r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

„Antyradar” w telefonie: testujemy aplikacje ostrzegawcze dla kierowców

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Coraz więcej na naszym rynku aplikacji mobilnych dla kierowców, które należą do kategorii tzw. „antyradarów”. Narzędzia te mają skutecznie informować o zagrożeniach, jakie napotkać można na drogach. Pierwsza polska aplikacja tego typu, Yanosik, w ciągu ostatnich lat doczekała się kilku darmowych rywali: AutoRadaru, iCoyote, RadarSTOP-u i Ryśka. W tym wypadku od nadmiaru głowa jednak boli. Specyfika działania oprogramowania tego typu sprawia bowiem, że im większa konkurencja, tym mniejsza skuteczność poszczególnych narzędzi. Postanowiliśmy więc sprawdzić, który z „antyradarów” jest wart tego, by zainstalować go na zamontowanym w aucie urządzeniu mobilnym.

Wakacje powoli się kończą, ale policjanci „drogówki”, strażnicy miejscy czy coraz bardziej aktywni funkcjonariusze Inspekcji Transportu Drogowego wcale nie ustają w swojej walce o należyte zasilenie budżetu wpływami z mandatów za przekraczanie dozwolonej prędkości. Oczywiście nie wyczerpują oni listy nieprzyjemności, jakie czekają na kierowców. Ciągnące się kilometrami korki, roboty drogowe, zmiany w organizacji ruchu drogowego czy wreszcie groźne wypadki potrafią łatwo zamienić rozkosz dynamicznej jazdy w przykrą konieczność.

Już od lat sześćdziesiątych zeszłego stulecia kierowcy w USA i Europie Zachodniej bronili się przed tym wszystkim za pomocą CB radia (Citizen-Band, pasmo obywatelskie), czyli mobilnych radiostacji działających w zakresie 27 MHz, które pozwalały uczestnikom ruchu drogowego wzajemnie informować się o sytuacji. W naszym kraju prawdziwa popularność CB radia przypadła dopiero na pierwszą dekadę XXI wieku – dopiero 10 lat temu zniesiono biurokratyczne obostrzenia w dostępie do radia obywatelskiego, nakładające na użytkownika radiostacji obowiązek zdobycia zezwoleń w czterech różnych instytucjach. Przyniosło to lawinowy wzrost liczby użytkowników CB radia. Dziś trudno znaleźć drogę, po której akurat nie porusza się żaden pojazd z „obywatelską” radiostacją. Nasłuchiwanie drogowego kanału 19 uratowało skórę (i portfel) niejednemu kierowcy, w porę ostrzeżonemu o czekającym za zakrętem zagrożeniu.

r   e   k   l   a   m   a

Dzisiaj jednak, w erze powszechnej dostępności smartfonów, mówi się coraz częściej kierowcom, że są metody lepsze niż CB radio. Aplikacje mobilne, nazywane często antyradarami (choć oczywiście nic wspólnego z prawdziwymi systemami antyradarowymi one nie mają) mają być nowoczesną alternatywą dla obywatelskiego radia, zapewniając nie tylko większą skuteczność w informowaniu o zagrożeniach na drodze, ale też chroniąc wrażliwe uszy przed soczystym językiem, w jakim toczą się rozmowy na kanale 19. Ich metoda działania jest raczej prosta: na widok zagrożenia (np. wypadku drogowego czy kontroli policji) użytkownik aplikacji powinien dotknąć wyświetlany na ekranie telefonu odpowiedni przycisk interfejsu, pozwalający zgłosić je do centrali. Zgłoszenie, przekazywane przez komórkowe połączenie internetowe trafia wraz z pozycją GPS na serwer, a następnie rozsyłane jest do wszystkich kierowców w okolicy zgłaszającego, którzy również korzystają z tej aplikacji. Oprogramowanie tego rodzaju zwykle posiada też aktualną bazę stacjonarnych fotoradarów, więc ostrzega przed nimi kierowcę nawet jeśli nikt takiego fotoradaru nie zgłosi.

Jak widać, skuteczność takich narzędzi zależy od dwóch rzeczy – liczby aktywnych użytkowników oraz jakości komórkowego dostępu do Sieci. Z tym ostatnim jest dziś coraz lepiej. Z tym pierwszym może być coraz gorzej. Jako że poszczególne „antyradary” nie wymieniają między sobą ostrzeżeń o sytuacji drogowej, rosnąca fragmentacja rynku może przekładać się tylko na mniejszą liczbę aktywnych użytkowników poszczególnych narzędzi.

