Tymczasem David Petrarca, reżyser „Gry o Tron”, „Czystej Krwi” i „Wyposażonego” wydaje się być zadowolony z zachowania piratów. Wzruszył ramionami i powiedział, że nielegalne pobrania nie mają znaczenia, bo takie seriale rozkwitły na „kulturowym gwarze” i zamieniły na pieniądze pisane między innymi przez piratów komentarze — można przeczytać w sprawozdaniu z jego wystąpienia podczas Perth Writers Festival. Zaznaczył też, że wiele seriali zawdzięcza swój sukces nie tylko świetnemu scenariuszowi i produkcji. Ważna jest również możliwości oglądania ich nie wtedy, kiedy są emitowane w telewizji, ale kiedy odbiorcom jest wygodnie — na przykład na tablecie w łóżku.
Petrarca powiedział też, że HBO w samych Stanach Zjednoczonych ma 26 milionów subskrybentów, na świecie ponad 60 milionów i do kasy stacji telewizyjnej wpływa dostatecznie dużo pieniędzy, żeby mogła sobie pozwolić na dalsze kręcenie wysokiej jakości produkcji… mimo tego, że są one potem pobierane na potęgę z sieci peer-to-peer. Internauci będą potem o nich mówić, postacie będą rozpoznawane nawet w krajach, w których produkcja nie miała oficjalnej premiery, więc stacja i tak wyjdzie na plus. Podobnego zdania był 5 lat temu Jesse Alexander — współproducent „Herosów” i „Zagubionych“, którym gwar w Sieci pomógł zdobyć ogromną popularność. Już wtedy mówił, że stacje telewizyjne za bardzo skupiają się na tworzeniu treści wyłącznie dla siebie, a za mało pracują nad zbudowaniem społeczności fanów.
Czekającym na trzecią serię „Gry o Tron” przypominamy, że do premiery został jeszcze tylko miesiąc i dwa dni.