r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Od fuzji do autonomii. Co usamodzielniony Radeon w ramach AMD oznacza dla graczy?

Strona główna AktualnościBIZNES

Dziewięć lat po przejęciu producenta kart graficznych ATI, AMD w pewien sposób znów wydziela to, co przejęło. Wszystkie operacje związane z układami graficznymi znalazły się w odrębnej jednostce biznesowej o nazwie Radeon Technology Group. W tym bardzo trudnym dla czerwonych okresie szybko pojawiły się komentarze określające działanie to jako desperację – jednak najwyraźniej inwestorzy się tym nie przejęli. Na Wall Street wartość akcji AMD poszybowała do góry, a agencja ratingowa Bernstein podniosła swoją ocenę z poziomu „underperform” do „market perform”. Co jednak te zmiany oznaczają dla nas, zwykłych użytkowników sprzętu PC, nie grających na nowojorskiej giełdzie?

Przejęcie ATI przez AMD antycypowało nasze czasy, kiedy to praktycznie każdy producent mikroprocesorów rozważa integrowanie w jednym układzie rdzeni CPU, grafiki, I/O i czego tylko można. Budując w 2011 roku pierwsze APU i deklarując, że przyszłość to fuzja, AMD zrobiło to jednak śmielej, i można powiedzieć, że lepiej, niż jego wielki konkurent. Chodzi oczywiście o heterogeniczną architekturę HSA, której zwieńczeniem są tegoroczne procesory Carizzo, i która wreszcie stawia na równych prawach CPU i GPU, traktując je jako wspierające się jednostki, z których jedne są lepsze do zadań szeregowych, a inne do zadań równoległych.

Można też powiedzieć, że gdyby AMD nie kupiło ATI, dzisiaj albo w ogóle by nie istniało, wykończone w miniaturyzacyjnym wyścigu, jaki narzucił światu Intel, albo przypominało coś pokroju VIA Technologies – niewielką firmę, produkującą tanie czipy x86 do niszowych zastosowań. Tymczasem dzisiaj AMD nie tylko pozostaje liczącą się alternatywą wobec Intela, ale też może cieszyć się w kilku segmentach rynku pozycją lidera – to oczywiście procesory konsol do gier, ale też rozmaite układy wbudowane, w których wykorzystywana jest grafika Radeona i rdzenie x86.

r   e   k   l   a   m   a

Gdy jednak ATI zostało przejęte przez AMD, w strukturze firmy też doszło do fuzji. Nie chciano, by obok siebie funkcjonowały niezależne zespoły zajmujące się CPU i GPU – Radeony miały stać się częścią praktycznie wszystkiego, co robi AMD. ATI zostało wchłonięte i strawione, na dobre i na złe. Odbiło się to mocno na strukturze firmy, w której przeróżne zespoły mniej lub mocniej powiązane z rozwojem grafiki odpowiadały przed różnymi menedżerami, z różnych jednostek biznesowych. Grafika była wszędzie, a co za tym idzie – i nigdzie.

Niewykluczone, że to właśnie odbiło się na słabości Radeona tam, gdzie nie chodziło o żadną fuzję, ale o jak najwyższe osiągi i jakość pracy samych układów graficznych, tam gdzie Radeony musiały walczyć o rynek (głównie gier PC, ale nie tylko) z układami GeForce Nvidii. Sytuacja zrobiła się dramatyczna. Między 2003 a 2006 rokiem działające samodzielnie ATI było godnym rywalem dla Nvidii, obie firmy praktycznie po połowie podzieliły między siebie rynek, raz wygrywała jedna, raz druga. Po przejęciu ATI przez AMD, Radeon już nigdy nie zdołał w popularności wygrać z GeForce. Na początku 2009 roku udział AMD w rynku dyskretnych kart graficznych spadł do 31%. Straty udało się nadrobić (głównie za sprawą niezłej serii HD5000), ale NVIDIA trzymała się mocno, nigdy nie tracąc przewagi.

