World War 3 – rzut okiem. Mamy dla was pięć kodów aktywacyjnych

Strona główna Aktualności
Źródło: The Farm 51
Źródło: The Farm 51

O autorze

Słyszeliście już o World War 3? Jeśli nie, a jesteście fanami militarnych strzelanin w klasycznym stylu, to zdecydowanie powinniście nadrobić zaległości. Jeśli tak – wiecie doskonale, jaką furorę wywołał ten projekt. Autorzy – gliwickie studio The Farm 51 – choć trapieni licznymi problemami technicznymi, zdołali w krótkim czasie sprzedać blisko 300 tys. kopii, odzyskując tym samym koszty produkcji. To żywy dowód na to, że gracze są spragnieni klasycznych FPS-ów, a my, jako redakcja serwisu dobreprogramy, z tej okazji mamy dla was małą niespodziankę: kody aktywacyjne.

Patrząc na rynkową konkurencję, World War 3 ma jedną istotną przewagę: nie stara się być produkcją dla wszystkich. Podczas gdy Battlefield gdzieś na etapie „czwórki” nabawił się licznych uproszczeń i niegdyś charakterystycznego wyłącznie dla gier konsolowych efekciarstwa, a Call of Duty stawia na windowanie dynamiki do granic absurdu, ich polski konkurent serwuje doświadczenie na wzór tego, czym pecetowcy zachwycali się przed kilkoma laty – jest wymagający i pod wieloma względami toporny, ale jednocześnie w sposób kompetentny oddaje klimat wojennej zawieruchy. Po kilku godzinach z dziełem Gliwiczan, Battlefield 4 staje się zabawą plastikowymi żołnierzykami, a nowszych odsłon tego cyklu człowiek nawet nie bierze pod uwagę.

Immersja najwyższej rangi

Czy płonący Smoleńsk będzie dla kogoś wystarczającą rekomendacją? Nie mam pojęcia – wiem natomiast, że nic nie angażuje tak, jak bitwy rozgrywane na mapach będących wierną reprodukcją rzeczywistych miast. Przygotowano cztery reprezentacje: Warszawę, Berlin, Moskwę i Smoleńsk. Przy czym akurat ostatnie z wymienionych stanie się grywalne dopiero wraz z aktualizacją. Tak czy inaczej, pozostają trzy znane wszystkim doskonale europejskie stolice wraz z charakterystycznymi sobie elementami zabudowy i powszechnie rozpoznawalnymi miejscami. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie, kiedy powróciwszy pociągiem, z biura WP, zostałem zmuszony do odparcia czołgu sprzed Dworca Centralnego, by chwilę później ciąć wrogów seriami w Złotych Tarasach.

Immersja, immersja i raz jeszcze immersja. A wiernie oddane lokacje to dopiero początek. Są też rzeczywiste bronie i pojazdy. Wprawdzie militarni puryści znajdą pewne punkty zaczepienia, takie jak karabinek AK-12, który z jakiegoś powodu w grze nazwano AK-15, czy armia zachodnia strzelająca typowo rosyjskim nabojem 7,62x39 mm, ale ogólny obraz uzbrojenia jest po prostu przekonujący. Tym bardziej, że autorzy zadbali dodatkowo o cały szereg możliwości personalizacji i nienaganną fizykę. Tłumiki, hamulce wylotowe, szeroki zakres rozmaitej optyki – to wszystko i wiele więcej trafiło do World War 3. I nie chodzi tu jedynie o wizualne gadżety, ale osprzęt faktycznie wpływający na czucie broni. Zresztą, zachowanie poszczególnych „klamek” w ogóle zasługuje tu na pochwałę.

Wiadomo, World War 3 symulatorem nie jest. Niemniej jednak deweloper zadbał, aby prowadzenie celnego ognia wymagało czegoś więcej niż bezmyślne wciskanie LPM. Uwzględniono nie tylko odrzut przy strzale, ale także celność, co najbardziej widać oczywiście na dłuższych dystansach. Wzięcie przeciwnika na celownik i oddanie strzału nie gwarantuje trafienia. Nie z każdej broni. W pierwszej chwili wyjadacze FPS-ów mogą poczuć się sfrustrowani, jako osoby przyzwyczajone do nienaturalnego poziomu kontroli i przewidywalności uzbrojenia, co ma miejsce zwłaszcza we wspomnianym wcześniej Call of Duty. Po kilku godzinach zabawy z World War 3 jest inaczej – tytuł zdecydowanie plusuje charakterem, na tle mocno uproszczonych odpowiedników.

A jakby tego było mało, również po trafieniu wrogowie zachowują się całkiem – ponownie posłużę się tym określeniem – naturalnie. Hitboksy rozłożono w sposób logiczny: łatwiej jest zabić strzałem w głowę, trudniej – w tors, jeszcze trudniej – w nogi. Z tym że uniknięto przy tym znanej z wielu współczesnych tytułów groteski, kiedy headshot staje się jedyną efektywną metodą pozbawiania wrogów życia, ponieważ na klatkę piersiową bez trudu biorą cały magazynek. Średnio, liczba trafień niezbędnych do wyeliminowania przeciwnika jest mniejsza niż u konkurencji, w klasycznych trybach, choć to zależy też od rodzaju pancerza, z jakiego korzysta wróg. Ciężka kamizelka jest znacznie trudniejsza do przebicia, ale żołnierz w nią ubrany traci mobilność i dynamikę.

