r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: to nie była zgoda na inwigilację. Internauci jedynie pogodzili się ze swoim losem

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Zdarzyło mi się niedawno rozmawiać o kwestii prywatności w Sieci z grupką starszych osób, emerytów już – i muszę przyznać, że zaskoczyło mnie, jak bardzo temat obecny wcześniej jedynie w rozmowach nerdów i cyferpunków stał się głośny i nośny wśród ludzi nie mających wiele wspólnego z komputerami, ludzi którzy po prostu przeglądają Internet. Ekstrapolować z grupki sąsiadów na cały naród nie można, ale odniosłem wrażenie, że wróciliśmy do mentalności obecnej za poprzedniego reżimu, gdy większość Polaków zdawała sobie sprawę z tego, że ich rozmowy telefoniczne mogą być podsłuchiwane, a jednocześnie godziła się z tym, w świadomości że nic nie może zrobić.

Wczoraj przeczytałem jednak raport z badań przeprowadzonych przez naukowców University of Pennsylvania, poświęconych właśnie kwestii reakcji konsumentów, użytkowników Sieci na naruszenia prywatności. Wygląda na to, że choć dotyczy on zupełnie innych ludzi, żyjących w innych warunkach społeczno-gospodarczych, choć jest owocem rzetelnych pod względem metodyki badań naukowych, to prowadzi do wniosków praktycznie takich samych, jakie wyniosłem z rozmowy z grupką starszych mieszkańców osiedla. Internauci zdają sobie sprawę, że są wykorzystywani przez sieci reklamowe, że ich osobiste dane służą operacjom marketingowym. Nie oddają ich jednak z chęcią, jak to przedstawiają firmy zajmujące się e-marketingiem, w nadziei na korzyści płynące z lepiej sprofilowanych reklam i atrakcyjniejszych ofert handlowych. Oddają je z poczuciem bezsilności, w przekonaniu, że po prostu tak dzisiaj wygląda świat i nie da się z tym nic zrobić.

Na ile wyniki badań zza oceanu są relewantne dla nas, trudno powiedzieć. Jednak Internet jest ponadnarodowy, a my podobnie jak Amerykanie korzystamy z Google, Facebooka i ostatnio coraz częściej, Twittera, kupujemy w większości te same smartfony i oglądamy te same filmy. Polska popkultura jest bliższa amerykańskiej niż niemiecka czy rosyjska. Załóżmy więc, że to co mówią badacze z Pensylwanii, może odnosić się i do nas. A mówią, że amerykańska opinia publiczna jest okłamywana przez internetowe korporacje.

r   e   k   l   a   m   a

Sytuacja wygląda następująco: wiedza o tym, że nasze upodobania, zainteresowania, hobby czy dane personalne posłużyły do zbudowania profili konsumenckich jest niemal powszechna. Potępienie takiego stanu rzeczy jest również powszechne – zdecydowana większość ankietowanych była przekonana, że nie tylko budowanie takich profili jest czymś złym, ale też że profile takie mogą zostać wykorzystane, by im zaszkodzić. I co z tym ludzie robią? Ano nic nie robią. Jedynie niewielka, głośna mniejszość posuwa się do takich działań jak rezygnacja z Google czy zamknięcie konta na Facebooku. Pozostali godzą się z tym, że oddanie swojej prywatności jest ceną, którą musimy zapłacić za korzystanie z darmowych usług.

Internetowi potentaci przedstawiają to jako dobrowolną wymianę, jednak w raporcie wygląda to inaczej. W większości wypadków ludzie przekonani są, że zostali postawieni przed nieuczciwym wyborem. Przykładowo – 91% ankietowanych nie zgodziło się ze stwierdzeniem, że jeśli firma daje mi rabat, to ma prawo zbierać informacje o mnie bez mojej wiedzy. Podobnie 71% nie zgodziło się ze stwierdzeniem, że sklep może monitorować co robię online, jeśli pozwala mi korzystać za darmo z Wi-Fi. Wystarczy jednak odpowiednio spreparować to monitorowanie online, by ludzie mniej narzekali – już tylko 55% nie zgodziło się ze stwierdzeniem, że sklep może na podstawie posiadanych o mnie informacji budować mój profil, dzięki któremu ulepszy oferowane mi usługi. Co ciekawe jednak, na pytanie o to, czy zgodziliby się by sklep gromadził dane o nich w zamian za rabat na zakupy, tylko 43% przyznało, że tak.

