r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

ZAiKS i ZPAV obalają mity o „podatku od piractwa”

Strona główna AktualnościBIZNES

Wczoraj reprezentanci trzech polskich organizacji zbiorowego zarządzania, ZAiKS, ZPAV i SAWP, podjęły próbę wyjaśnienia, o co chodzi w propozycji nałożenia na urządzenia mobilne opłaty reprograficznej. Prezentacja i dyskusje miały obalić mity, jakie ich zdaniem urosły wokół powszechnie (i zdaniem pomysłodawców również niesłusznie) krytykowanej propozycji. Na spotkaniu pojawili się również twórcy (Marek Kościkiewicz, Stanisław Soyka i inni), którzy przekonywali, że doskonale wiedzą co się w ZAiKS-ie dzieje i że jest to ich organizacja.

Wczoraj na stronie ZPAV pojawił się artykuł, mający udowodnić, że nie mamy się o co martwić, bo poszerzenie zasięgu opłaty od czystych nośników na smartfony, tablety i podobne urządzenia nie spowoduje wzrostu cen urządzeń. Jako że katalog urządzeń objętych opłatą ostatnio był aktualizowany w 2008 roku, działacze organizacji czują, że najwyższa pora go poszerzyć. Jako dowód nieszkodliwości opłaty ZPAV przywołuje doświadczenia innych krajów Unii Europejskiej, na przykład Hiszpanii, gdzie od 2012 roku opłata została przeniesiona na budżet państwa, a mimo tego ceny urządzeń nie spadły… co jest nieprawdą. Na podstawie danych Eurostat i po uwzględnieniu podatku Dominik Dobek ze Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE) oszacował, że ceny elektroniki użytkowej spadły tam o około 8,58%.

Przywołane zostały także Niemcy i Francja. Tam sumarycznie zebrane opłaty są rekodrowo wysokie, podczas gdy Polska pod względem kwot zbieranych z tytułu opłat od czystych nośników plasuje się na szarym końcu krajów UE. Nieszkodliwości opłat dowieść ma porównanie cen „wybranych urządzeń”, dla ułatwienia tylko firmy Apple, przedstawione przez organizację. Jako że u nas, po przeliczeniu ze złotówek na euro, iPhone jest w internetowym sklepie firmy Apple kilka euro droższy niż we Francji, ZPAV oskarżył środowisko producentów i importerów o sztuczne zawyżanie cen. Opłaty doliczane są do cen, jakimi operują producenci i importerzy, a więc znacznie niższych niż te w sklepach RTV. Nie mogą więc w istotny sposób wpłynąć na koszt ponoszony finalnie przez konsumenta – można przeczytać w artykule.

r   e   k   l   a   m   a

Czemu więc społeczeństwo protestuje z takim zapałem? W artykule ZAiKS-u można przeczytać, że są dwie przyczyny: nieuzasadnione przekonanie, że cały dorobek kulturalny powinien być darmowy i równie nieuzasadnione obawy, że nowe opłaty odbiją się na konsumentach. Przy tym drugim organizacja zrzuca winę za rozdmuchiwanie sprawy na producentów sprzętu. Mając w pamięci, że proponowane stawki nie mogą przekroczyć 3 proc. ceny producenta, uzasadnione wydaje się pytanie, czy producenci nie chcą przy okazji sięgnąć po dodatkowe zyski kosztem twórców – pisze organizacja.

Najważniejszym punktem wyjaśnienia opublikowanego przez ZAiKS z kolei jest udowodnienie wszystkim oczywistego, czyli że opłata reprograficzna nie jest podatkiem. Oczywiście, że nie jest. Ma charakter odgórnie ustalonej, ale wpłaty nie trafiają do budżetu, a do kieszeni organizacji. Nazywanie jej „podatkiem od piractwa” ma charakter ironiczny.

„Obalanie mitów” nie wyjaśniło wiele. Przede wszystkim nadal nie wiemy, jak organizacje mają zamiar rozwiązać problem nieprzejrzystości finansowej. Nie padła żadna wzmianka o wielokrotnym nakładaniu opłaty (na płytę, na nagrywarkę i na odtwarzacz) ani o tym, dlaczego opłata ma objąć także sprzęt kupiony dla instytucji publicznych. Jedynym mitem, jaki został obalony, jest ten o rzekomym objęciu opłatą aparatów fotograficznych. Na czekającej obecnie na zatwierdzenie liście ich nie ma, ale kto wie…

ZAiKS miał jednak pecha. Tego samego dnia, kiedy zabrał się za „obalanie mitów”, media podały dane dotyczące zarobków jego pracowników za ubiegły rok. Przeciętna pensja za pracę dla organizacji jest równa 10330 złotych. Na wynagrodzenia dla 466 etatów organizacja przeznaczyła prawie 60 milionów, ale ponieważ w kasie organizacji wciąż nie było widać dna, kupiła Pałac w Janowicach (małopolskie, powiat tarnowski) za 4,6 miliona złotych. Ma tam powstać Centrum Pracy Twórczej, nad którego rozwojem i promocją pracować będzie 10-osobowy zespół.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.