W trasie z pięcioma Androidami

Okazją do przetestowania antyradarowych aplikacji była wycieczka do Złotego Stoku opodal Ząbkowic Śląskich – około dwóch godzin jazdy drogą E67/DK8 z Wrocławia. Osoby z Dolnego Śląska pewnie ją kojarzą, jest dość ruchliwa, wąska i raczej nieprzyjemna. Często zdarzają się na niej wypadki, nierzadko w związku z wyprzedzaniem na trzeciego, praktyką dość powszechną ze względu na wiele wlokących się jedna za drugą ciężarówek. Nic więc dziwnego, że niejednokrotnie można tam spotkać przyczajone patrole policji, a i ukryci strażnicy miejscy nie należą do rzadkości.

W Fordzie Mondeo udało się zamontować zestaw pięciu urządzeń z Androidem, na których ruszyły testowane aplikacje – AutoRadar, iCoyote, RadarSTOP, Rysiek i Yanosik. Dostęp do Sieci zapewnił tethering połączenia 3G z telefonu Xiaomi Hongmi, korzystały z niego dwa telefony Sony Xperia, jeden GoClever Quantum, oraz niedawno u nas testowany, ogromny tablet Samsunga Galaxy Note Pro 12.2.

Yanosik

Ten program to klasyka wśród „antyradarowego” oprogramowania – rozwijana od 2009 roku aplikacja to dziś także darmowy system nawigacyjny, towarzyszy jej również darmowe narzędzie dla autostopowiczów Yanosik Autostop. Pobrało ją do tej pory już sporo ponad milion użytkowników. Jak twierdzi producent, w godzinach szczytu z narzędzia korzysta nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Z Yanosika mogą skorzystać użytkownicy Androida, iOS-a, Windows Phone oraz BlackBerry OS-a.


Rysiek

„Rysiek widzi misie” jest nową, ale solidnie zaprojektowaną aplikacją, za którą stoją autorzy dobrze znanej nawigacji NaviExpert. Jego siłą ma być integracja z siecią ostrzegawczą NaviExperta (ostrzeżenia użytkowników obu aplikacji są wymieniane między ich sieciami), a także korzystanie z informacji o zagrożeniach rozpowszechnianych przez klasyczne CB radio. Z Ryśka korzystać można na razie na Androidzie i iOS-ie.


RadarSTOP

Tak jak Rysiek integruje się z siecią ostrzegawczą NaviExperta, tak RadarSTOP robi to z siecią bardzo popularnej w naszym kraju MapyMap (ponad 2 mln sprzedanych licencji). Sporym plusem tego narzędzia jest możliwość zainstalowania map offline, dzięki czemu oszczędzamy na limitowanym zwykle ruchu sieciowym po 3G. RadarSTOP dostępny jest na Androida i iOS-a.


iCoyote – asystent kierowcy

Wielu zawodowych kierowców powinno znać Coyote – od lat na naszym rynku sprzedawane są te autonomiczne systemy informacji o fotoradarach i zdarzeniach drogowych. Najtańszy model kosztuje dziś 600 zł, do tego dochodzi koszt rocznego abonamentu w wysokości 400 zł. Producent utrzymuje, że z jego sprzętu korzysta ponad 2,5 mln kierowców – i zaprasza posiadaczy smartfonów do dołączenia do tej społeczności. iCoyote jest darmową, uproszczoną wersją oprogramowania z urządzeń Coyote, podobnie jak one może działać poza Polską. Aplikacja dostępna jest na Androida, iOS-a oraz Windows Phone.


AutoRadar

Producent znakomitej AutoMapy (z którą zawsze dojedziesz do celu) też musiał postarać się o własne narzędzie ostrzegawcze. Jego darmowy AutoRadar – radar na radary – w czasie rzeczywistym wymienia informacje z użytkownikami komercyjnej nawigacji. Zgłoszenia mają być weryfikowane na bieżąco także przez członków społeczności Miplo.pl i Targeo.pl. AutoRadar dostępny jest na Androida, iOS-a i WindowsPhone.