Według autorów raportu świadczy to tylko o rezygnacji ludzi, którzy uznali cyfrową inwigilację za coś nieuniknionego. Jeśli nas szpiegują, przynajmniej miejmy coś z tego, wydają się myśleć amerykańscy konsumenci, nawet jeśli postrzegają taki stan rzeczy jako dla nich niebezpieczny. Nic więc dziwnego, że Internet Rzeczy stał się Kolejną Wielką Rzeczą™ dla branży komputerowej, konsumenci zostali w pełni przygotowani do świata, w którym urządzenia ubieralne, auta i sprzęt gospodarstwa domowego posługą do optymalizacji konsumenckich profili, - przede wszystkim po to, by skuteczniej sprzedawać.

Raport z University of Pennsylvania pojawił się w ciekawym momencie. Kilka dni temu do Komisji Europejskiej wpłynęła skarga na Google, złożona przez autora aplikacji wykluczonej ze sklepu Google Play. Skargę złożyła amerykańska firma – producent narzędzia Disconnect Mobile, twierdząc, że Mountain View wykorzystuje swoją dominację na europejskim rynku mobilnym do kontrolowania, by promować własne rozwiązania do ochrony bezpieczeństwa i prywatności. Disconnect Mobile oficjalnie został usunięty, ponieważ naruszał umowę dystrybucyjną Google Play, zabraniającą aplikacjom zakłócania pracy innych aplikacji. Według twórców aplikacji chodziło o coś innego – Disconnect zagrażało biznesowi trackingowemu i reklamowemu Google'a, więc zostało usunięte tak, jak wcześniej usuwane były aplikacje blokujące reklamy.

Komisja skargę rozpatruje, zapewne weźmie pod uwagę wyniki śledztwa związanego z oskarżeniami o wykorzystywanie przez Google swojej dominującej pozycji rynkowej, by ograniczyć użytkownikom dostęp do usług internetowych konkurencji. Śledztwo to doprowadziło także do przyjrzenia się Androidowi, który choć w teorii otwarty, może być wykorzystywany przez producentów sprzętu jedynie na restrykcyjnych warunkach, wśród których jednym z kluczowych jest zakaz tworzenia własnych forków systemu, które mogłyby przecież ograniczyć skalę inwigilacji użytkowników mobilnego Internetu. A przecież sama obecność Disconnect w Google Play – prostego w użyciu narzędzia, które pozwalało praktycznie każdemu na uniknięcie inwigilacji marketingowców – źle wyglądała na tle oficjalnego przekazu, że użytkownicy tak bardzo są chętni do ujawniania swoich danych, w nadziei lepszych ofert do nich skierowanych.

W tym sporze o ochronę prywatności w USA zwykli użytkownicy znaleźli ostatnio ciekawych sprzymierzeńców – Amerykańskie Stowarzyszenie Bibliotekarzy, którego członkowie zasypali e-mailami skrzynki senatorów głosujących nad przedłużeniem dającej niemal nieograniczone prawo do inwigilacji ustawy US Patriot Act. Fakt, że chodziło tu o inwigilację przez władze, a nie przez firmy parające się internetowym biznesem, ale spojrzenie bibliotekarzy na kwestię prywatności jest tu warte przytoczenia – oni to bowiem byli wyszukiwarkami, w czasach przed internetowymi wyszukiwarkami. I zdaniem amerykańskich bibliotekarzy, jeśli ludzie nie będą mieli prawa do czytania tego co chcą, przeglądania w Sieci tego co chcą, bez obaw, że ktoś będzie patrzył im przez ramię, to ludzie ci nie będą mogli być dobrymi obywatelami, nie będą mogli patrzeć władzy na ręce. A jak oddzielić ochronę prywatności przed marketerami od ochrony prywatności przed państwowymi służbami? W wielu wypadkach dane zgromadzone przez tych pierwszych mogą przecież posłużyć tym drugim.

W tym tygodniu będziemy na łamach naszego portalu przedstawiali Wam więc narzędzia, zarówno na desktopy jak i urządzenia mobilne, za pomocą których tę prywatność w Sieci można w jakimś przynajmniej stopniu ochronić, tak by nikt nie był skazany na to poczucie bezsilności wobec wszechobecnej inwigilacji. A co oprócz tego? Już niebawem bardzo ciekawy konkurs, w którym do wygrania będzie bardzo atrakcyjny sprzęt, a także wyczekiwane przez Was testy najnowszego APU od AMD, które według „czerwonych” powinno wystarczyć do komfortowego grania w rozdzielczości FullHD. Kontynuować będziemy też rozpoczęte w zeszłym tygodniu opisy dobrych programów dla dzieci i jak zwykle, przedstawimy najciekawsze wiadomości ze świata oprogramowania i sprzętu. Zapraszam!

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.