Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ustna gwarancja

1 lutego 2010. Komputer siostry, Dell Studio 1525, strasznie zaczął się grzać. Postanowiła rozwiązać sprawę na własną rękę. Zadzwoniła do pomocy technicznej w celu ustalenia sposobu przesłania komputera na gwarancję. Omówiła wszelkie objawy, problemy związane z usterką. Pracownik pomocy technicznej oznajmił jej, że jest to zwykłe zapchanie chłodzenia, a co za tym idzie, nie ma potrzeby wysyłania komputera do serwisu na gwarancję. Udzielił jej słownej zgody na rozkręcenie dolnej klapy notebooka i wyczyszczenie wiatraka przy pomocy odkurzacza. Tak też zrobiła.

Komputer grzał się wciąż niemiłosiernie do momentu w którym zgasł. Został dostarczony do mnie 2 dni później w celu sprawdzenia, co jest nie tak. Płyta główna spalona. Komputer odesłany do serwisu na gwarancję. Powrócił do domu 12 lutego 2010. Nienaprawiony. Do komputera został dołączony wypis diagnostyczny, w którym umieszczono następujące informacje:

"Komputer Dell studio 1525 nie podlega bezpośredniej, bezpłatnej gwarancji na koszt producenta. Pracownik działu serwisowego stwierdził ingerencję osób nieuprawnionych. Zgodnie z zapisem umowy gwarancyjnej, ingerencja nieautoryzowanych serwisów i osób trzecich jest podstawą do unieważnienia gwarancji nałożonej przez producenta lub dystrybutora sprzętu na terenie danego kraju"

r   e   k   l   a   m   a

Podano także diagnostyczny numer usterki i tyle. Siostra wykonała telefon. Zadali jej pytanie, czy ktoś dłubał w komputerze. Odpowiedziała, że tak, ale zgodnie z instrukcją pracownika działu technicznego. W odpowiedzi usłyszała, że ludzie się mylą, a prawną podstawa do gwarancji jest zapis w umowie gwarancyjnej świadczonej przez producenta lub dystrybutora komputera i tylko na jego podstawie, z zachowaniem wszystkich jego punktów, jest ona realizowana.

Do serwisu zostanie wysłane pismo wraz z notarialnym odpisem na podstawie bilingu o wykonanej rozmowie. Szefostwo serwisu zaznaczyło, że spróbuje ustalić, kto w tym czasie obsługiwał linię pomocy technicznej i dotrzeć do odpowiedniej osoby. Zastrzeżono jednak, że nie jest to podstawą do roszczeń, a jedynie do rozstrzygnięcia pomyłki podczas serwisowania. Na ciąg dalszy musimy czekać 14 dni od daty wpłynięcia wniosku..

Przysługuje podobno prawo do pozwu przeciwko osobie, która wydała polecenie, ale tylko po wcześniejszym wniosku prokuratury właściwej dla miejsca zamieszkania osoby poszkodowanej.

Przy okazji

Korzystam z notebooka HP i chciałem zwiększyć moduły pamięci RAM do 8GB. Serwis HP nie wykonuje tego nawet odpłatnie. Otrzymałem oficjalne pismo, że pamięć RAM i dysk twardy mogę zmieniać na własną rękę, nie tracąc gwarancji. Zastrzegli jednak, że w przypadku, kiedy dojdzie do awarii w obszarze zmian, tj. pamięć RAM lub dysk twardy, ich połączenia itp, nie zostanie naprawa wykonana na gwarancji..

Konkluzja? Nie ma.

Przestrzegam po prostu przed lukami, jakie czają się przy telefonie serwisowym! ;) 

Komentarze