Model Kingston SSDNow V300 był od dłuższego czasu bardzo polecanym dyskiem. Przy atrakcyjnej cenie oferował naprawdę dobrą wydajność, a zarazem sprawdzone rozwiązania tj. synchroniczne kości NAND typu MLC wykonane w procesie 19nm od Toshiby. Nie przeszkadzał tu nawet kontroler SandForce SF-2281, bo dzięki dopracowanemu firmware pracował on poprawnie. W ostatnim czasie dało się jednak usłyszeć głosy użytkowników mówiące o tym, że wyniki nowo zakupionych dysków wypadają o wiele gorzej niż osób, które prezentowały je jeszcze do niedawna. Pierwsze podejrzenia padły na firmware, bo zostało ono zaktualizowane do wersji 506A i 521A. Okazało się jednak, że powód jest inny i użytkownicy, którzy zakupili nowe dyski nie mają co liczyć na poprawę w przyszłości poprzez aktualizację oprogramowania.
W nowych dyskach, sprzedawanych pod dokładnie tą samą nazwą zastosowano po prostu nowe pamięci asynchroniczne Microna tworzone w procesie 20nm. Efekty niestety są bardzo rozczarowujące: przy kompresującym dane kontrolerze SandForce wydajność dosłownie poleciała na łeb na szyję dla danych które nie są kompresowane. Przekonać można się o tym z tabelki przygotowanej przez serwis Anandtech widocznej powyżej. Co ważne, różnice między pamięciami synchronicznymi i asynchronicznymi dotyczą nie tylko testów syntetycznych, ale także codziennego wykorzystania.
Z czego wynikała decyzja o zmianie dostawcy pamięci? Według producenta nie wynikała ona oczywiście z celowej złośliwości, ale planów strategicznych w celu zapewnienia ciągłości dostaw sprzętu na rynek. Niestety za takie zachowanie producenta nie można pochwalić. Nowa wersja dysków nazywa się tak samo i wprowadza w błąd osoby, które poznały ją z wcześniejszych informacji. Jedyne co możemy aktualnie polecić to wstrzymanie się z zakupem tego konkretnego modelu, bo szanse trafienia na edycje z pamięciami Toshiby to jak gra na loterii. Producent poinformował, że szuka już innego dostawcy i możliwe, że ponownie będzie nim Toshiba. Niesmak po tym co się stało jednak pozostanie.