r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Nowelizacja ustawy o prawie autorskim nieprzyjazna samoukom i bibliotekom

Strona główna AktualnościBIZNES

W ostatni piątek Sejm przyjął wszystkie poprawki Senatu do ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, kończąc tym samym parlamentarną część procesu legislacyjnego. W takiej właśnie formie ustawa zostanie przedstawiona do podpisu Prezydentowi RP. Zwolennicy wprowadzonych poprawek twierdzą, że pozwolą one zapewnić możliwie szeroki dostęp do utworów i przedmiotów praw pokrewnych w ramach tego, na co pozwala prawo europejskie i międzynarodowe – ale czy jest tak faktycznie?

Podsumujmy najistotniejsze zmiany wprowadzane przez tę nowelizację. Dotyczy ona takich kwestii jak optymalizacja przepisów prawa o dozwolonym użytku publicznym, umożliwienie korzystania z utworów osieroconych, umożliwienie wydawania utworów znajdujących się w domenie publicznej bez konieczności uiszczania opłat na Fundusz Promocji Twórczości, wprowadzenie reguł wykorzystania utworów niedostępnych w obrocie handlowym oraz wprowadzenie wynagrodzeń za wypożyczenia biblioteczne.

Jeśli chodzi o dozwolony użytek, czyli korzystanie z twórczości bez zgody autora i wynagrodzenia dla niego (np. dla celów informacyjnych czy edukacyjnych), to doprecyzowano, że każdy może w celach informacyjnych korzystać z przemówień publicznych, rozpraw czy wykładów. Interesujące jest jednak coś innego – tzw. wyjątek edukacyjny, czyli prawo do bezpłatnego i bezlicencyjnego wykorzystania dzieł w nauczaniu. Początkowo w projekcie ustawy proponowano objęcie wyjątkiem edukacyjnym szkół oraz wszystkich innych placówek tworzących system oświaty, a także pozwolenie każdemu zainteresowanemu na korzystanie z utworów (włącznie ze sporządzaniem ich egzemplarzy) w celach dydaktycznych, jeśli nie będą się z tym wiązały korzyści majątkowe.

r   e   k   l   a   m   a

Ta liberalna propozycja nie zdołała jednak nawet wyjść z sejmowej komisji. Pod obrady Sejmu trafił projekt, w którym wyjątkiem edukacyjnym objęto tylko instytucje oświatowe, zarówno publiczne jak i prywatne, nie dotyczył on jednak takich instytucji jak biblioteki, muzea czy organizacje pozarządowe. Biblioteki i muzea zyskały jedynie prawo do tworzenia cyfrowych kopii utworów w celach uzupełnienia, zachowania i ochrony własnych zbiorów oraz incydentalnego wykorzystania utworów, czyli takiego, w którym nie stanowią one istotnej części przekazu.

Nie jesteś uczniem, nie patrz na chronione treści

W wyniku obrad rozszerzono za to dozwolony użytek edukacyjny na kursy e-learningowe, adresowane do zamkniętego, określonego kręgu odbiorców. Pozwoli to na legalne wykorzystanie treści chronionych prawem autorskim w kursach online. Wydawałoby się, że to świetna wiadomość, jednak przyjęte poprawki pozbawiają złudzeń: chodzi wyłącznie o takie kursy, do których przystępują zidentyfikowani użytkownicy (czyli odpada tutaj możliwość wykorzystania ich w masowych otwartych kursach internetowych MOOC). Jeszcze bardziej rygory zaostrzył Senat: dostęp do takich utworów rozpowszechnianych w ramach e-learningu mogą uzyskać jedynie osoby formalnie uczące się, nauczające lub prowadzące badania naukowe.

Sprecyzowano kwestię dzieł osieroconych, czyli takich, które choć są chronione prawami autorskimi, to ich autor lub jego legalni spadkobiercy są niemożliwi do odnalezienia. Przez przyznaniem danemu dziełu statusu „osieroconego” konieczne ma być przeprowadzenie „starannych poszukiwań” w sposób określony ustawą, a gdy status taki już otrzymają, będą mogły z nich korzystać szkoły, biblioteki, archiwa i muzea w celu realizacji swoich statutowych celów. Określono tu też kwestię wynagrodzeń dla autorów, którzy po czasie by się odnaleźli. Przy ustalaniu jego wysokości pod uwagę ma być brany interes publiczny.

Hazard ma opłacić wypożyczenia biblioteczne

Najwięcej kontrowersji budzi chyba kwestia wynagrodzeń dla autorów za wypożyczanie przez biblioteki publiczne. Zgodnie z nowelizacją, do otrzymywania tego wynagrodzenia uprawnieni mają być twórcy utworów powstałych i opublikowanych w języku polskim, tłumacze utworów na język polski, twórcy utworów plastycznych i fotograficznych oraz wydawcy. Wynagrodzenia rozdzielane mają być przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a środki pochodzić mają z Funduszu Promocji Kultury (co ciekawe, zasilanego podatkami z gier hazardowych). Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego tłumaczy, że konieczność wprowadzenia takich wynagrodzeń ma wynikać z europejskich dyrektyw o najmie i użyczeniu. Zakres i wysokość rekompensaty zostały jednak ustalone już samodzielnie, z uwzględnieniem specyfiki polskiej kultury.

Na koniec warto wspomnieć o ułatwieniu publikowania utworów z domeny publicznej. Wydawcy takich utworów zostaną zwolnieni z odprowadzania 5% przychodów na Fundusz Promocji Twórczości. Sam Fundusz ma zostać zlikwidowany – podobno środki, jakimi obracał, były niewiele wyższe od kosztów jego obsługi. Ministerstwo chce, by jego zadania przejął wspomniany już Fundusz Promocji Kultury.

Reasumując – z perspektywy zwykłego konsumenta kultury nowe przepisy nie przyniosą jakichś znaczących zmian. Twierdzenia autorów nowelizacji o „możliwie szerokim dostępie” można między bajki włożyć, szczególnie w świetle ograniczenia w e-learningu dozwolonego użytku utworów chronionych prawem autorskim i prawami pokrewnymi do uczniów, nauczycieli i naukowców, z całkowitym pominięciem choćby samouków. Tak samo pozostawienie prawa dozwolonego użytku tylko dla szkół i uczelni nie może być uznane za krok w dobrym kierunku, obciąża bowiem ryzykiem prawnym biblioteki i muzea, mające przecież istotne znaczenie dla oświaty publicznej.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.