r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Google już samo nie wie, czy chce Internet cenzurować, czy szyfrować

Strona główna AktualnościINTERNET

W miniony piątek przed komisją amerykańskiego Kongresu wystąpił słynny kryptolog Bruce Schneier, by powiedzieć zgromadzonym politykom, że działania NSA, mające na celu uczynienie z Internetu skutecznego narzędzia inwigilacji, sprawiły że wszyscy możemy zapomnieć o bezpiecznej Sieci – a naprawić ten stan rzeczy będzie można tylko wtedy, jeśli administracja federalna postara się trzymać od Internetu z dala. Kto inny jednak dysponuje zasobami na przeprowadzenie prac, dzięki którym internetowa komunikacja stałaby się niemożliwa do podsłuchu? Na pewno jednym z kandydatów jest Google, którego pracownicy na wieść o tym, że NSA zinfiltrowało komunikację między firmowymi centrami danych, zareagowali raczej niecenzuralnymi słowami. Czy jednak faktycznie gigant z Mountain View chciałby zabezpieczonego Internetu? Ostatnie posunięcia firmy pokazują, że przynajmniej część podejmowanych inicjatyw służy przede wszystkim celom PR-owym, inne zaś mogą mieć ścisły związek z interesami producentów treści.

Istotną częścią sieciowych inicjatyw Google'a jest rozwój narzędzi do automatycznego cenzurowania i filtrowania treści. Jako że słowa takie jak „cenzura” czy „filtry treści” nie kojarzą się internautom zbyt dobrze, działania te są przedstawione w sposób, dzięki któremu niewielu ośmieli się je skrytykować. Firma rozwija otóż technologię, która pozwoli na wykrywanie scen molestowania dzieci w filmach wgrywanych do YouTube i na zdjęciach indeksowanych przez wyszukiwarkę obrazów. Choć żaden algorytm nie jest doskonały, a Google nie może powstrzymać pedofilów przed dodawaniem nowych zdjęć do Sieci, wprowadzone zmiany pozwoliły oczyścić wyniki dla ponad stu tysięcy zapytań, które mogłyby być powiązane z seksualnym wykorzystywaniem dzieci – stwierdził w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika Daily Mail przewodniczący Google'a Eric Schmidt.

Wprowadzone zmiany nie dotyczą tylko Wielkiej Brytanii, ich zasięg ma być globalny, dotyczyć ponad 150 języków. Oprócz wspomnianych stu tysięcy zapytań, Google pokazywać ma też ostrzeżenia dla 13 tysięcy innych fraz – mają one uświadomić, że seksualne wykorzystywanie dzieci jest nielegalne i doradzić, gdzie można znaleźć pomoc, stwierdził Schmidt, przyznając również, że pomoc w tej sprawie Google otrzymało od Microsoftu, który podzielił się swoją technologią identyfikacji zdjęć.

Aby uniknąć fałszywych alarmów (jak na razie najwyraźniej firmowe AI nie jest w stanie rozpoznać kontekstu zdjęć), Google wyznaczyło pracowników, którzy mają wykryte zdjęcia oceniać przed ich zablokowaniem. Jeśli zdjęcie zostanie przez nich uznane za nielegalne, otrzymuje unikatowy cyfrowy odcisk, pozwalający na późniejsze automatyczne jego blokowanie. W analogiczny sposób działać ma technologia wykrywania nielegalnych nagrań wideo, rozwijana przez inżynierów z YouTube – Google zamierza z nowym rokiem udostępnić ją innym firmom internetowym i organizacjom działającym na rzecz ochrony nieletnich.

Wszystko to brzmi doskonale, do momentu w którym pomyślimy nad kwestią, czy kiedykolwiek widzieliśmy na YouTube nielegalną pornografię… ba, trudno sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz na YouTube widziało się legalną pornografię. Znacznie częściej w serwisie tym znajduje się zupełnie inne, problematyczne treści – rozpowszechniane z naruszeniem licencji filmy, klipy wideo, muzykę. Wprowadzone przez Google mechanizmy szybkiego raportowania naruszeń praw autorskich pozwalają na szybkie usunięcie takich materiałów, ale niewiele to pomaga, gdyż w chwilę po usunięciu z YouTube klipu wideo, który nie ma prawa się w nim znaleźć, zostaje on wgrany przez kogoś innego, czasem pod inną nazwą, nawet w językach z którymi Google słabo sobie radzi. O wiele skuteczniejszy byłby system, który rozpoznawałby nielegalnie rozpowszechniane materiały automatycznie, blokując operację wgrywania mediów w razie pozytywnej ich identyfikacji jako chronionych treści. Jeśli zaś dysponuje się już systemem do automatycznego wykrywania nielegalnej pornografii, nie ma technicznych przeszkód w tym, by zastosować go do automatycznego wykrywania filmów i muzyki należących do członków organizacji takich jak MPAA i RIAA.

Czytelnicy Daily Mail dowiedzieli się od Schmidta jednego (niewątpliwie z dużym entuzjazmem przyjmując jego słowa, idące w sukurs polityce obecnego brytyjskiego premiera), tymczasem czytelnicy Bloomberga mogą się dowiedzieć od przewodniczącego Google'a czegoś zupełnie innego. Schmidt miał otóż stwierdzić podczas swojego wystąpienia w Waszyngtonie, że jest przekonany, że w końcu cenzura zniknie z Sieci – a to za sprawą skuteczniejszych technik kryptograficznych. Możemy zakończyć rządową cenzurę w ciągu dziesięciolecia. Sposobem na rządową inwigilację jest szyfrowanie wszystkiego – uznał przewodniczący firmy, rozwijającej własne technologie cenzorskie.

W swoim przemówieniu Schmidt przyznał, że przyczynkiem do wzmocnienia zabezpieczeń Google'a było ujawnienie afery z NSA. Jego zdaniem podobnie zareaguje cała branża. Mountain View pracować ma zaś nad technologią, która pozwoli zwykłym użytkownikom na bezpieczną komunikację i ochronę przed atakami hakerskimi. Najpierw próbują cię zablokować, potem próbują cię zinfiltrować, wreszcie wygrywasz. Zmienia się układ sił – podsumował Schmidt, wyjaśniając, że chodzi mu przede wszystkim o działania chińskich władz, które nie będą mogły dzięki temu zablokować czy kontrolować kampanii na rzecz praw gejów czy małżeństw homoseksualnych.

Co jednak z próbami blokowania treści, które nie podobają się samemu Google? Chiny nie są przecież opóźnionym technicznie krajem Trzeciego Świata. Albo systemy zabezpieczeń giganta będą skuteczne, umożliwiając prywatną komunikację chińskim dysydentom i amerykańskim pedofilom, albo będą zawierały umożliwiające cenzurę i inwigilację luki, które wykorzystane zostaną do powstrzymania i chińskich dysydentów, i amerykańskich pedofili. Nie da się wbudować przecież własnej moralności w techniczne rozwiązanie.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.