Takie podejście jest dość zaskakujące, ponieważ mocno odbiega od dotychczas stosowanej przez Microsoft ideologii. Zgodnie z nią, aktualizacja systemu na etapie końca wsparcia dla danej wersji powinna być automatyczna, by zapewnić użytkownikowi pełne bezpieczeństwo. Nie jest tu mowa o comiesięcznych łatkach, ale o aktualizacji Windowsa do kolejnej tak zwanej "dużej wersji", która jest dalej wspierana w danym momencie.
Przypuszcza się, że nowe powiadomienie będzie widoczne tylko w Windows Update, a co za tym idzie – użytkownik nie będzie napastowany przez system informacją o konieczności instalacji nowej wersji. O ile dla zaawansowanych użytkowników, którzy z jakichś przyczyn świadomie odwlekają aktualizację Windows 10 to raczej dobra wiadomość, o tyle dla większości osób to otwarta droga do problemów. Bez dodatkowych powiadomień na pulpicie, czy wreszcie bez wymuszenia aktualizacji, ich systemy pozostaną w pewnym momencie bez aktualizacji bezpieczeństwa.
Statystyki pokazują, że znakomita większość użytkowników Windowsa 10 korzysta z najnowszej, a maksymalnie przedostatniej wydanej "dużej wersji" systemu. Według danych AdDuplex, w lutym bieżącego roku ponad 75 proc. użytkowników Windowsa 10 korzystało wersji 19H1 oraz 19H2, czyli dwóch najnowszych wydań. Warto dodać, że wolniejsze tempo wdrażania aktualizacji w ostatnim czasie wynika z zmienionego podejścia Microsoftu, zgodnie z którym kolejne wydania Windows 10 są dokładniej testowane, nim trafią do wszystkich użytkowników poza programem Insider.