reklama

Elektrobiblioteka — książka, która czuje dotyk

Strona główna Aktualności

O autorze

Kobieta o wielu talentach, użytkowniczka OS X kochająca fotografię, kuchnię wschodnią, ciężką muzykę i poprawną polszczyznę.

Książka… twór przez jednych wielbiony, bo pachnie farbą, szeleści papierem i trzymając ją czują wagę czytanych słów, a przez innych lekko zapomniany, bo zajmuje miejsce, sporo waży, można ją zniszczyć, zgubić i nie da się trzymać w chmurze jak e-booki. Ci drudzy mają łatwiej, bo technologia pozwala na coraz bardziej komfortowe czytanie, firmy idą nam na rękę oferując tanie publikacje cyfrowe, miejsce do przechowywania, dodatkowe materiały multimedialne i informacje zapisane w metadanych… A co z miłośnikami szelestu papieru?

Koncepcja dołączenia do papierowej książki materiałów wzbogacających narodziła się w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Zobrazował ją manifest El Lissitzky'ego (naprawdę nazywał się Łazar Markowicz Lisicki), typografa, malarza i architekta rosyjskiego pochodzenia. Na ASP w Katowicach powstała realizacja tej wizji połączenia papieru i technologii, jej autorem jest Waldek Węgrzyn. Na Vimeo można obejrzeć proces powstawania tego niezwykłego tomu.

Na pozór mamy do czynienia ze zwykłą książką — elegancko zszyte kartki prezentują treść tak samo, jak miałoby to miejsce w przypadku każdego innego tomu. Dopiero po podłączeniu książki do komputera rozwija ona skrzydła. Dzięki czujnikom zatopionych w stronach aplikacja obsługująca ją jest „świadoma” tego, która strona jest właśnie czytana i prezentuje związaną z nią treść. Strony mogą również reagować na dotyk, podobnie jak publikacje multimedialne dla tabletów… tylko że w tym przypadku dodatkowe multimedia widoczne są na komputerze i jedynie uzupełniają czytanie. Materiały towarzyszące książce zostały umieszczone na stronie projektu.

Elektrobiblioteka to niezwykle ciekawa realizacja 90-letniej koncepcji mistrza przekazu wizualnego, ale nie sądzę aby takie publikacje znalazły się kiedyś na półkach księgarni. Chociaż nigdy nie wiadomo… w dzisiejszych czasach czujniki można zamontować wszędzie (Makey Makey, Disney), więc czemu nie w książkach?

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama