Choć ACTA 2.0 zostało przyjęte, YouTuberzy protestują przeciwko Artykułowi 13

Strona główna Aktualności
Choć ACTA 2.0 zostało przyjęte, YouTuberzy protestują przeciwko Artykułowi 13
Choć ACTA 2.0 zostało przyjęte, YouTuberzy protestują przeciwko Artykułowi 13

O autorze

Autorzy publikujący swoje materiały na YouTubie od miesięcy protestowali przeciwko zapisom nowej dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym Unii Europejskiej. Szczególnie obawiają się Artykułu 13 (dla niepoznaki przesuniętego na pozycję 17), który miałby ograniczyć ich twórczą wolność, a w konsekwencji także zarobki. 26 marca dyrektywa potocznie zwana ACTA 2.0 została przyjęta i choć jeszcze nie do końca wiadomo, jak będzie egzekwowana, ma licznych przeciwników także poza Europą.

Fakt, że w Europie zdania na temat dyrektywy są podzielone, widać było doskonale w czasie wtorkowej debaty. Szczególnie wyraźny jest rozłam między reprezentantami Niemiec, co może mieć drugie dno w zupełnie innych negocjacjach. Polscy eurodeputowani wypowiadali się o zmianie prawa autorskiego krytycznie, mimo tego Michał Boni jest niesłusznie oskarżany o głosowanie za przyjęciem dyrektywy. Kilku europosłów twierdzi, że podczas głosowania się pomylili, ale po korekcie wynik nie uległ zmianie.

Zapisy nowego prawa autorskiego są tak ogólne i lakoniczne, że na pewno znajdą się w nich jakieś luki i kruczki. Mimo tego obawy trudno będzie uciszyć, nawet jeśli przyjęte zostaną korzystne dla internautów interpretacje przepisów. Kraje członkowskie mają dwa lata na to, by ten problem rozwiązać.

YouTuberzy są słabi, bo nie mają lobby

YouTube jest pełny lepszej i gorszej jakości materiałów, krytykujących dyrektywę, a w szczególności Artykuł 13. Autorzy filmów obawiają się, że przez ten zapis z internetu znikną memy, a publikowanie czegokolwiek będzie niezwykle trudne przez automaty wyszukujące naruszenia praw autorskich. Trzeba dodać, że automaty na pewno będą się mylić. SI zapewne nie poradzi sobie z rozpoznawaniem kontekstu, prawa cytatu, satyry, a może nawet wolnych licencji.

Jednym z najgłośniej wypowiadających się krytyków dyrektywy jest Dr. Grandayy. YouTuber z ponad 2 milionami subskrybentów wprost nawołuje innych twórców do aktywizmu. Jego zdaniem twórcy zarabiający na YouTubie są na straconej pozycji, bo nie mają silnego lobby (w zasadzie nie mają żadnego lobby), związków zawodowych ani organizacji zrzeszających. Przez to nie ma reprezentacji, która mogłaby rozmawiać bezpośrednio z prawodawcami. YouTuber spotkał się osobiście z przedstawicielami europarlamentu, ale to wciąż za mało, by ich przekonać.

Większość polityków nie ma pojęcia i modelu zarobków YouTuberów, ich problemów z prawem autorskim ani nawet typie treści, które te osoby tworzą. Wielu polityków nawet nie wiedziało, czym jest mem, dopóki nie usłyszeli krytyki swojego dzieła.

Dr. Grandayy przypomniał też, że twórcy materiałów filmowych już teraz mają ogromne problemy z wydawnictwami muzycznymi. W jego oczach koncerny tylko czekają, aż któremuś z nich „powinie się noga” i będą mogły zarabiać na jego filmie lub zablokować jego kanał. W myśl artykułu 13 (już 17) to YouTube byłby odpowiedzialny prawnie i finansowo za takie naruszenia, co teoretycznie może doprowadzić do prewencyjnego blokowania materiałów. Biorąc pod uwagę, jak kiepsko działa Content ID YouTube'a, wiele osób spodziewa się problemów z publikowaniem filmów.

Philip DeFranco prowadzący Philip DeFranco Show jest zdania, że blokowanie treści to jedyne rozsądne wyjście dla YouTubera, by nie tracić pieniędzy. Jeśli ktoś ryzykuje, że jego film zostanie usunięty z powodu lokalnego prawa, lepiej by w ogóle swojego filmu nie udostępniał na terenie, gdzie to prawo obowiązuje. YouTube nie dla Europy? Jest szansa, że tak będzie. Susan Wojcicki, CEO YouTube'a, nie wydaje się optymistycznie nastawiona do przyszłości.

Prawo autorskie w Unii Europejskiej od lat wymagało zmiany, ale prowadzone w ostatnich dniach działania są wyjątkowo nieprzyjemne. Dyrektywa została zmieniona mimo sporego sprzeciwu, a przy tym jest niekonkretna i w zasadzie nadal nie wiemy, czego się spodziewać.

© dobreprogramy