Grałem w nowe Call of Duty na Xbox Series X. W końcu bez poczucia bylejakości (opinia)

Strona główna Aktualności

O autorze

Dla wprawionego pecetowca żadna z nowości nie będzie szokiem, ale w świecie konsol nowa generacja zmienia reguły. To pewne już teraz.

Puryści mogą stawiać mi szafot, ale stwierdzam z pełnym przekonaniem: nie ma lepszego obrazu trzech ostatnich generacji konsol niż Call of Duty. Jak przystało na tasiemca, któraś z kolejnych części zawsze pojawia się w okolicach premiery nowego sprzętu, a jako iż upychana jest na każdą możliwą platformę, to stanowi oczywisty punkt wyjścia do porównań.

Niestety, do tej pory były to raczej bolesne zderzenia zapewnień producentów z rzeczywistością. Zresztą, niech przemówią fakty.

Wydane na start Xboksa 360, Call of Duty 2 momentami notuje spadki poniżej 30 fps. Podobnie – Call of Duty 3 na PS3. W nowszej historii kompletną degrengoladę odstawiono z Call of Duty: Ghosts, początkującym generację Xboksa One i PS4. Pomimo ściętej względem wersji pecetowej jakości grafiki, gra zadebiutowała w rozdzielczości zaledwie 720p. Wersję na konsolę Sony podciągnięto patchem do Full HD, kosztem jednak płynności.

Krótko mówiąc, konsola ledwo wybijała się z bloków startowych, a już mieliśmy piękne preludium do bylejakości. I jasne, można tutaj argumentować, że deweloper potrzebował czasu na zapoznanie się ze sprzętem, tylko temu przybywało lat. Poprzeczka szła w górę za sprawą blaszaków i nawet przez chwilę nie było mowy o uzyskaniu na konsoli topowych doświadczeń.

A czemu w ogóle o tym wspominam? Bo Xbox Series X to zupełnie inna kategoria

Włączam nowe Call of Duty Black Ops Cold War na XSX—podejrzewam, że na PS5 także, ale tej wersji akurat nie widziałem—i bylejakości nie czuję.

W końcu premierowa konsola odpala tę grę tak, jak na pachnący świeżością sprzęt przystało. Dogania branżowe trendy, a co za tym idzie tak naprawdę wypada lepiej niż lwia część domowych pecetów. I to znamienne w kontekście przekrojowego obrazu nowej generacji.

Rozdzielczość? 4K. Zapewne skalowana dynamicznie, ale bez rzucających się w oczy artefaktów. Przy czym mówimy o standardzie, z którego według statystyk Steama korzysta mniej niż 3 proc. pecetowców. W połączeniu z wygładzaniem krawędzi w technice TAA owocuje to ostrym jak brzytwa, a jednocześnie wolnym od zniekształceń obrazem. Szybkość animacji? 60 fps. Jeśli ze spadkami, to takimi, które nie burzą komfortu intensywnej sieczki.

Tu warto podkreślić też jakość tekstur, co w minionej generacji stanowi zgryz dość powszechny, bo wywindowana do okolic 4K geometria nie idzie w parze z dostatecznym VRAM-em. Więc albo brakuje pamięci, albo przepustowości i kuleje filtrowanie. Giną wówczas detale. W Call of Duty na Xboksie Series X szczegóły są widoczne i klarowne.

Jest ray tracing i istotnie działa

Tak, technika zarezerwowana do tej pory dla kart graficznych klasy premium trafia do sprzętu, który w całości kosztuje mniej niż najtańsza jak dotąd grafika serii GeForce RTX 30, czyli RTX 3070. Sama implementacja nie jest szczególnie zaawansowana, ale też nie bywa taka na blaszakach. Na konsoli to jednak zupełna nowinka.

W Call of Duty śledzenie promieni wykorzystano w dwójnasób. Po pierwsze – do stworzenia realistycznie wyglądających cieni, które rozchodzą się w zależności od umiejscowienia i siły źródła światła. Nawiasem, podobny efekt widzieliśmy już w Modern Warfare, ale oczywiście tylko na PC. Po drugie – co jest nowością w serii, ray tracing służy także w celu generowania wybranych odbić, m.in. reflektorów oraz lamp na asfalcie.

Ktoś powie, że to pierdółkowate detale i poniekąd zgoda, ale spójrzmy na to z innej strony: za te detale jeszcze w październiku trzeba było płacić krocie, a teraz gwarantuje je zabawka leżąca na półkach w markecie. To postęp w najbardziej konserwatywnym rozumieniu tego słowa.

O takie konsole nic nie robiłem

I piszę to ja – zdeklarowany pecetowiec. Gość, który porównywał konsole do jeansów z bazaru i nawet zasłużył sobie na uprzejmego blogaska w internecie. Znaczy jeszcze, że malkontent.

Gdybym jednak miał podsumować moją kilkugodzinną przygodę z Call of Duty Black Ops Cold War w dwóch słowach, to wybrzmiałoby: pozytywne zaskoczenie. Nic, czego nie widziałem wcześniej, ale w końcu w myśl obowiązujących trendów, a nie parodystycznej pogoni za nimi. Jeśli doliczymy do tego króciutkie ekrany ładowania i ogólną responsywność uzyskiwaną dzięki dyskowi SSD, to nie pozostaje nic innego jak przyklasnąć. O takie konsole nic nie robiłem, ale miło je widzieć.

© dobreprogramy
s