąd brały się propozycje na wypełnienie miejsc w danych kategoriach czyli jakie były

Kryteria

Ameryki nie odkryję, jeżeli powiem, że zwyczajnie należało zostać zauważonym! Dotyczy to zarówno scenowych produkcji (dem, zinów itd.) jak i ludzi. Każdy miał do nich dostęp więc nie było problemu aby wytypować swoje ulubione demo czy intro jak również zapamiętać najlepszych wg. nas twórców - koderów czy grafików. Najtrudniej mieli swapperzy - po pierwsze dlatego, że było ich najwięcej a po drugie, iż ich "robota" była najmniej widoczna! Co tu dużo mówić - ksywy (nicki) twórców jakiejś produkcji można było znaleźć w tzw. creditsach czyli "liście płac" - swapperzy nie mieli takiej możliwości gdyż w ogromnej większości przypadków nie brali udziału w tworzeniu danej produkcji. Nie taka była bowiem ich rola. Jasne, z upływem czasu pojawiły się tzw. "packi" sygnowane ksywami najlepszych swapperów ale nie byli oni wykonawcami tychże packów. Tym zawsze zajmowali się koderzy, graficy i muzycy. 

Votki

Z angielska votesheet czyli karta do głosowania. Najczęściej zwykła kartka papieru z naniesionymi kategoriami oraz adresami na które można ją przesłać wypełnioną. Oczywiście można było także skorzystać z wersji elektronicznej w postaci pliku tekstowego.

W jej wypełnieniu żadnej filozofii nie było - skreślało się od pięciu do dziesięciu swoich ulubionych pozycji z każdej kategorii, podpisywało własną ksywą i wysyłało na adres redakcji lub swappera będącego jej przedstawicielem.

Za dystrybucję odpowiedzialni byli swapperzy grupy, która wydawała dany magazyn i związane z nim notowania. Za czasów, które pamiętam (1993 <) większość votek wysyłano i odbierano za pomocą zwykłej poczty - siłą rzeczy dotyczyło to także votek w wersji elektronicznej (plik txt) ponieważ w większości wypadków były one nagrane na dyskietki. Nie muszę chyba dodawać, że owe dyskietki znajdowały się w kopertach i były dostarczane przez umyślnego! (znaczy listonosza :) )

Większe, bardziej znane grupy miały także swoje BBS'y oraz swoich trader'ów, którzy także zajmowali się dystrybucją votek ale był to raczej margines. 

Obiektywne czy nie?

To zależy... Od czego? Oczywiście od ilości zebranych głosów/votek. Niezaprzeczalnym jest, że im więcej tym lepiej bo "próbka" jest wtedy dokładniejsza. Z tymi ilościami bywało jednak różnie - generalnie można powiedzieć, że najbardziej obiektywne były magazyny, które skupiały się głównie na scenowych notowaniach. Takimi zinami (angielskojęzycznymi!) były choćby uznane The Charts i wspomniany już Eurochart.

Obie redakcje nastawiły się zdecydowanie na "obsługę" notowań, marginalizując część, że tak powiem, prasową. Jasne, były artykuły, były newsy, były galerie zdjęć ale stanowiły one margines tych magazynów - większa część zawartości skupiała się wokół chartsów.

Zarówno Eurochart jak i wcześniej The Charts chwaliły się kilkuset głosami do każdego z wydań. Czy tak było w rzeczywistości? To już pozostanie tajemnicą, w każdym razie oba ziny uchodziły za opiniotwórcze w temacie notowań, można więc uznać je ze obiektywne.

W przypadku chartsów stanowiących tylko jeden z elementów magazynu było z tym gorzej. Mniej znane grupy, jednakże z ambicjami sięgającymi wydawania swoich rankingów, posiłkowały się niekiedy tylko kilkudziesięcioma głosami - a i to nie było wcale takie pewne :) 

Po co to wszystko?

Tylko i wyłącznie dla "fejmu"! Ciężko dać temu wiarę ale kiedyś cała scena "produkowała" wyłącznie dla sławy! Dzisiaj, w skomercjalizowanych do obrzygania czasach byłoby to chyba niemożliwe... 

Miejsce na chartsach, niekoniecznie w pierwszej trójce czy na czołowej pozycji zwyczajnie nobilitowało - do większej pracy, do zwiększonego wysiłku. Nie wiązały się z tym żadne korzyści finansowe, premie, nic z tych rzeczy! Satysfakcją była tylko sława w scenowym światku i to, że było się rozpoznawalnym na imprezach typu copy-party. Naturalnie, niektórym po tego typu sukcesach odbijała przysłowiowa woda sodowa ale były to przypadki marginalne. Większość bywalców scenowych notowań twardo stąpała po ziemi a uznanie w oczach innych zachęcało ich tylko do innowacji co było jak najbardziej zdrowym podejściem.