Google stawia na współpracę z Pentagonem, niezadowoleni pracownicy odchodzą

Strona główna Aktualności
Wojskowy dron z depositphotos

O autorze

Czy Google powinno zajmować się wojną? W erze, w której na polu bitwy oprogramowanie jest nie mniej ważne od siły ognia, odpowiedź na to pytanie nie jest wcale taka prosta. Decydenci firmy z Mountain View już jednak go sobie nie zadają, wzięli się za lukratywną współpracę z Pentagonem. Korzystając ze swojego doświadczenia z maszynowym uczeniem, w ramach Projektu Maven tworzą oprogramowanie, które pozwoli efektywnie przetwarzać nagrania z bojowych dronów USA. Sęk w tym, że na taką współpracę nie godzi się wielu pracowników Google’a. Pierwsi zagłosowali już nogami, po prostu odchodząc z firmy.

W kwietniu zeszłego roku amerykański Departament Obrony ogłosił rozpoczęcie Projektu Maven, znanego też jako Algorithmic Warfare Cross-Functional Team (AWCFT). Jego celem było wprowadzenie technologii Big Data i maszynowego uczenia do amerykańskich sił zbrojnych. Pierwszym zadaniem, przetworzenie milionów godzin materiałów wideo nagranych przez powietrzną flotę dronów.

Obecnie drony unoszące się nad teatrami wojen, w których uczestniczy USA, zalewają Pentagon taką ilością wideo, jakiej żaden ludzki analityk przetworzyć nie jest w stanie. Kto jeszcze ma problem z niemożliwą do ogarnięcia ilością wideo? Oczywiście YouTube – na google’ową platformę w każdej minucie wgrywane jest około 300 godzin treści. I tylko dzięki maszynowym systemom klasyfikacji jest w stanie nad tą obfitością zapanować, usuwając treści zakazane czy naruszające prawa autorskie.

Pentagon początkowo chciał, by AWCFT pozwoliło na nagraniach wykryć 38 klas obiektów – przedmiotów przedstawiających wszystko to, o czym amerykańska armia powinna wiedzieć w kontekście zwalczania jednostek Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku. Najwyraźniej dzięki współpracy z Google udało się osiągnąć więcej. Opublikowany w marcu raport Gizmodo wspominał, że możliwe jest już namierzanie konkretnych osób, w miarę jak pojawiają się w przeróżnych lokalizacjach.

Od strony technicznej to nie zaskakuje. Google poczyniło ogromne postępy w dziedzinie zarówno oprogramowania jak i sprzętu, produkuje obecnie własne czipy Tensor Processing Unit (TPU), na bazie których działa biblioteka maszynowego uczenia TensorFlow. Naiwni googlersi, którym dotąd się wydawało, że jedynym zastosowaniem TensorFlow będzie wyszukiwanie obrazków kotków w Internecie, zderzyli się jednak nagle z twardą rzeczywistością. Ich naukowa i programistyczna praca służy wojennej machinie Pentagonu, wyprowadzającej tysiące uderzeń z powietrza, w których niemal każdego dnia giną cywile.

Uświadomienie sobie tego stanu rzeczy sprawiło, że wielu pracowników Google’a wpadło we wściekłość, inni zaś zaczęli zadawać niewygodne dla korporacji pytania natury etycznej (nikt chyba nie lubi, jak mu się zadaje pytania natury etycznej, prawda?). W kwietniu opublikowali oni więc list otwarty do dyrektora zarządzającego Sundara Pichai, pod którym podpisało się niemal 4 tysiące ludzi. Pisali w nim, że Google nie powinno zarabiać na wojnie i żądali, by Google wycofało się z uczestnictwa w Projekcie Maven. Jeśli tego nie zrobi, nieodwracalnie zaszkodzi swojej marce i możliwościom starania się o pracowników. Stanie w jednym rzędzie z takimi tuzami kompleksu militarno-przemysłowego jak Palantir, Raytheon czy General Dynamics. A tłumaczenie się, że inne firmy, w tym Microsoft i Amazon też coś robią dla Pentagonu, nie jest żadnym wytłumaczeniem, w końcu po coś jest to motto „Don’t be evil”.

Google zareagowało bardzo szybko. Na drugi dzień ustami swojego rzecznika ogłosiło, że ceni sobie opinie zaangażowanyc pracowników, rozumie że militarne zastosowania mogą budzić obawy, jednak przypomina że Maven jest głośnym projektem Departamentu Obrony a Google pracuje tylko nad jego niemilitarnymi aspektami, właściwie oferując to samo oprogramowanie do rozpoznawania obrazów, które jest dostępne każdemu użytkownikowi chmury Google’a. Powstające modele bazują tylko na ogólnodostępnych danych i służą ocalaniu życia ludzi i oszczędzeniu analitykom ciężkiej, mozolnej roboty. Na końcu zaś i tak decyzję podejmuje człowiek.

Tłumaczenie bardzo ładne, ale kompletnie ignorujące to, co pracownicy Google’a napisali w liście. Oni rozumieli, że oprogramowanie nie ma bezpośrednio militarnego zastosowania. Jednak gdy zostanie dostarczone Pentagonowi, to z łatwością będzie można je przystosować do wykorzystania w zabójczych celach. W końcu klasyfikowanie i rozpoznawanie celów jest pierwszym krokiem na drodze do autonomicznych systemów uzbrojenia.

Protest Google’a odbił się szerokim echem w kręgach akademickich, poparł go Międzynarodowy Komitet Kontroli Robotycznych Zbrojeń (ICRAC). W niczym jednak nie wpłynęło to na decyzję zarządu, który najwyraźniej uważa, że Pentagon to dobry, prestiżowy klient, a współpraca w niczym firmie z Mountain View zaszkodzić nie może. Projekt Maven jest kontynuowany. I to nas wcale nie dziwi, ten kto dobrze się tu wykaże, będzie miał przewagę w walce o ogromny kontrakt na chmurę obliczeniową dla Pentagonu, wartą co najmniej 10 mld dolarów rocznie Joint Enterprise Defense Infrastructure (JEDI). Głównymi konkurentami Google’a są tutaj Microsoft i Amazon.

Dlatego najbardziej niezadowoleni zrobili jedyne, co realnie mogli zrobić. Gizmodo donosi, że już kilkanaście osób rzuciło pracę w Google. Czy zachęcą w ten sposób innych? Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę warunki pracy w Google. Utraty tych najbardziej ideowych pracowników firma nawet nie zauważy. A z czasem Google będziemy wymieniać wśród innych prominentnych firm amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego.

© dobreprogramy

Komentarze