Jak pokazała sonda z artykułu dotyczącego wypowiedzi Dave'a Choplina z Microsoftu, który stwierdził, że klawiatura QWERTY musi odejść, aż 38% Czytelników uznało, że jest ona rozwiązaniem optymalnym, zaś aż 57% stwierdziło, ze potencjalni następcy znajdują się w zbyt wczesnej fazie rozwoju, by nadawać się już dziś do codziennej pracy. Zaledwie 5% głosujących było skłonnych zgodzić się z Choplinem.
A kandydatów na następców nie ma szczególnie wielu, można nawet powiedzieć, że jest jeden, który przybierać może różne formy. Chodzi mianowicie o język naturalny. Już dziś możemy za pomocą komend głosowych czy tekstowych nie tylko dokonywać prostych operacji, jak uruchamianie aplikacji, ale także podejmować w nich konkretnych działań czy korzystać z usług ze sporą precyzją. Nie to jednak cieszy się wśród użytkowników korzystających z asystentów głosowych największym zainteresowaniem.
Znacznie częściej chcą się oni do asystenta, a konkretniej asystentek, zbliżyć. Jak pisze Quartz zdecydowana większość użytkowników przy pierwszym kontakcie z Siri, Cortaną, Aleksą i innymi, decyduje się na wypytanie botów o osobiste szczegóły, kierując rozmowę w stronę flirtu. A nawet dalej: w przypadku przeznaczonej dla kierowców Robin, nawet 5% interakcji mogłoby w kontakcie z człowiekiem zostać uznane za molestowanie.
Powodów takiego stanu rzeczy jest zapewne tyle, co użytkowników asystentów. Nie to jest jednak najważniejsze, a konsekwencje. Największe korporacje z pewnością niechętnie spoglądają na sytuacje, kiedy efekt prac zaawansowanych sieci neuronowych i algorytmów rozpoznających i analizujących mowę, są w mniej lub bardziej obcesowy sposób sprowadzane do kategorii obiektu seksualnego.
Z problemem radzi sobie Google, a to za sprawą jednej kluczowej decyzji, która jednak odbiera kontaktowi z asystentem sporo efektowności i uroku. Google Assistant jest pozbawiony ludzkich cech. I to w dużej mierze ograniczać ma liczbę chętnych do flirtu z botem. Mówi on co prawda głosem kobiecym, jednak Google nie zdecydowało się na tak daleko idące uczłowieczanie asystenta, jak w przypadku Siri czy Cortany, jak choćby nadanie im damskiego imienia.
Do asystenta z ludzką twarzą przygotowały nas dekady rozwoju SF, być może jednak futurystyczne wizje trzeba będzie zrewidować, a boty systematycznie będą tracić cechy ludzkie, stając się coraz bardziej obojętne i bezduszne, może nawet mechanicznie obmierzłe. Z drugiej strony należałoby się zastanowić, czy rzeczywiście ta walka z wiatrakami ma sens. Oczywistością jest przecież, że pojawienie się wyspecjalizowanych w cyberseksie botów wszelkich płci i orientacji jest tylko kwestią czasu.