Według RIAA strony typu Megaupload to zło wcielone, które zarabia na umożliwianiu użytkownikom przemycania nielegalnych materiałów. Nienawiść sięgnęła zenitu, kiedy prezesi firm fonograficznych zobaczyli nagrywających w ich studiach wykonawców w filmie promującym usługę. Zapewne dotarły do Czytelników informacje o tym, że film promujący ten portal został ocenzurowany na zlecenie wytworni Universal. To doskonały przykład demonstrujący niebezpieczeństwo płynące z aktów prawnych pokroju SOPA.
Podczas kiedy większość wytwórni zacisnęła zęby, Universal Music Group zabrał się za usuwanie filmu z Internetu. Megaupload oskarżył UMG o nadużycie i bezpodstawne wykorzystanie procedury. Jeszcze nie wiadomo jak się skończy sprawa, ale sytuacja zmusiła nawet Kimble'a Schmitza, znanego lepiej jako Kim Dotcom i założyciel Megaupload, do wypowiedzenia się w mediach pierwszy raz od 10 lat. Odniosłam wrażenie, że Kim ma w zanadrzu nie tylko film promocyjny, do którego nagrania zaangażowano wykonawców dużego kalibru. Niestety awantura z UMG skutecznie wszystko blokuje.
ZINK to skrót od zero ink. Firma istnieje od 2005 roku, ma w portfolio 180 przyznanych i oczekujących patentów, a na liście sukcesów ma produkcję nieużywających tuszu drukarek, oraz modułów drukujących do aparatów firmy Polaroid. Drukarki używają specjalnie przygotowanego papieru, który jest złożony z trzech warstw barwnych kryształów. Kryształy odpowiednio nagrzane w drukarce zamieniają białą kartkę w barwny obraz, który jest trwały, wodoodporny, elastyczny i idealnie nadaje się do drukowania zdjęć. Jedyne, czego mu brakuje, to popularność… ale to się może wkrótce zmienić. Firmie udało się zebrać 35 milionów dolarów na promocję, a do zarządu dołączą Mary Jeffries — była CEO Polaroida — i Ira Parker, który również zajmował w Polaroidzie wysokie stanowiska. ZINK przygotowuje się do popularyzacji drukowania bez tuszu, tonera i taśmy, co może postawić na głowie świat drukarek konsumenckich, którym obecnie rządzi HP i jego tusze. Osobiście nie mogę się doczekać momentu, kiedy będę mogła porównać zdjęcia drukowane na drukarce atramentowej z papierem ZINK.
Telewizja przyzwyczaiła mnie do programów rozrywkowych, w których ludzie konkurują tańcząc i śpiewając, gotując i próbując przetrwać w grupie w zamkniętym domu, ładnie wyglądając lub robiąc z siebie pośmiewisko. I oczywiście zdobyć sławę, pieniądze, nagrać płytę, zagrać w serialu i tak dalej. A co z rzeczami, których nie da się pokazać gawiedzi przed kamerą — zdolnościami matematycznymi, programowaniem i optymalizacją algorytmów? Najzdolniejsi programiści też mają swoje szanse i choć są mniej sławni, niż zwycięzcy X Factor, wcale nie muszą mniej zarabiać. Dobrym przykładem jest konkurs ogłoszony w 2009 roku przez Netflix. Zadaniem uczestników było udoskonalenie rekomendacji filmowych. Zwycięski algorytm jest odpowiedzialny za 60% wypożyczonych filmów, a jego autor otrzymał okrągły milion dolarów. Z kolei Heritage Provider Network, amerykańska firma medyczna, przygotowała 3 miliony dolarów dla autora algorytmu, który pozwoli zapobiec niepotrzebnej hospitalizacji pacjentów i tym samym obciąć koszty utrzymania szpitali.
Takie konkursy budzą do życia specjalne strony, na przykład Kaggle, na których można znaleźć listę wyzwań i nagród. I bardzo dobrze, bo dla zdolnego programisty jest to z pewnością lepsza metoda na promocję umiejętności, niż udawanie przed kamerami podczas kręcenia reality show. Takie wrażenie mam zwłaszcza po Beauty and the geek, który specjalizował się w konfrontowaniu ponadprzeciętnie inteligentnych mężczyzn i niezwykle pięknych kobiet. Mózgi ich uczestników są warte dużo więcej, niż można zarobić na tego typu programie.