Dell G5, czyli wymarzony laptop dojrzałego gracza. Spędziłem z nim dwa tygodnie, innego nie chcę

Strona główna Aktualności
Fot. Dobreprogramy (Piotr Urbaniak)
Fot. Dobreprogramy (Piotr Urbaniak)

O autorze

Czy laptop dla graczy to zawsze trącająca kiczem bateria diod, którą wstyd wyciągnąć przed kimkolwiek powyżej 15. roku życia? Jak się okazuje, niezupełnie – Dell G5 udowadnia, że wysokowydajne komponenty i osprzęt sprofilowany pod kątem gier można sprzedać w otoczce godnej stacji roboczej i z powodzeniem wykorzystać w każdych warunkach. Spędziłem z tym notebookiem raptem dwa tygodnie, a już wiem, że innego nie chcę.

Dell jako producent od dawien dawna cieszy się w Polsce dużą renomą. Oczywiście spora w tym zasługa legendarnych serii Latitude czy Vostro, które z uwagi na szerokie możliwości personalizacji i dobre wsparcie pozakupowe, na czele z naprawą u klienta, wręcz zdominowały sektor korporacyjny. Poza tym Dell to jedyny producent laptopów na krajowym rynku, który do większości modeli oferuje sterowniki nie tylko dla Windowsa, ale także Linuksa. To również ma niebagatelne znaczenie, zwłaszcza jeśli spojrzymy na elastyczność platformy.

Dell Gaming G5
Dell Gaming G5
od 3799 3398 zł
Laptop dla graczy od jedynego producenta na rynku oferującego domową naprawę w sprzęcie tej klasy.

Kup teraz w specjalnej promocji, z rabatem i w systemie 50/50. Zapłać 50 proc., a resztę – za pół roku.

Dell serii G, czyli nowy Inspiron

Ale jak to się ma do czysto konsumenckich realiów? Ano, mądre głowy w Teksasie, gdzie mieści się główna siedziba Della, wpadły na pomysł, że przeniosą wszystkie te cechy do laptopa dla masowego odbiorcy. Prawdę mówiąc, robią to od paru ładnych lat, jednak w sektorze wysokowydajnym ograniczali się dotąd do submarki Alienware, skierowanej do klienta z bardziej zasobnym portfelem. Aż tu wchodzi on, cały na biało – Dell serii G, z modelem G5 w roli topowej "piętnastki".

Na marginesie: Prócz tego jest jeszcze G7, czyli tak naprawdę 17-calowa wersja bohatera niniejszego artykułu, a także G3 – wariant bardziej ekonomiczny w dwóch wersjach gabarytowych.

Technicznie rzecz biorąc, Dell G5 – podobnie jak każdy inny laptop z tej linii – to duchowy spadkobierca wyższych reprezentantów serii Inspiron. Konstrukcja biurowo-multimedialna przygotowana głównie z myślą o użytkownikach domowych, aczkolwiek wyposażona w na tyle potężną kartę graficzną, że swobodnie odpali najnowsze gry. Coś jak sprzęt, którego wyglądali wszyscy chętni na zakup laptopa wydajnego, ale o stonowanej stylistyce.

Przy czym do tego dochodzi pewna niezwykle istotna kwestia. Wszystkie notebooki Dell serii G objęte są gwarancją Domowa Naprawa Dell, niczym biznesowe Latitude'y czy XPS-y. Przez pierwszy rok ewentualna naprawa odbywa się w miejscu wskazanym przez klienta, czyli na przykład w domu lub kurorcie wakacyjnym – w górach, nad morzem czy innym miejscu na terenie Polski. Drugi rok to z kolei wsparcie na zasadzie "drzwi do drzwi", a więc kurier zamówiony przez Della odbiera sprzęt i zwraca naprawiony. Tak korzystnych warunków próżno szukać u konkurencji.

Aż po Core i7 oraz GeForce'a RTX 2070

Wróćmy jednak do meritum, a więc nadesłanego do redakcji modelu Dell G5 5590. Podstawowy model z procesorem Core i5-8300H, 8 GB RAM, grafiką GeForce GTX 1050 Ti i SSD 256 GB z protokołem NVMe możecie kupić już za 3398 zł. Ale jak to u Della bywa, konfiguracja może zostać spersonalizowana. Wartość tej dostarczonej do redakcji to dokładnie 6999 zł. A co w środku? Same przyjemności – aż chciałoby się rzec. Spójrzcie sami:

  • Ekran: 15,6'' IPS, Full HD,
  • Procesor: Intel Core i7-8750H (6 rdzeni, 12 wątków),
  • Pamięć RAM: 16 GB DDR4-2666 w Dual Channel,
  • Karta graficzna: Nvidia GeForce RTX 2060 6 GB,
  • Nośnik danych: SSD NVMe 512 GB,
  • Łączność: LAN 1 Gb/s, Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth,
  • Bateria: 4-komorowa, Li-Ion, 90 Wh (opcja 60 Wh)
  • Wymiary: 364 x 273 x 23,7 mm,
  • Masa (z baterią): 2,68 - 2,78 kg,
  • System operacyjny: Windows 10 Home 64-bit PL.

