Po otwarciu pudełka dosłownie „atakuje” nas sterta papieru – ze spodu plastikowej kolebki wylatują gromadnie instrukcje w kilku językach. W zestawie znajdziemy obok bezprzewodowego pada także standardowy pojemnik na dwie baterie zatykany z tyłu, ale gdy ktoś z ładowarkami nie jest za pan brat powita raczej bardziej Play & Charge Kit, czyli jeden prostokątny akumulatorek plus kabelek, dzięki któremu możemy naładować kontroler, kiedy akurat „siada” – bez przerywania gry. Po prostu wpinamy się u góry urządzenia, a wtyczkę USB wkładamy w port z przodu konsoli. Odpowiednie światełko powiadomi nas później zielenią, że ponownie da się śmigać z dala od tej „uwięzi”…
[image source="Galerie/Inne/Test_Special_Edition_Xbox_360_Controller:38608" mode="normal"]W kwestii projektu, postawiono na minimalizm kolorystyczny – mamy czerń, biel oraz szarości. Sprzęt prezentuje się przez to futurystycznie oraz schludnie. Jeżeli o dobór barw chodzi to zastrzeżenie nasuwa się w sumie tylko jedno - otóż starzy konsolowi wyjadacze nie będą mieli z tym problemu, niemniej w przypadku grania na Xboksie 360 przez „świeżaka” nie ma on już jednego z punktów odniesienia, kiedy jakiś tytuł nakaże mu powiedzmy wduszenie czerwonego B. Bowiem zniknął niebieski, żółty, zielony i czerwony właśnie. Nie każdemu spodoba się ponadto błyszczący przycisk przenoszący nas do menu (w miejsce szczotkowanego srebra), chociaż według mnie pasuje on nieźle do nowej całości.
[break/]Lecz skupmy się na konkretniejszych zmianach - od lat narzekaliśmy na niedokładny D-pad, uniemożliwiający komfortową zabawę w bijatykach. Microsoft widać ostro kombinował, co by tutaj z fantem zrobić, bo wymyślił naprawdę fajne rozwiązanie. Mamy srebrny krzyżak, w którym ładnie, wyczuwalnie „odbijają” nam kierunki. W strzelankach nie ma najmniejszego problemu z wyborem broni (najczęściej taką funkcję się temu przypisuje). No ale w takim Street Fighter IV liczy się kręcenie pół czy ćwierć okręgów, a tutaj brakuje „skosów”… Do czasu. Łapiemy za krzyżak, przekręcamy go w dowolną stronę i już są. Genialne w swej prostocie. Przy okazji podmieniono gałki analogowe – nie mamy już wyraźnego zaznaczenia ich skrajów (wypustka na góra, dół, lewo, prawo), a po prostu okręgi.
[image source="Galerie/Inne/Test_Special_Edition_Xbox_360_Controller:38607" mode="normal"]Poziom wykonania kontrolera nie rozczarowuje w grach. Nie ma żadnych luzów na analogach, więc pojedynki online, albo z konsolowym przeciwnikiem w trybie kampanii dowolnego dzieła FPS to czysta przyjemność. Wyraźnie odskakujące kierunki nie nakazują się zastanawiać, czy dobrze coś wdusiliśmy – działamy instynktownie. Z podniesionymi skosami bijatyki nie stanowią teraz problemu. Hadoukeny w wykonaniu Ryu wychodzą praktycznie za każdym razem, a ewentualne skuchy to w większości nasz problem, kiedy nie docisnęliśmy kierunku. Dokładnie wykonana manualnie sekwencja niemal w każdym wypadku gwarantuje udany cios - tylko przy dwukrotnym „wykręceniu” ćwierć koła czasem zdarza się, że zawodnik akurat nie załapie w ferworze walki polecenia.
[image source="Galerie/Inne/Test_Special_Edition_Xbox_360_Controller:38609" mode="normal"]„Transformers”, jak wielu zdążyło ochrzcić nową konstrukcję, spełnia więc swoją rolę. Za około 200 złotych dostajemy udany sprzęt z zestawem Play & Charge, co jest ceną dobrą za taki komplet. Gorzej jeżeli już mamy akumulatorek i kabelek, bo kontrolera bez tych dodatków niestety nie da się kupić osobno. Szczerze powiem, że dopadła mnie pewna nostalgia przy obcowaniu z przemodelowanym krzyżakiem, wróciłem myślami do czasów szarpania na Pegasusie. Gracz nie czuje się już ograniczany w ruchach na D-padzie (jak to było dotąd), jest więcej swobody w "męczeniu" kierunków, pewien słodki, „gumowy” dźwięk. Co ciekawe, konsola zdaje się też włączać szybciej z przycisku głównego na padzie i w menu reaguje raźniej... Jeżeli akurat chcecie wymienić zużyty sprzęt - polecam.