Groteskowy koniec sagi z blokowaniem TikToka: administracja Trumpa zbiera burzę

Strona główna Aktualności

O autorze

Mówią, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Acz w przypadku internetu można to nieco sparafrazować: nie ruszaj społeczności, bo ona ruszy ciebie.

Donald Trump jako prezydent USA znaczną część swojej kadencji poświęcił na walkę gospodarczą z Chinami. Przypomnijmy, stał się twarzą ograniczeń narzuconych m.in. na Huaweia i ZTE i licznych zawirowań celnych. Stąd nie dziwi, że na celowniku znalazła się także największa chińska aplikacja społecznościowa TikTok, którą wedle statystyk pobrano już ponad 2 mld razy.

Postawiono ultimatum: albo TikTok zostanie sprzedany jakiejś amerykańskiej firmie, albo zablokowany. Nawiasem, podobny los miał spotkać komunikator WeChat. Oficjalnie z powodu obaw o nadmierne gromadzenie danych, ale też bez jakichś druzgocących dowodów.

Blokowanie TikToka na razie nie wychodzi

W tym przypadku amerykańskiej administracji nie poszło jednak tak zgrabnie jak ze wspomnianymi Huaweiem oraz ZTE. Microsoft, który początkowo był głównym kandydatem do wykupienia apki, ostatecznie nie potrafił porozumieć się z jej dotychczasowym właścicielem, firmą ByteDance. Drugie w kolejce Oracle niby znalazło kompromis, ale potem nabrało wody w usta i sprawa znów utkwiła w martwym punkcie.

Tymczasem wizja blokady skończyła się na planach, a właściwie w sądach. We wrześniu w Waszyngtonie zapadł wyrok, że blokując aplikacje, administracja Trumpa przekracza uprawnienia. Z kolei w październiku w Pensylwanii sąd pozytywnie rozpatrzył skargę trójki popularnych użytkowników TikToka, którzy wskazali na potencjalną utratę źródła przychodów i szkodę moralną.

Efekt? Zarówno TikTok, jak i WeChat po dziś dzień pozostają dla użytkowników w USA dostępne. A ci nie zapominają o zamieszaniu i wyszli z kontrą na miarę swych możliwości.

Cel: infolinia na protesty wyborcze

Po wyborach w USA, wszystko wskazuje na to, że dotychczas urzędującego Donalda Trumpa zastąpi demokrata Joe Biden. Niemniej jednak odchodzący prezydent nie chce pogodzić się z porażką. Oskarża rywala, komisje wyborcze i największe media o fałszerstwa. Uruchomił zarazem sieć infolinii, które mają posłużyć do zgłaszania przypadków naruszeń.

Telefony się urywają, ale bynajmniej nie z uwagi na dużą liczbę skarg – pisze ABC News. Pierwsze skrzypce odgrywają złośliwcy i żartownisie, którzy z trollingu powyborczej infolinii Trumpa urządzili sobie formę internetowego wyzwania. Tak, jak wcześniej oblewali głowy zimną wodą czy wykonywali ćwiczenia fizyczne, tak teraz dzwonią z zazwyczaj niewybrednym żartem i oczywiście często dokumentują ten fakt w social media.

Jak na ironię, głównym medium przekaźnikowym stał się właśnie TikTok. Jego amerykańską część wręcz zalewają nagrania, których autorzy rzucają do słuchawki wiązankę wyzwisk, puszczają utwory muzyczne skierowane przeciwko władzy czy drwią z zarzutów Trumpa o fałszerstwo wyborcze.

Co ciekawe, atmosferę niebezpośrednio podkręcają sami administratorzy TikToka, który—skądinąd podobnie jak Facebook—zablokowali hasztagi promujące wyborcze teorie spiskowe. A tymczasem społeczności dają wolną rękę, klasyfikując publikowane treści jako wyrażanie poglądów i humor. Sztab Trumpa na razie wstrzymuje się od komentarza.

© dobreprogramy
s