Wstępniak na nowy tydzień: zachwycać się Androidem, którego nie dostaniesz, czy iść własną ścieżką?

Strona głównaWstępniak na nowy tydzień: zachwycać się Androidem, którego nie dostaniesz, czy iść własną ścieżką?
15.06.2015 13:54
Wstępniak na nowy tydzień: zachwycać się Androidem, którego nie dostaniesz, czy iść własną ścieżką?
bDUIcoHW

Miniony tydzień upłynął pod znakiem konferencji deweloperskiejWWDC, podczas której Apple zapowiedziało swoje wielkie nowości dlasystemów iOS i OS X. Użytkownicy sprzętu z Jabłuszkiem mogą byćspokojni – co Apple obieca, to Apple dostarczy, a co dostarczy, tonajprawdopodobniej będzie działało na ich urządzeniach. Niecowcześniej mieliśmy podobną konferencję deweloperską I/O, podczasktórej swoje obietnice przedstawiło Google. Tu jednak z tymspokojem może być gorzej. Kto te wszystkie nowości faktyczniezobaczy poza garstką posiadaczy flagowych smartfonów oraz ludzi,którzy w przyszłości kupią nowy sprzęt?Obietnice związane z Androidem One najwyraźniej nie wypaliły,Android Wear, który miał podbić segment urządzeń ubieralnych,okazał się być obarczony tymi samymi problemami co starszy brat –czy naprawdę w tej sytuacji walczące o swoje miejsce na rynkuBlackBerry powinno skazywać się na zależność od wielkiego G?

bDUIcoHp

Z Androidem One, jak zapewnepamiętacie, zaczęło się bardzo szumnie. Smartfon dla miliardów –tak Google określało publicznie swój projekt, w ramach którego wewspółpracy z miejscowymi producentami miały powstawać niedrogie,ale nowoczesne, stale aktualizowane urządzenia z Androidem. Głośnonie mówiło się tego, że chodzi o uniknięcie powtórki z Chin,gdzie owszem, Android podbił rynek, ale Google nic z tego nie ma.Producenci tanich chińskich słuchawek wyzwolili Androida,uniezależniając go od usług Google, łącząc z własnymisklepami, oferując preinstalowane popularne w Chinach aplikacje. Niemówiło się też głośno, że Android One ma być próbąnaprawienia paskudnej sytuacji z aktualizacjami systemu, za sprawąktórych Apple może regularnie się chwalić, jaką to spójną i wzunifikowany sposób migrującą na nowsze wersje platformą jestiOS.

Wyszło jak zawsze. Jednym znajwiększych niezależnych producentów sprzętu z Androidem Onezostał indyjski Micromax, aktywny też na rynku indonezyjskim.Daleko mu było jednak w skali działania do działającego naglobalną skalę Samsunga czy śmiało rozpychającego sięchińskiego Xiaomi. Mimo szumnych deklaracji o rozpoczęciuwspółpracy, szybko okazało się, że wśród miliona miesięcznieprodukowanych przez indyjskiego partnera Google smartfonów jedynieniewielki odsetek to model zrobiony w ramach inicjatywy Android One.Micromax szybko miał sobie zdać sprawę z tego, że ścisławspółpraca z Mountain View to dla niego katastrofa. Cytowany przezWall Street Journal informator miał powiedzieć, że producencimusieliby nie mieć mózgów, by w to wejść.

Łatwo zrozumieć takiepodejście. W segmencie najtańszych urządzeń, gdzie marże sąznikome, producenci potrzebują albo wielkiego wolumenu sprzedaży,albo dodatkowych możliwości zarobkowania. Niczym nie różniącesię od siebie słuchawki z Androidem One nie dawały ani nadziei nawielki wolumen sprzedaży (Google „wkręciło” w ten projekt jużkilkunastu takich zmuszonych do konkurowania ze sobą lokalnychproducentów, nie gwarantując im przy tym wyłączności na krajowerynki), ani na dodatkowe zarobki np. z umów parterskich z telekomami– systemu nie można było modyfikować ani dołączać własnychaplikacji. I tak oto informator WSJ donosi, że Micromax jużdrugiego smartfonu z Androidem One nie zrobi, a w dodatku podpisałumowę z Cyanogenem, dającą mu i większą swobodę adaptacjisystemu do własnych potrzeb.

bDUIcoHr

Podobnie zawodne okazały sięniedawno obietnice z Androidem Wear. Urządzenia ubieralne (póki cogłównie smartzegarki) miały otrzymywać aktualizacje regularnie,niezależnie od producentów czy operatorów telekomunikacyjnych,przez cały okres życia urządzenia. Niedawno pojawiła się kolejnaaktualizacja systemu, oznaczona numerkiem 5.1.1 (bazująca naAndroidzie 5.1.1). Aktualizacja to nietrywialna – w stosunku dopoprzedniej wersji, 5.0.1 przynosi liczne usprawnienia interfejsu,obsługę gestów „ruchowych”, możliwość uruchamianiaaplikacji stale obecnych na ekranie, oraz co szczególnie istotne,wreszcie pozwala na korzystanie z połączeń Wi-Fi. Możnapowiedzieć, że jedna aktualizacja – a zupełnie nowysmartzegarek.