Jakie to... pecetowe

Trudno zarazem ukryć, że ogrom możliwości personalizacji i rozwinięta fizyka świata gry, wspólnie, prowadzą do jednego wniosku: World War 3 jest ewidentnie jednym z tych tytułów, które od początku do końca tworzy się z myślą o komputerach osobistych. Obecnie naprawdę niewiele produkcji oferuje taki gąszcz opcji, zamiast prościutkiego menu kołowego. Niewiele też pozwala sobie na tak rozwiniętą mechanikę strzelania, musząc koegzystować z padem, gdzie bez wspomagania celowania ani rusz. I to w dalszym ciągu nie jest koniec. Idąc dalej, warto poruszyć kwestię zdrowia bohatera. Pasek HP został podzielony na trzy części i odnawia się tylko do końca tej napoczętej. Dalej potrzebna okazuje się apteczka. Każdy wojak ma jedną, aczkolwiek może z niej skorzystać kilku kompanów.

Oczywiście to też nie jest tak, że dzieło The Farm 51 stanowi jakiś eksponat muzealny, agregując wszystkie klasyczne rozwiązania. Pomysłów – nazwijmy to tak – bardziej współczesnych nie brakuje. Weźmy za przykład różne rodzaje wsparcia, na przykład poprzez nalot, przyznawane za zdobywane punkty, w czasie trwania rundy. Budzi to oczywiste skojarzenie z mechanizmem serii zabójstw, znanym z Call of Duty, tyle że World War 3 uwzględnia całkowitą punktację, nie ograniczając się do fragów. I jest to – nawiasem mówiąc – słuszne, skoro priorytetem mają być działania zespołowe. Inaczej mało kto rzuciłby kolegom apteczkę czy amunicję, interesując się głównie likwidacją wrogów. Tutaj twórcy sami zachęcają do zabawy w czteroosobowych zespołach ogniowych.

I na dobrą sprawę sprzyjają temu nawet udostępnione tryby gry. W przyszłości ma być ich więcej, ale chwilowo w pełni grywalny jest tylko Warzone w dwóch odmianach: dużej i małej. Na mapę trafia maksymalnie 64 graczy, w dwóch drużynach, by zdobyć i jak najdłużej utrzymać strategiczne punkty sporne. W przyszłości natomiast udostępnione mają zostać też tryby z serii Recon, skierowane do miłośników e-sportu, w tym pewnie deathmatch. Ale nawet sam Warzone, zważywszy jeszcze na możliwość użycia w nim pojazdów, serwuje przeogromną dawkę frajdy, wszak to niemalże kopia lubianego przez wszystkich Podboju z Battlefielda, tylko okraszona rzeczywistymi lokacjami i – w moim odczuciu – zdecydowanie bardziej przekonującym zachowaniem broni.

Przy okazji niniejszej recenzji mamy dla was małą zabawę. Do wygrania – jeden z pięciu kodów aktywacyjnych na grę World War 3. Wystarczy, że jesteś zarejestrowanym użytkownikiem serwisu dobreprogramy i odpowiesz w komentarzu na pytanie: jakie europejskie miasto i dlaczego powinno pojawić się w WW3? Najciekawsze odpowiedzi nagrodzimy wspomnianym kodem, do wykorzystania na platformie Steam. Na odpowiedzi czekamy do 2 listopada 2018 r. włącznie. Wyniki – następnego dnia.
Zwycięskie odpowiedzi: chomik325, Samurai, DrPietro, maxiixi, liooo5

Wojna, której nie sposób nie lubić

Niestety, jak jest z grami dostępnymi w ramach wczesnego dostępu, każdy powinien wiedzieć, a World War 3 – jeśli się w tym temacie wyróżnia – to najwyżej in minus. Na platformie Steam tytuł pojawił się 19 października br. i tak naprawdę na dzień dzisiejszy jest wersją beta. Nie chodzi tu nawet o poszatkowaną zawartość: skromną liczbę trybów gry, brak jednej z map czy nieaktywny system postępu, który tymczasowo zastąpiono powszechnym dostępem do wszystkich broni i akcesoriów. Chodzi o rzucające się w oczy na każdym kroku niedoróbki. Serwery działają jak chcą: raz – tak, raz – nie. Optymalizacja, pomimo zastosowania znanego silnika Unreal Engine 4, chwilami woła o pomstę do nieba. Losowe spadki płynności do poziomu 20 - 25 kl./s zdarzają się nawet komputerowi z procesorem Intel Core i9-9900K i grafiką NVIDIA GeForce RTX 2080. Paradoksalnie, mimo tych wszystkich problemów World War 3 niesamowicie wciąga, co sprawia, że szybko zapomina się o warstwie technicznej, po prostu ciesząc rozgrywką. Miejmy nadzieję, że do czasu premiery, datowanej na 2020 r., bolączki zostaną wyeliminowane. Szkoda byłoby zmarnować taki potencjał.

© dobreprogramy