GeForce'y RTX w energooszczędnej wersji Max-Q nie mają racji bytu. Oto dowód

Strona główna Aktualności
Źródło: Materiały prasowe Nvidia
Źródło: Materiały prasowe Nvidia

O autorze

Wczoraj, 29 stycznia, w sklepach pojawiły się pierwsze notebooki z kartami graficznymi GeForce RTX. Jak to w takich przypadkach bywa, są wśród nich konstrukcje zarówno mniej, jak i bardziej udane. Ale nie to jest tutaj głównym problemem; okazuje się, że wśród laptopów z kartami Nvidii panuje nadzwyczaj wysoki rozrzut na polu wydajności, a chodzi o taktowania.

W 2016 r., prezentując minioną już generację GeForce GTX 10, Nvidia rzuciła deklarację, że mobilne karty graficzne nie będą różnić się od desktopowych odpowiedników.

Wcześniej różnie z tym bywało. Przykładowo, laptopowy GeForce GTX 970M ma 1280 procesorów CUDA, podczas gdy w wariancie dla komputerów stacjonarnych znajdziemy ich 1664. Początkowo firma z Santa Clara okazała się tak bardzo konsekwentna, że mobilny GeForce GTX 1070 otrzymał nawet 128 procesorów strumieniowych więcej, względem dużego odpowiednika, aby skompensować obniżoną częstotliwość zegara taktującego.

Jednak w międzyczasie wymyślono jeszcze coś innego, a mianowicie specjalną linię kart Max-Q, charakteryzujących się zwiększoną energooszczędnością za cenę wydajności. W tych kartach obniżono taktowanie, umożliwiając zastosowanie w smuklejszych sprzętach.

I właśnie z Max-Q związany jest problem nowych GeForce'ów RTX, a w szczególności najwydajniejszego modelu RTX 2080. Ten nominalnie ma zegar bazowy na poziomie 1515 MHz i TDP równe 215 W, co wyklucza bezpośrednie zastosowanie w notebooku. Dlatego wersja dla laptopów to, odpowiednio, 1380 MHz i 150 W. Ale na tym nie koniec, bo jest jeszcze wspomniany Max-Q, legitymujący się taktowaniem – tutaj uwaga – 735 MHz i TDP 80 W. Przy czym liczba procesorów strumieniowych we wszystkich wymienionych czipach jest taka sama i wynosi 2944.

Tak oto dochodzi do pewnego paradoksu, gdyż mobilny GeForce RTX 2080 Max-Q w ogólnym rozrachunku oferuje wydajność porównywalną z desktopowym GeForcem RTX 2060. Pozostałe GeForce'y RTX 20 Max-Q są oczywiście pocięte w analogiczny sposób, choć wydaje się to mniej dotkliwe dla użytkownika, zważywszy na niższy próg wyjściowy.

Zasadnicze wnioski są dwa. Po pierwsze, topowy Max-Q zdaje się być produktem kompletnie pozbawionym sensu, po drugie zaś – kupując notebook z kartą Nvidii najnowszej generacji, warto zwrócić szczególną uwagę na częstotliwość zegara taktującego GPU.

© dobreprogramy