r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Upadek Internet Explorera. Tę przeglądarkę trudno będzie uratować, gdy Chrome zgarnia wszystko

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Z początkiem maja Google Chrome stało się oficjalnie najpopularniejszą przeglądarką na świecie, pokonując Internet Explorera w badaniu NetApplications, które przecież przez wiele lat było niezwykle przychylne dla Microsoftu. To nie było chwilowe tąpnięcie. Miesiąc później możemy powiedzieć, że internauci porzucają Internet Explorera w niespotykanym dotąd tempie. I nie, wcale nie przechodzą oni na Edge'a w Windowsie 10.

W badaniu NetApplications z maja br. Internet Explorer i Edge razem wzięte miały udział w rynku 38,7%, o 2,7 punktu procentowego mniej niż w kwietniu i o aż 9,9 punktu procentowego mniej niż w styczniu. To dla Microsoftu prawdziwa katastrofa – żadna przeglądarka w ostatnich latach tak szybko nie traciła na popularności. To zarazem wielka zagadka: rynek przeglądarek nigdy nie zmieniał się tak szybko. Jakie są przyczyny tej porażki?

Być może firma z Redmond sama jest sobie winna. Dwa lata temu zrobiła coś bezprecedensowego, zmuszając użytkowników Windowsa 7 do przejścia na Internet Explorera 11. W przeciwnym wypadku mogli zapomnieć o łatkach bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać, że zmiana wersji Internet Explorera nie była tym samym, co zmiana wersji Firefoksa, w praktyce każda wersja IE była niezależnym programem, którego wprowadzenie wiele zmieniało w systemie operacyjnym. Gdy więc Microsoft nakazał użytkownikom najpopularniejszego z systemów zmienić przeglądarkę, wielu zaczęło się zastanawiać, czy aby na pewno chcą przeglądarki tej firmy.

r   e   k   l   a   m   a

Decyzja Microsoftu przypadła na zły (albo dobry, jak dla kogo) czas. Intensywna promocja Google Chrome w wyszukiwarce i na wiele innych sposobów, sprawiła że znaczna część tych, którzy rezygnowali z IE, instalowała właśnie przeglądarkę z Mountain View. Efekty widzieliśmy choćby na rozmaitych korporacyjnych prezentacjach. Tam gdzie na slajdach dziesięć lat temu widzielibyśmy interfejs Internet Explorera, coraz częściej widoczny był charakterystyczny układ kart Google Chrome.

I tak ostatnie dwa lata to niemal nieprzerwany okres wzrostu tej przeglądarki. Tylko w ciągu jednego ostatniego miesiąca popularność Chrome'a wzrosła o 3,9 punktu procentowego, do 45,6%. Jeśli tak dalej pójdzie, to spodziewajmy się, że jesienią Google Chrome będzie miał w niekorzystnym dla siebie badaniu ponad 50% rynku. W badaniu korzystnym (StatCountera) zrobił to już rok temu, dziś ciesząc się wynikiem niemal 57% na globalnym rynku.

W tym badaniu NetApplications dobrze też widać smutną sytuację Firefoksa. Przeglądarka Mozilli traciła kolejny miesiąc – tym razem 1,2 punktu procentowego, staczając się poniżej progu 10%. Jeśli trend się utrzyma, to do końca roku z Firefoksa będzie globalnie korzystało tyle samo ludzi, co z Safari, tj. ok. 5%. W sytuacji, gdy wszystkie inne przeglądarki to co najwyżej klony Chrome'a, zmierzamy szybko w stronę pełnej „chromizacji” WWW – powtórki z historii, gdy to Internet Explorer był dominującą przeglądarką planety.

Jedyną pociechą w obliczu rychłego nowego monopolu jest jakość przeglądarki Google'a. Nie stała się najpopularniejsza za sprawą innego oprogramowania (czyli systemu Windows, jak to było w wypadku Internet Explorera), lecz ze względu na własne zalety, odczuwalne i dla użytkowników i dla webdeweloperów. Pozostaje sobie tylko życzyć tego, by deweloperom Google'a woda sodowa do głowy nie uderzyła i nie sprzeniewierzyli zaufania, jakim darzą ich użytkownicy.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.