Kwestia ta jest bardzo istotna dla deweloperów tworzących oprogramowanie dla tego systemu. W zależności od kontekstu, może być albo przekleństwem, albo wręcz… błogosławieństwem. Zdziwieni? Wystarczy spojrzeć na rynek. Co prawda konieczność dostosowywania aplikacji do różnych wersji systemu, ekranów czy nawet procesorów stanowi ogromny problem i często jego pokonanie nie jest rekompensowane finansowo, ale z drugiej strony wszystko nadrabia duża liczba potencjalnych klientów. Rozbicie systemu na różne segmenty cenowe wyraźnie zwiększa zainteresowanie nim (nawet jeżeli użytkownicy nie wiedzą, z czego korzystają), a co za tym idzie możliwość dodatkowych wpływów. A te są tutaj najważniejsze.
Dzięki fragmentacji i możliwości wyboru producenci mogą zalać rynek tanimi urządzeniami, które momentalnie znajdą nabywców. Nie przeszkadzają w tym ani opłaty za umieszczenie aplikacji Google, ani nawet naciski producenta systemu na dostawców OEM. Oczywiście w przypadku Androida tego typu urządzenia będą zapewne działać dosyć wolno, będzie powodować wiele problemów… ale nie każdy może pozwolić sobie na telefon z wyższej półki, nie każdemu odpowiadają również ograniczenia i ułomności z jakimi można spotkać się w konkurencyjnym Windows Phone. Apple nie możemy tutaj brać pod uwagę, bo w zasadzie nie istnieje w niskim czy nawet średnim segmencie cenowym. To, że użytkownikom tak naprawdę nie przeszkadza wersja używanego systemu widać po udziale Androida na rynku. Obecnie to właśnie ten system dominuje.
W porównaniu do np. sprzętu od Apple, w przypadku Androida można również mówić o „fragmentacji” dotyczącej udziału poszczególnych producentów na rynku. Nie jest to bez znaczenia, bo przecież każdy z nich używa zupełnie innych nakładek. Ciekawe statystyki na ten temat prezentuje OpenSignal. Dowiedzieć się z nich możemy m.in. o tym, że najpopularniejszymi telefonami na tej platformie są Galaxy S3 i S4 od Samsunga. Firma ta przoduje zresztą na rynku posiadając 43% udziałów. O skali mówi porównanie do innych marek: dalej znajdziemy LG, Sony i Motorolę, które nie przekraczają granicy zaledwie 5%. Obecnie 10 najpopularniejszych urządzeń z Androidem to około 15% rynku. Dla deweloperów to wyraźny sygnał, na jaki sprzęt powinni zwracać największą uwagę. Inni? Cóż, w niektórych przypadkach będą musieli obejść smakiem.
Wszystko to powoduje, że użytkownicy mają utrudniony wybór, a deweloperzy muszą decydować się pomiędzy wsparciem małego grona bogatszych użytkowników, lub znacznie większego tych mniej zamożnych. Korzysta na tym Google – od kilku lat taktyka tego typu przynosi rezultaty przeciwne do przewidywań krzykaczy. Zamiast odwracać się od Androida, korzysta z niego coraz więcej osób. Obecnie jest to system dominujący na tabletach i smartfonach, a zarazem coraz mocniej rozpychający się w innych segmentach. Co dalej? Przed nami jesienna premiera Androida L, która fragmentację zapewne tylko zwiększy. My będziemy zastanawiać się nad migracją na nowe urządzenia, Google w tym czasie będzie liczyć zyski.