O ile oczywiście aktualizacjętaką dostaniesz. Początkowo trafiła ona tylko na nowiutkiego LGWatch Urbane. Najpopularniejszy zegarek z Android Wear, Motorola Moto360, aktualizacji nie dostał. To znaczy dostał… po google'owemu.Rozwijana za zamkniętymi drzwiami aktualizacja systemu, głośnozachwalana podczas konferencji deweloperskich, trafiła w końcu dorepozytorium Androida z dopiskiem „a teraz radźcie sobie sami”.Inżynierom z LG kod udało się dostosować w miarę łatwo.Motoroli nie wyszło, na firmowym Twitterze możemy sobie tylkopoczytać zapewnieniao staraniach, bo póki co wydajność nie taka jak oczekiwano. Apotem producenci dziwią się, że zainteresowani smartzegarkiemkupują Apple Watcha.

@davidcstevens_ Performance is not quite there yet. We’re working with Google to ensure the software works great on #Moto360. Thanks.

— Motorola Mobility (@Motorola) czerwiec 3, 2015 I tak oto wracam do kwestiiBlackBerry. „Jeżyna” niedawno pojawiła się w moim domu, z Q10korzysta moja żona. Z aktualizacjami oprogramowania jest równiedobrze jak w wypadku Apple, niewielka liczba modeli sprawia, żekanadyjski producent może jednocześnie dostarczyć na wszystkiewspierane urządzenia istotne ulepszenia systemowe, a nie tylkodziałać w myśl zasady „sprzedaj i zapomnij”, dominującej wświecie zielonego robocika. Zrzucenie niewdzięcznej roboty zaktualizacjami Androida na producentów sprzętu kompletnie się niesprawdziło, a Google do tej pory nie potrafi przyznać, że nie tędydrogą. Jedynym chyba producentem, który robi TO dobrze, jestNVIDIA, regularnie aktualizując firmware swoich urządzeń SHIELD –ale programistyczny potencjał „zielonych” jest daleko przecieżwiększy, niż przeciętnego OEM-a.

bDUIcoHx

Jednak przecież BlackBerry teżbliżej pod względem programistycznego potencjału do Nvidii, niżjakiegoś mało znanego producenta z Indii. Może więc Kanadyjczycyfaktycznie byliby w stanie stworzyć smartfony klasy premium zAndroidem, zarazem wyróżniające się formą jak i przynosząceregularnie aktualizacje systemowe na bazie kodu udostępnianego przezGoogle – a do tego jeszcze własnościowe ulepszenia, niedostępnena innych androidowych urządzeniach? Byłby to gambit podobny dotego, co zrobiła Opera ze swoją przeglądarką. Porzucamy silnik,którego rozwój kosztuje nas zbyt wiele, skupiamy się na robieniutego, co wyróżnia nas w oczach klientów. To ryzykowne podejście,tym bardziej że jądro BlackBerry OS-a, czyli QNX, jest perłą wkoronie firmy, wykorzystywaną nie tylko w smartfonach, ale przedewszystkim dziś w systemach wbudowanych w motoryzacji i aeronautyce –ale może faktycznie by się sprawdziło, tak jak najwyraźniej sięsprawdziło w wypadku Opery (własnościowy silnik Presto byłwykorzystywany przecież nie tylko w desktopowych produktach, ale teżwłaśnie w systemach wbudowanych, telewizorach, konsolach itp.).

Sam mam nadzieję, że do tegonie dojdzie, i BlackBerry OS zachowa swoją tożsamość, ulepszającjedynie warstwę kompatybilności z Androidem. Wiązanie się zGoogle na dłuższą metę będzie korzystne przede wszystkim dlaGoogle, dokładnie tak samo, jak wiązanie się z Microsoftem okazałosię na dłuższą metę korzystne przede wszystkim dla Microsoftu.Wielkie OEM-y rynku PC w zasadzie w swojej ofercie produktów niczymsię nie różnią, konkurując głównie ceną, z tymi samymikomponentami, tym samym oprogramowaniem. Microsoft jednakprzynajmniej dbał o o swoich partnerów – Google najwyraźniej ichinteresem przejmuje się znacznie mniej.

Tyle o wielkich świata IT. Co unas? Jak zauważyliście, zaczęliśmy publikować pierwsze materiałyporadnikowe, oznaczone ikonką narzędzi na otwierającym zdjęciu.To zapowiedź większych zmian, chcemy byście czerpali z naszych łamnie tylko nowe wersje oprogramowania i nowe wieści, ale też teżwiedzę praktyczną. Dalej będziemy też kontynuować cykletematyczne, w tym cieszące się sporym zainteresowaniem opisyoprogramowania dla dzieci, aplikacji do smartfonowej fotografii orazwspomagania sportu i kultury fizycznej. Ale oczywiście to niewszystko. Obiecany w poprzednim tygodniu konkurs rozpocznie się ladamoment – i już teraz powiem, że powinien być gratką dla graczy.Do udziału w nim zapraszam oczywiście nie tylko graczy, śledźciepublikacje w naszym portalu, by dowiedzieć się więcej.

bDUIcoIn