Można iść na całość i wziąć wersję z RTX 2070, 32 GB RAM i dyskiem 1 TB. Przed paroma dniami jako opcja pojawiły się także procesory Intel Core 9. generacji.

Tak czy inaczej, czuję się zobligowany przyklasnąć Dellowi – bo dostarczona konfiguracja wypada niezwykle rozsądnie w stosunku możliwości do ceny. Pod każdym względem wydaje się po prostu optymalna. RTX 2060 w rozdzielczości Full HD czuje się jak ryba w wodzie, a 16 GB RAM i SSD 512 GB to taki wysokopółkowy standard. Cieszy przy tym pojemna bateria.

Paaanie, tym to zabić można

Zauważyliście zapewne, że przy masie rzędu 2,68 - 2,78 kg Dell G5 jest sprzętem dość ciężkim w swej kategorii. W końcu laptopy gamingowe spokojnie schodzą obecnie do 2,3 - 2,2 kg. To fakt – ale masa G5 nie bierze się znikąd i oznacza zaskakująco wysoką jakość – a przy grubości 24 mm problemu logistycznego nie ma; urządzenie spokojnie mieści się do standardowego plecaka.

Cała obudowa wykonana jest ze stopu magnezu, a na dodatek osadzona na stalowej ramie. Więc swoje ważyć musi, i tę wagę niektórzy pewnie odbiorą in minus. Ale konstrukcja jest zarazem tak sztywna, że – zaryzykuję stwierdzenie – można byłoby na niej usiąść, a matrycy nic złego by się nie stało. Kładę G5 na blacie, opieram się na nim obiema rękoma. Klapa ani drgnie.

A wygląd? Cóż, mówią, że to sprawa gustu – ale znamienny jest fakt, że Dell G5 właściwie w ogóle nie rzuca się w oczy. Jest tylko niebieskawe logo producenta na klapie i tego samego koloru obwódka dookoła gładzika. Całość wygląda skromnie, wręcz ascetycznie. Niemniej to ten rodzaj ascezy, która przekłada się na elegancję. Gdybym był architektem i musiał przedstawić klientowi projekt w Revicie, to ten z pewnością nie uznałby mnie za wariata z wielką błyskotką. Do tego Della G5 można także wybrać w kolorze śnieżnej bieli. Sam chyba wolałbym tę właśnie wersję.

Ciekawostka – kiedy powiedziałem dziewczynie, że to laptop do gier, stwierdziła: "nie widać". I chyba to jest kwintesencja stylistyki G5. Tymczasem prosta bryła ma jeszcze jeden atut. Dziewięć śrub – tyle wystarczy odkręcić, aby zdjąć cały spód i dołożyć dysk (jest jedno wolne miejsce SATA 2,5'') lub pamięć (oba gniazda zajęte). Ciekawostka: w zestawie znajduje się instrukcja serwisowa.

Słowo-klucz na dzisiaj: elastyczność

Wspominałem, że laptopy Della są elastyczne programowo z uwagi na sterowniki dla Linuksa, jednak to dopiero początek. Dell G5 udowadnia, że mogą być też elastyczne sprzętowo.

Zacznijmy od urządzeń wprowadzających. Klawiatura jest podświetlona diodami RGB, w pełnym układzie US QWERTY, a przy tym cechuje się relatywnie wysokim skokiem (ok. 1,5 - 2 mm) i czytelną informacją zwrotną – to zaproszenie do długiego pisania. Gładzik błyskawicznie wyłapuje ruchy i gesty. Jest też czytnik linii papilarnych we włączniku. Działa równie sprawnie.

