r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Nie taki Facebook straszny, jak go po przejęciu Oculus Rift malują?

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Niemałe zaskoczenie wywołało ogłoszenie, że Facebook ma zamiar popatrzeć przez różowe wirtualne okulary i w transakcji wartej 2 miliardy dolarów przejmie zespół odpowiedzialny za projekt Oculus Rift. Jedni widzą w tym niesamowite zło, zmarnowanie w miarę niezależnego dotąd rozwiązania i zawiedzenie zaufania tych, którzy w początkowej fazie rozwoju gogli powierzyli ich pomysłodawcom niemałe pieniądze na Kickstarterze. Dla innych zmieni się niewiele, poza tym, że wreszcie będą fundusze na wypłynięcie z technologią VR na szerokie wody. Nastroje są dalej raczej pozytywne.

Epic Games szczególnie zdaje się zachłysnęło się potencjalnymi możliwościami rozwiązania, wieszcząc, że popularnością przebije ono w końcu smartfony. Studio przygotowuje kolejne demka technologiczne dla Oculusa, porównując gogle trochę do iPhone'a, który obecnie cieszy się niesłychaną popularnością. Gdy telefon firmy Apple pojawił się na rynku miał znacznie ograniczoną funkcjonalność, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu serc wielbicieli nowinek technicznych. Z każdą kolejną wersją dostawali oni produkt o wiele lepszy, grono użytkowników słuchawek z nadgryzionym jabłkiem znacznie się powiększyło — i tak samo ma być z Oculusem, stale usprawnianym. Wyobraźnia samych twórców została rozgrzana do czerwoności, chociaż równocześnie muszą oni myśleć nad projektami zupełnie innymi, od tych, z których kojarzone jest Epic. Szybkie gry akcji to nie jest najlepszy pomysł w tym akurat przypadku...

Chris Roberts, który na swój kosmiczny symulator Star Citizen zgromadził już 41 milionów dolarów, też jest spokojny. Zaskoczony i owszem, jednak wie, że rozwijanie rozwiązań sprzętowych pochłania morze gotówki, w którym Mark Zuckerberg przecież się pławi. Ma nadzieję, iż Facebook umożliwi Oculusowi stać się liczącym się graczem na rynku gier, podczas gdy dotąd gogle VR były jedynie większą, ale jednak ciekawostką. Tak zaistniała szansa na dużo szybsze pojawienie się tańszego też produktu na rynku.

r   e   k   l   a   m   a

John Carmack, który dla Rifta odszedł z id Software i swą karierę związał z technologią VR, rozumie, że wielu widziałoby Oculusa idącego w ślady Valve, czyli przecierającego powoli nowe szlaki (ze Steam chociażby) osamotnionego szaleńca, ale to była kwestia czasu, nim już wschodzącą gwiazdą zainteresował się ktoś tak wielki jak Facebook. Zdziwił się, gdy niedługo po wymianie uwag z Zuckerbergiem ten otworzył portfel, lecz twierdzi, iż według niego Mark wie, co w trawie piszczy. Nie ma co demonizować sprawy.

Michael Abrash, główny czarodziej technologiczny w Oculus Rift, także zapewnia, że teraz wszystkie elementy układanki, składającej się na rynkowy sukces, są na swoim miejscu. Zespół inżynierów nie jest już ograniczany kosztami, więc jest w stanie w pełni poświęcić się rozwojowi produktu, skupić na rozwiązaniu pewnych kwestii dotąd z uwagi na brak znaczących funduszy odsuwanych ciągle na bok. Stoi tak murem za transakcją, że zapowiada poświęcenie się rozwijaniu technologii VR do końca swojej kariery.

Warto nadmienić, że Abrash przeszedł do Oculusa z Valve, zaś tym samym torem poszli także Atman Binstock, dotąd w głównej mierze odpowiedzialny za opracowywanie tam rozwiązań VR, jak też Aaron Nichols, producent gier i miłośnik wirtualnej rzeczywistości. Przypomnę, że Valve i Riftowcy od dawna współpracowali nad rozwojem sprzętów VR.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.