W połowie zeszłego roku doszło jednak do prawdziwego dramatu. Premiera nowych kart GeForce z serii 700 poważnie podkopała pozycję AMD. W ciągu dwóch kwartałów przewaga zielonej drużyny wzrosła z 24 punktów procentowych do 52 punktów procentowych – i trudno się temu dziwić. Radeony z serii 200 uznano za odgrzewane kotlety, jakość sterowników AMD była często kwestionowana, wydawało się, że czerwoni nic nie mają na energooszczędną, świetnie zoptymalizowaną pod kątem DX11 i OpenGL architekturę Maxwell Nvidii.

Pojawienie się w tym roku Radeonów z serii 300 miało powstrzymać to wykrwawianie się, ale gdy okazało się, że wszystkie poza najwyższymi modelami to w zasadzie rebranding dotychczasowych kart, analitycy zaczęli sugerować że możliwy jest nawet podział rynku 80:20 dla Nvidii, a gracze, zapatrzeni w wymogi sprzętowe Wiedźmina 3, wybierali jego zielone. NVIDIA bowiem śmiało wykorzystała słabość konkurenta, oferując gdzie tylko mogła optymalizacje grafiki pod kątem swojej architektury, które dla Radeonów były trudne do udźwignięcia.

Zwrotem w tej sytuacji ma być ogłoszona reorganizacja i wydzielenie Radeon Technology Group. Na jej czele stanął Raja Koduri, wieloletni weteran AMD i ATI (nie licząc kilkuletniego flirtu z Apple, przerwanego przez jak to określono, „kulturową niekompatybilność”). Do tej pory był on w AMD wiceprezesem, stojącym na czele pionu Visual and Perceptual Computing. Teraz jego rangę podniesiono do starszego wiceprezesa, podległego bezpośrednio szefowej wszystkich szefów, pani doktor Lisie Su. W nowej roli zajmować się on będzie nie tylko sprzętem i oprogramowaniem, nadzorować ma każdy związany z grafiką aspekt w firmie, w tym marketing, PR i relacje z partnerami sprzętowymi.

Zmiany personalne nie kończą się na tym, kto odpowiada przed kim – wiadomo już, że firmę opuszcza jej wieloletni weteran, Matt Skynner, dotychczasowy główny menedżer marki Radeon. Czy przyniosą oczekiwany skutek? Tego już w tym roku nie zobaczymy, pokaże to dopiero nowa runda w przyszłym roku, gdy AMD i NVIDIA wydadzą nową generację kart w procesie litograficznym 16 nm. AMD będzie tu miało sporo atutów, na czele z dopasowaną do DirectX 12 architekturą GCN i większym niż zieloni doświadczeniem z pamięcią wysokiej przepustowości (HBM), więc nadzieja jest. Jak na początku wspomniano, na giełdzie powiało optymizmem.

Z drugiej jednak strony nie milkną opinie, że w całej tej reorganizacji chodzi o coś innego. Pamiętajmy, że dziewięć lat temu AMD za ATI zapłaciło 5,4 mld dolarów, tymczasem dziś biznesowa wartość całego AMD nie przekracza 2,9 mld dolarów (wskaźnik wartości giełdowej, wynoszący obecnie 1,57 mld, nie jest tu zbyt udaną miarą). Z perspektywy inwestorów, wydzielenie Radeon Technology Group mogłoby być preludium do sprzedania całego pionu zajmującego się CPU jakiemuś poważnemu producentowi mobilnych procesorów, np. Samsungowi (o czym plotki już się pojawiały). Czy jednak takie rozdzielenie nie byłoby kresem dla przyszłości, którą jest fuzja? Dla nas, zwykłych klientów, lepiej by AMD pozostało w jednym kawałku – i miejmy nadzieję, wyszło ze swojego dołka. Możliwy świat PC, w którym CPU należy tylko do Intela, a GPU tylko do Nvidii, to świat bardzo dla nas kosztowny i bardzo nudny. Nawet jeśli AMD nigdy nie stanie się tu liderem, to będąc silną alternatywą zawsze będzie zmuszało liderów do większych starań.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.