Google walczy z adblockerami. Najnowszy uBlock Origin odrzucony w Chrome Web Store (aktualizacja)

Strona główna Aktualności
(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

O autorze

O tym, że oprogramowanie blokujące reklamy, delikatnie mówiąc, firmie Google na rękę nie jest, nikogo uświadamiać nie trzeba. W końcu dysponuje jedną z największych, jeśli nie największą siecią reklamową w internecie. Od jakiegoś czasu przedsiębiorstwo próbuje sukcesywnie osłabiać adblockery. Teraz zablokowało aktualizację uBlocka.

Sprawę nagłośnił Raymond Hill, autor wtyczki uBlock Origin. Podczas gdy dotychczas nie miewał żadnych problemów z publikowaniem kolejnych aktualizacji, najnowsze wydanie deweloperskie z gałęzi 1.22.5, zostało w Chrome Web Store odrzucone. W e-mailu do programisty Google wyjaśnia, że rozszerzenie narusza jedną z zasad repozytorium rozszerzeń, która zabrania łączenia wzajemnie niepowiązanych funkcji w obrębie jednej wtyczki.

– Nie twórz rozszerzenia, które wymaga od użytkowników akceptowania pakietów niepowiązanych funkcji, takich jak powiadomienie e-mail i agregator nagłówków wiadomości – pisze Google w e-mailu do Hilla. – Jeśli dwa elementy funkcjonalności są wyraźnie oddzielne, należy je umieścić w dwóch różnych rozszerzeniach – poucza firma dewelopera.

Czeski film. Bo tak naprawdę nie wiadomo według jakich kryteriów gigant ocenia powiązanie funkcji. Dla przykładu, wtyczka Asystent Amazon zarówno podrzuca oferty na produkty wyszukane podczas przeglądania internetu, jak i przesyła powiadomienia o promocjach. Tak więc wymaga uprawnień do więcej niż jednej funkcji, ale Google nie ma z tym problemu. Zresztą, podobnie jak w przypadku 99,9 proc. innych rozszerzeń do Chrome'a.

Przypadek? Nie sądzę

Można byłoby podejrzewać, że zablokowanie akurat uBlocka to czysty przypadek. Niemniej Google zdążyło już wygenerować sporo obciążających dowodów przeciw sobie.

W styczniu firma próbowała zmodyfikować wytyczne dotyczące rozszerzeń tak, aby nie mogły one zawierać więcej niż 30 tys. wpisów z regułami. Tymczasem EasyList, jeden z najpopularniejszych filtrów reklamowych, liczy jakieś 42 tys. rekordów, a wspomniany uBlock nawet około 75 tys. Jak nietrudno zauważyć, nowe zasady dotkliwie uderzałyby właśnie w adblockery. Ostatecznie Google pod naporem krytyki zrezygnowało z tej zmiany, ale kontekst pozostał.

Hill: Zmieńcie przeglądarkę na inną

Jako że uBlock Origin wciąż wspierany będzie w innych przeglądarkach, również tych opartych na Chromium, jego autor, Raymond Hill, zaleca przesiadkę. Jasnym stało się, że Google z nadszarpywania adblockerów nie zrezygnuje. Z uwagi na czynnik medialny nie może blokowania reklam zakazać wprost, jednak mały sabotaż to już coś innego.

To coś, co można robić w białych rękawiczkach, by w razie potrzeby rzucić frazesem z cyklu: To nie nasza ręka. Na szczęście alternatyw dla Chrome'a jest całe mnóstwo.

Aktualizacja [13.10.2019, 23:08]: Niespodziewanie nowa wersja uBlocka w końcu pojawiła się w Chrome Web Store. Programista Raymond Hill konsekwentnie jednak uważa się za poszkodowanego w tej sytuacji i twierdzi, że Google nie ma do niego szacunku, odpowiadając w sposób jak wyżej. Jak wyjaśnia, jest to już czwarta taka sytuacja. Z wypowiedzią Hilla podsumowującą spór możecie zapoznać się poniżej.

Ogólnie rzecz biorąc, wygląda na to, że strasząc możliwą blokadą uBlocka, deweloper mocno przesadził. Choć wciąż niewyjaśnione pozostają przyczyny pierwotnego odrzucenia i wcześniejsze działania Google'a wobec specyfikacji rozszerzeń. Możliwe, że gigant znów uległ społeczności. Wątek na reddicie bywa bardzo skutecznym batem na korporacje.

© dobreprogramy