Poniżej przedstawiamy podsuowanie możliwości tych narzędzi:

Skuteczność

Ocena skuteczności testowanych aplikacji jest sprawą bardzo relatywną. Nikt w redakcji nie jest zawodowym kierowcą, nie przemierzamy też raczej dziennie setek kilometrów po najróżniejszych trasach, w których można byłoby skuteczność tych narzędzi solidnie sprawdzić. Ocena tego typu oprogramowania jest więc zarówno mocno subiektywna, jak i relatywna, zależna niewątpliwie od wyboru trasy i regionu kraju. Odnotowując jednak reakcje aplikacji (czy też ich brak) na trasie Wrocław-Złoty Stok i z powrotem, mogliśmy wyrobić sobie zdanie na temat testowanych aplikacji.

Łącznie na trasie trafiło się 17 „zapalnych punktów”, w tym 10 stacjonarnych fotoradarów (w tym być może atrap), trzy policyjne kontrole drogowe z „suszarkami”, dwa nieoznakowane radiowozy z „suszarką”, jeden poważny korek związany z robotami drogowymi i jeden raczej niegroźny wypadek drogowy – stłuczka aut, oczekujących na przyjazd policji. Najprawdopodobniej trafiliśmy też na jedno auto należące do Inspekcji Transportu Drogowego: czarne Mondeo z widoczną głowicą radaru i dziwnie dużą liczbą anten.

Ze stacjonarnymi fotoradarami poradziły sobie świetnie wszystkie aplikacje poza RadarSTOP-em, który „przegapił” jeden – a w dodatku trzykrotnie fałszywie zaalarmował. Przed policyjnymi kontrolami drogowymi (oznakowane radiowozy) ostrzegały Yanosik, Rysiek i iCoyote, jednak jak widzicie w tabelce, bez 100% skuteczności. Z dwoma nieoznakowanymi radiowozami policji było kiepsko – tylko Yanosik raz poinformował o zagrożeniu, pozostałe aplikacje milczały. Żadna z aplikacji nie ostrzegła przed autem ITD. Jeśli chodzi o informowanie o sytuacji na drodze, najlepiej wypadł Rysiek – Yanosik nie poinformował o wypadku. Pozostałe aplikacje były tu kompletnie „ślepe”.

Wnioski

Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, która z aplikacji „antyradarowych” jest najlepsza, ale jak sami widzicie, zarówno po funkcjonalnościach jak i skuteczności na tej niedługiej trasie, że pomiędzy Yanosikiem i Ryśkiem, a pozostałymi aplikacjami jest duża przepaść. Nie jest to dobra wiadomość, gdyż na tym rynku po prostu nie ma miejsca dla wielu nieskomunikowanych ze sobą narzędzi ostrzegawczych – wzajemnie odbierając sobie użytkowników, osłabiają swoją skuteczność.

W tej sytuacji sami musicie uczynić wybór między Yanosikiem i Ryśkiem. Autor testu przyzwyczajony jest do Yanosika i raczej przy nim zostanie, ale producentowi NaviExperta trzeba pogratulować, że zdołał stworzyć narzędzie, które choć młode, dorównuje weteranowi w tej kategorii. Co do pozostałych aplikacji, to dziwi przede wszystkim nikła skuteczność iCoyote – autor miał okazję mieć kiedyś przez chwilę urządzenie Coyote i był bardzo z niego zadowolony. Być może producent po prostu nie chce, by darmowa mobilna aplikacja stała się konkurencją dla jego nietaniej przecież oferty.

My podkreślimy tylko jedno: żaden z tych systemów „antyradarowych” nie daje gwarancji, że dzięki nim unikniemy mandatów za przekraczanie prędkości. Istnieją oczywiście prawdziwe systemy antyradarowe dla aut, dzięki którym już za 5-6 tys. zł możemy uchronić nasz pojazd przed wszystkimi stosowanymi przez policję i ITD systemami pomiaru prędkości, ale czy uchronią one nas przed utratą zdrowia, a nawet życia, do jakiej prowadzić może agresywna, szybka jazda? Dlatego radzimy, by mimo stosowania wszelkiej maści systemów antyradarowych, nie zapominać o zdrowym rozsądku, a skłonności rajdowe realizować czy to w grach, czy jeśli potrzebujemy prawdziwych wrażeń – na przystosowanych do tego torach.

I taka dygresja już na koniec, nie związana już ze skutecznością. Wielu producentów określa swoje aplikacje „antyradarowe” mianem zamienników CB radia. To oczywiście bzdura. CB radio ma urok, którego żadna aplikacja nie zastąpi – i pozwala się dowiedzieć o rzeczach, które przez żadną aplikację tego typu nie przejdą.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.