r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

„Współczuję” zamiast „Lubię to!” — niebezpieczne, wirtualne emocje

Strona główna AktualnościINTERNET

Facebook jest wykorzystywany do dzielenia się przeróżnymi treściami, w tym tymi przykrymi. Nie brak więc sytuacji, kiedy ktoś znajomy nieopatrznie „polubi” wiadomość o tym, że kogoś boli ząb, zepsuł się samochód czy też kataklizm zabrał cały dobytek. Aż dziwne, że o zmianie przycisku w pewnych sytuacjach poważnie mówi się dopiero teraz.

Podczas konferencji mającej zbadać zjawisko, jakim jest współczucie, poprawić jego zrozumienie na platformie zbudowanej przez Facebooka oraz rozważyć korzyści płynące z tego stanu emocjonalnego, jeden z deweloperów, Dan Muriello, przedstawił projekt przycisku Sympathise (współczuć, solidaryzować się, łączyć się z kimś duchowo). Symboliczne współczucie miałoby zastąpić dobrze znane „Lubię to!” w niektórych sytuacjach, kiedy użytkownik oznaczy publikowaną treść jako przykrą, wybierając którąś z negatywnych emocji z listy dostępnych nastrojów. Projekt początkowo został przyjęty bardzo ciepło.

Przycisk powstał, podobnie jak czat i system polecający znajomych, podczas jednego z hackatonów. Projekt jest gotowy od dawna, ale na razie serwis nie planuje jego wprowadzenia, gdyż nie nadszedł odpowiedni moment.

r   e   k   l   a   m   a

Trudno określić, co kierujący serwisem mają na myśli. Możliwe, że nie wiedzą jeszcze jak wykorzystać alternatywny przycisk przy kierowaniu reklam — w końcu „Lubię to!” to nie tylko wyraz zainteresowania i aprobaty, choć jako taki wszedł do kultury popularnej. Przede wszystkim niemal nic nie kosztuje i jest to doskonałe narzędzie służące do wybierania, jakie promocje będą się nam pokazywać.

Ma też spory wpływ na emocje użytkowników Facebooka, bo każdy kolejny „lajk” cieszy, a dla mózgu jest odbierany jako nagroda. Co więcej, naukowcy twierdzą, że wyewoluowaliśmy aby troszczyć się o naszą reputację, więc sława, jaką dają komuś serwisy społecznościowe, może przysłonić resztę świata tak samo, jak dowolna inna ścieżka kariery… tylko że jest łatwiejsza do osiągnięcia, bo nawet nie trzeba wychodzić z domu. W skrajnych przypadkach prowadzi to do uzależnienia czyjejś samooceny od liczby kliknięć, jakie wykonali jego znajomi. Czekanie na wirtualne współczucie wygląda jeszcze bardziej niebezpiecznie, zwłaszcza w przypadku osób cierpiących na niedobór uwagi czy nawet lekkie problemy emocjonalne, których przecież nie brakuje. Lepiej będzie, jeśli Facebook zaimplementuje zwyczajny guzik „Nie lubię!”, albo w ogóle nie będzie ruszał tego, co już ma…

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.