r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

[IDF 2015] Jak Intel etykosferę budował – blaski i blaski Internetu Rzeczy

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Jak rozumieć Internet Rzeczy w czasie, gdy samo to określenie stało się banałem, osiągającym szczytowy punkt na krzywej popularności w mediach? Intel zawsze sobie świetnie radził w marketingu i podczas tegorocznego IDF nie zawiódł. Przedstawiona tu wizja może spodobać się biznesmenom czy konsumentom. Technokratom i inżynierom już jednak nie bardzo. Dużo było o atrakcyjnych gadżetach, łączeniu lokomotyw, niemowląt i pól uprawnych, bardzo mało o centrach danych i sieciach.

W megasesji poświęconej Internetowi Rzeczy (IoT) Intel wyciągnął ręce po rzeczy, w których na pewno nie jest – jeszcze – branżowym liderem. Poprowadziła ją Diane Bryant, szefowa grupy centrów danych, wspomagana przez Douga Davisa, który stoi na czele grupy Internet of Things. Temat wystąpienia? „Dane mają opowiedzieć historię”.

To piękna historia o opowiadaniu historii dla producentów elektroniki niezbędnej do zbierania tych danych, opowiedziana w sytuacji, gdy rozwiązania Intela w świecie IoT zajmują drugorzędną pozycję. To przecież domena mikrokontrolerów ARM, z zastosowaniem architektury x86 długo było tu jak z używaniem Atomów na tabletach i smartfonach – Intel wręcz dopłacał producentom sprzętu, by korzystali z jego rozwiązań, aż w końcu Atomy stały się na tyle dobre, by same zacząć na siebie zarabiać i stać się obiektem autentycznego zainteresowania producentów. Tu najwyraźniej mamy do czynienia z próbą rozegrania tego samego gambitu. Uczynienie z Internetu Rzeczy jednego z wiodących tematów konferencji w sytuacji, gdy Intel póki co do zaoferowania ma jeden czip Curie (i to niegotowy – zaprezentowane tu smartzegarki Fossil działają na Atomach, a nie na Curie) to póki co wsadzanie nogi między drzwi.

r   e   k   l   a   m   a

To również piękna historia o opowiadaniu historii dla tych, którym rozwiązania IoT mają przynieść większą wydajność, bezpieczeństwo, oszczędności – i niemożliwy dotąd wgląd w zachowania konsumenckie. Mowa więc o przemysłowej robotyce, w której widzące przez kamery RealSense boty zaczną zastępować ludzi w wielu dziedzinach przemysłu, oraz o inicjatywach dla deweloperów, dzięki którym dostaną dużo otwartego kodu i wsparcie społeczności, by szybko budować prototypy swoich pomysłów i szybko przekształcać je w komercyjne produkty.

Warto tu wspomnieć o ciekawej chmurze aplikacji Wind River Helix, która przynajmniej z tego co zademonstrowano, pozwala pisać oprogramowanie na urządzenia IoT bez troszczenia się o ich konfigurację, dobór narzędzi czy zastosowaną architekturę. Z pewną taką nieśmiałością przyznano, że można za jej pomocą budować, wdrażać i aktualizować oprogramowanie także na „konkurencyjne platformy”.

O ile jednak strona sensoryczno-ubieralna Internetu Rzeczy jest dla Intela trudnym tematem, to druga strona, czyli Big Data, analiza zebranych danych i wspomaganie procesów biznesowych to już temat wygrany – dominacji Intela na rynku serwerów po prostu nie można zaprzeczyć. Tę dominację zwiększyć mają pamięci Optane, które w serwerach z Xeonami będą zastępowały pamięć DRAM, ale też nowa otwarta platforma software'owa, dzięki której organizacje będą mogły lepiej zrozumieć to, co zebrały przez intelowy sprzęt. Stos oprogramowania o nazwie Discovery Peak ma zarówno przyspieszyć pisanie i wdrażanie chmurowego oprogramowania do takich właśnie celów, jak i przyspieszyć działanie takiego oprogramowania oraz zabezpieczyć cały proces jego działania rozwiązaniami sprzętowymi.

Drugą stroną tej historii o potędze Internetu Rzeczy, dzięki któremu plony rolników wzrosną (w końcu po coś te drony z kamerkami RealSense będą nad polami latały), ludzie będą zdrowsi (telematyka i medyczne urządzenia ubieralne mają sprawić, że wielu dotąd hospitalizowanych pacjentów będzie mogło pozostać w domu), a miasta czystsze (lepiej nie wyrzucać niedopałków na ulice bystrych miast) jest jednak prywatność.

To słowo jest wielkim nieobecnym dyskursu Intela o Internecie Rzeczy, bo i trudno zaprzeczyć, że te systemy Big Data, karmione danymi z miliardów sensorów obecnych w każdym zakątku naszego życia, będą o nas wiedziały znacznie więcej, niż my sami. Jasne, mówi się o bezpieczeństwie (przynajmniej w korporacyjnym sensie – blokowania nieupoważnionego dostępu do danych), ale sama kwestia tych danych gromadzenia nie jest tu przez nikogo kwestionowana. Na naszych oczach realizuje się więc kolejna wizja Stanisława Lema, etykosfery. Niezawodna inżynieria, uwalniająca ludzi od uważności i dbania o swoje sprawy, ochroni ich przed wszelkim niebezpieczeństwem, czy jednak zarazem nie uszczęśliwi ich na siłę i duchowo nie zniewoli?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.