Porty są aż na trzech krawędziach. Najpewniej po to, aby do każdego był optymalny dostęp. Lewa strona zawiera USB-C z Thunderbolt 3, USB 3.1 Gen 1 i gniazdo słuchawkowe, a prawa – kolejne USB i czytnik kart pamięci. Na tyle są z kolei gniazdo zasilające, blokada Kensington, jeszcze jedno USB, HDMI 2.0, DisplayPort i RJ-45. To wymyślił ktoś naprawdę przewidujący. Zwróćcie uwagę, że niezależnie gdzie chcielibyście widzieć USB, tam ono po prostu jest.

Nawet matryca jest tu niejako uniwersalna, bo z jednej strony są szerokie kąty patrzenia i przyzwoite oddanie barw ekranu IPS, z drugiej zaś – krótki czas reakcji, co docenią zapaleni gracze. Ach, i laptop wspiera technologię Optimus, czyli wykorzystuje zintegrowaną kartę graficzną w celu zaoszczędzenia energii, gdy nie jest wymagana moc dGPU. Kolejny istotny plus na koncie.

Ruszamy na podbój świata

Pociąg Intercity relacji Warszawa – Łódź. Kładę tymczasowo mojego G5 na kolanach i odpalam "Forza Horizon 4". Nawet przy zasilaniu z akumulatora uzyskanie 60 kl./s nie robi problemu, choć przy średnich ustawieniach detali. Niespełna półtorej godziny drogi mija jak z bicza strzelił, a wskaźnik naładowania pokazuje jeszcze ponad 30 proc. Tak, jednym z największych, o ile nie największym plusem Della G5 jest zaskakująco wydolny akumulator. Uwierzycie, że przeglądać internet przy włączonym Wi-Fi i jasności ekranu ustawionej na 50 proc. można powyżej 7 godzin – w laptopie firmowanym jako dla graczy? Ja bym nie uwierzył, gdybym nie zobaczył.

Przechodząc do samej wydajności, jest dokładnie taka, jakiej można spodziewać się po 6-rdzeniowym Core i7 w wydaniu mobilnym i RTX 2060. Sprzęt nie throttluje. Innymi słowy: nie zrzuca częstotliwości zegara taktującego w nadmiernym stopniu. Nie znalazłem zarazem gry, która nie ruszyłaby na nim płynnie w natywnej rozdzielczości i detalach "ultra". Nawet "Metro Exodus" nie spada poniżej 40 kl./s. Owszem, dla takich komponentów to standard – ale formalności staje się zadość.

A tu, trochę przy okazji, dochodzi jeszcze jedna ciekawa cecha. Otóż laptopy Dell serii G kompatybilne są z oprogramowaniem Alienware Control/Command Center. Kolejny bloatware – powiecie. Otóż nie. To scentralizowany panel zarządzania głównymi podsystemami notebooka, takimi jak chłodzenie czy podświetlenie, który w dodatku może służyć jako agregator wszystkich zainstalowanych gier, a przy tym pozwala tworzyć profile ustawień per gra.

Tak więc nie dość, że każdą produkcję można odpalić z poziomu jednego interfejsu, to jeszcze od razu daje się przypisać jej choćby specyficzne ustawienia korektora audio. Bez pamiętania o profilach i skojarzonych z nimi skrótach klawiaturowych. Podczas szybkiej zabawy w podróży to naprawdę wygodne rozwiązanie. Wiedzieliście, że wielu wskazywało to właśnie narzędzie jako główną domenę sprzętu spod szyldu Alienware? Oto mamy to samo w lepiej wycenionym Dellu.

Tylko jeden zasadniczy minus...

A wiecie, jaki jest minus Della G5? Prędzej czy później mi go zabiorą. A na poważnie – coś by się tam pewnie znalazło, ale byłyby to kompletne drobiazgi. Dla mnie Dell G5 jest czymś, na co czekałem od momentu opanowania rynku przez "gamingowy szał". Łączy wysoką wydajność z nienaganną estetyką, solidnym wykonaniem i świetnym wsparciem pozakupowym. Jest laptopem skierowanym do graczy, ale czuć to dopiero po uruchomieniu gry – a nie z kilometra, przez baterię oślepiających diod i przetłoczenia na klapie a la "Dark of the Moon".

Dobra jakość wykonania? Stonowany wygląd? Korzystne warunki gwarancji? To raczej cechy konstrukcji biznesowych, nastawionych na pracę w roli podręcznej aktówki. A tu mamy coś pokroju udanego mezaliansu. (To nie jest aby oksymoron?). I zapomniałbym – bardzo pozytywnie wypadają też wbudowane głośniki z programowym korektorem Nahimic. Szczerze polecam spróbować każdemu, kto szuka nie tyle laptopa dla graczy, co wydajnego sprzętu na co dzień.

© dobreprogramy