Pomysłodawcy sklepu mówią o przedsięwzięciu od deweloperów dla deweloperów, ale nie zdradzają na razie, kto już jest na pokładzie. Są przekonani, że nie tylko mają całkiem pokaźną bazę użytkowników, do których mogą dotrzeć od razu na starcie, lecz także infrastrukturę i systemy odpowiednie do podźwignięcia inicjatywy, jaką jest własna cyfrowa platforma dystrybucji. Chcą, by graczom łatwiej odkrywało się różne perełki, a przy tym nie musieli się oni męczyć z zabezpieczeniami, z tak nielubianym wymogiem bycia na stałe podłączonym do Internetu na czele. Twórcy gier zyskają wiernych fanów.
Szczegóły odnośnie Glyph powinny pojawić się zaraz po marcowym Game Developers Conference. Po tym wydarzeniu poznamy również wstępną listę zainteresowanych platformą producentów oraz zapewne też przybliżoną chociaż datę debiutu sklepu. Na razie znane jest jedynie jego logo. Przy braku sensownych informacji trudno jest wieścić sukces lub fiasko, pewne jest natomiast, że bez porządnych promocji nie ma co liczyć na walkę już nie tyle ze Steam, co innymi podobnymi rozwiązaniami.
Nadmienię, że tylko w ostatnim czasie Valve oddało kwestię ustalania zasad wyprzedaży bezpośrednio deweloperom, więc należy szykować portfele, a współpracę ze Steam ogłosiło też powracające z cienia OnLive, czyli usługa strumieniowania gier z chmury.