Google Stadia nie dla użytkowników Linuksa. Powraca temat akceleracji sprzętowej w Chrome

Strona główna Aktualności
Znów ta akceleracja sprzętowa w Chromie, fot. Materiały prasowe
Znów ta akceleracja sprzętowa w Chromie, fot. Materiały prasowe

O autorze

Z graniem na Linuksie jest trochę tak, jakby wybrać się z Warszawy na wycieczkę do Szczecina i pojechać przez Rzeszów. Niby można to zrobić—ale sensu większego nie ma. Gimnastykujesz się z warstwami translacji tylko po to, aby odpalić ułamek windowsowych gier. Często przy niższej wydajności, dodam. Czy Google Stadia będzie rozwiązaniem? Póki co, nie.

Jak donoszą użytkownicy reddita, strumieniowanie gier na Linuksie wypada żenująco słabo. Czytamy o sekundowych opóźnieniach kontrolera, licznych przycięciach animacji i obciążeniu procesora sięgającym 100 proc. – Miałem jakąś 1 sek opóźnienia między wejściem a odpowiedzią ze strony gry. Do tego wentylatory rozpędziły się jak szalone – pisze niejaki Xzaninou, który miał okazję testować Stadię na laptopie Dell XPS 15 z Ubuntu 18.04 LTS.

Problemem jest oczywiście to, że linuksowa wersja przeglądarki Chrome wciąż nie wspiera akceleracji sprzętowej. Mówiąc wprost, nie potrafi posiłkować się kartą graficzną przy dekodowaniu strumienia wideo i cały ciężar obliczeniowy przerzuca na procesor.

Co ciekawe, ten problem od wersji 76 nie dotyczy Chrome OS, bazującego przecież na jądrze Linux. Tak więc niniejsze ograniczenie wygląda bardzo sztucznie. Zresztą, back-end w postaci sterowników bezproblemowo akcelerację wspiera, bez względu na producenta grafiki. No ale efekt jest, jaki jest: Chromebooki kompatybilność ze Stadią mają, zwykły Linux nie ma.

Można zaszpachlować

Internauci znaleźli już pewien półśrodek. Instalują na Ubuntu paczkę snap z testową wersją Chromium i VAAPI (API akceleracji sprzętowej), po czym aktywują flagę override software rendering list. Tu rozgrywka staje się możliwa, choć rodzi się inny problem: obsługa urządzeń USB.

Jasne, że Google przy okazji premiery Stadii pokpił o wiele więcej niż tylko wsparcie dla Linuksa, z dystrybucją dostępów na czele. Ale w tej konkretnej sprawie jeszcze bardziej szokuje prowizorka w linuksowej kompilacji Chrome'a, która – nawiasem mówiąc – tłumaczy też zwiększone obciążenie procesora podczas oglądania w tej przeglądarce wideo. Ktoś, zdaje się, pisał o tym ostatnio na blogu. A przecież to nie jest tak, że zawinił jakiś trzeciorzędny partner.

© dobreprogramy