Pierwsze zgłoszenia o problemach z dostępem do strony ZUS pojawiły się ok. godz. 8. Jak wynika z danych serwisu Downdetector, w kolejnych godzinach ich liczba szybko rosła, a do godz. 10 odnotowano ich niemal 300. Kłopoty dotyczyły nie tylko strony ZUS.pl, ale też platformy eZUS, wcześniej działającej pod nazwą PUE ZUS, oraz aplikacji mobilnej ZUS. W praktyce serwisy ładowały się bardzo długo albo nie otwierały się wcale.
Zakład początkowo przekazał, że wykrył atak na swoje systemy i że dział IT pracuje nad usunięciem awarii. Później ZUS podał, że usługi zostały wyłączone przez atak wolumetryczny, czyli jedną z odmian ataku DDoS. Około południa instytucja poinformowała, że serwis zus.pl znów działa.
Atak DDoS na ZUS. Na czym polegał problem
Z informacji przekazanych przez ZUS wynika, że atak polegał na przeciążeniu infrastruktury ogromną liczbą zapytań. W takiej sytuacji serwery i łącza zużywają zasoby na obsługę sztucznego ruchu, a zwykli użytkownicy tracą dostęp do usług albo korzystają z nich w bardzo ograniczonym zakresie.
WIDEORakieta nad Polską. Jak na świecie działają systemy ostrzegania?
Rzecznik ZUS Karol Poznański wyjaśnił w rozmowie z PAP, że głównym celem takiego działania jest przeciążenie zasobów sieciowych, w tym serwerów, ruterów i łącza internetowego, poprzez wysyłanie bardzo dużej ilości danych. Właśnie z tego powodu rano 10 sierpnia internetowe usługi Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przestały działać prawidłowo.
Czy są informacje o wycieku danych z ZUS
Dotychczas przekazane informacje nie wskazują, by sama niedostępność strony miała związek z wyciekiem danych klientów. Potwierdzono jedynie atak prowadzący do przeciążenia zasobów sieciowych i zakłóceń w działaniu serwisu. Po godz. 12 rzecznik Zakładu poinformował, że systemy ZUS ponownie funkcjonują normalnie.
Osoby, które w poniedziałek rano nie mogły załatwić sprawy przez internet, mogą ponowić próbę skorzystania z usług elektronicznych ZUS. W razie kolejnych problemów warto śledzić oficjalne komunikaty Zakładu i zachować ostrożność wobec wiadomości SMS oraz e-maili z podejrzanymi linkami. Dane logowania i dane osobowe najlepiej wpisywać wyłącznie po przejściu bezpośrednio do oficjalnego serwisu instytucji.