ACTA 2.0 przyjęte. Czekają nas ograniczenia linkowania, ale Wikipedia jest bezpieczna

Strona główna Aktualności
image

O autorze

Parlament Europejski niestety poparł kontrowersyjną dyrektywę, która zmieni prawo autorskie na jednolitym rynku cyfrowym. W najbliższym czasie zaczną się negocjacje, mające ustalić sposób wdrożenia nowych regulacji w państwach członkowskich. Perspektywy są nieciekawe zarówno dla twórców, jak i miłośników wolnego dostępu do informacji.

Tym razem dyrektywa została poparta sporą większością głosów. Za wprowadzeniem zmian opowiedziało się 438 europarlamentarzystów, przeciwko głosowało 226, a 39 wstrzymało się od głosu. Warto zaznaczyć, że wyniki nie były jednoznacznie powiązane z przynależnością do ugrupowań partyjnych czy reprezentowanymi krajami.

Dlaczego mamy powody do zmartwień? Najwięcej krytycznych opinii zebrały artykuły 11. i 13. projektu dyrektywy. Pierwszy z nich został okrzyknięty „podatkiem od linków” i może znacząco upośledzić dzielenie się informacjami w Internecie. W skrócie serwisy internetowe musiałyby ubiegać się o licencje na linkowanie do innych serwisów, co jest samo w sobie zaburzeniem natury stron internetowych – powstały przecież po to, by można było zamieszczać w tekście odnośniki do innych treści, także na innych stronach. Szczęśliwie Parlament Europejski poinformował też, że z zapisu wyłączone zostaną strony niekomercyjne, jak Wikipedia, a także platformy promujące wolne oprogramowanie (GitHub). Dozwolone będzie także „zwykłe dzielenie się hiperłączami do artykułów, wraz z pojedynczymi słowami do ich opisania”.

Artykuł 13., jeśli zostanie zinterpretowany dosłownie, może doprowadzić do prewencyjnej cenzury, ograniczać wolność słowa i wolność twórczą. Teoretycznie ma w całości zapobiegać udostępnianiu materiałów, do których nie mamy praw, na czym zależy organizacjom zrzeszającymi twórców i komercyjnym wydawnictwom. Jednak automatyczne kontrole jeszcze przed udostępnieniem materiałów mogą mieć dużo negatywnych konsekwencji, na czele z cenzurą. Niektórzy przepowiadają nawet śmierć memów, co byłoby poważnym zaburzeniem podstaw internetowej kultury. PE obiecuje jednak dołożyć wszelkich starań, by nie doszło do zbędnego ograniczania wolności słowa.

Przeciwko zmianom opowiadali się nie tylko aktywiści i promotorzy wolnego internetu. Do długiej listy protestujących przyłączyła się Wikipedia, YouTube, a nawet drukowane gazety.

© dobreprogramy

Komentarze