Dzisiaj rano otrzymaliśmy od jednego z naszych Czytelników pełnewulgaryzmów zrzuty ekranu z jednego z artykułów Pomocy technicznejMicrosoftu, dotyczącego uprawnień systemu plików NTFS. Jakiśśmieszek z analnymi fiksacjami stwierdził najwyraźniej, że w tensposób tekst będzie zabawniejszy: zgłosił swoje wersje„tłumaczeń”, a inni użytkownicy zagłosowali na te poprawki,sprawiając, że dynamicznie aktualizowana zawartość artykułupokazała właśnie takie kwiatki.
Mariusz Kędziora, ewangelista Microsoftu, najwyraźniej nie byłzachwycony. We wpisie na Wykopie skomentował sprawę następująco:
Zrzucać jednak winę w całości na polskich śmieszków niesposób. Zaskakuje nas brak jakiekolwiek moderacji działania takiegomechanizmu, proszący się wręcz o więcej takich wygłupów. Tofakt – tłumaczenia maszynowe są bardzo kiepskie, i to nie tylko wwersji polskiej. Wsparciu ze strony niezależnych tłumaczy powinienjednak towarzyszyć choćby mechanizm automatycznego wychwytywaniawulgaryzmów, bo przecież jaki Internet jest, każdy widzi. I to niedotyczy wyłącznie polskiego Internetu – wbrew temu, co panKędziora napisał, wulgarne żarty i żarciki, często organizowaneprzez ludzi związanych z forami obrazkowymi, przydarzają siępraktycznie wszędzie.