Huawei Mate 20 X 5G. Polska premiera smartfonu, który wyprzedza możliwości infrastruktury

Strona główna Aktualności

O autorze

– 5G to przyszłość światowej komunikacji, a my chcemy być na tę przyszłość gotowi – mówił Daniel Burek, menedżer ds. technologii Huawei Polska, prezentując najnowszy produkt tej marki. To Huawei Mate 20 X 5G, aka pierwszy na polskim rynku smartfon z obsługą łączności 5. generacji.

Zaraz, zaraz... jaki Mate 20, skoro na rynku triumfy święci już seria P30 – powiecie. Cóż, Mate 20 to tak naprawdę zupełnie nowa konstrukcja, choć rzeczywiście współdzieli niektóre cechy, w tym wygląd zewnętrzny, z ubiegłorocznym flagowcem. Kluczem jest wbudowany modem sieci 5G, Balong 5000, wytwarzany, podobnie jak procesor Kirin 980, w procesie litograficznym klasy 7 nm.

Balong 5000 jest sprzętem niejako wyprzedzającym swoją epokę. W Polsce nie ma jeszcze żadnej komercyjnie działającej sieci 5G, a czip Huawei wspiera nawet tzw. sieci samodzielne (SA – od ang. standalone), czyli infrastruktury kompletnie niezależne od obecnego 4G/LTE.

Deklarowana przepustowość maksymalna to 4,6 Gb/s, choć oczywiście trudno oczekiwać, by w najbliższym czasie jakakolwiek komercyjna sieć choćby zbliżyła się do tej wartości.

Grafen i komora parowa

Bądź co bądź, liczby robią wrażenie. Zresztą, nie tylko pod względem łączności. Co ponadto? Mate 20 X 5G to także ogromny wyświetlacz FullView OLED o przekątnej 7,2'', akumulator 4200 mAh i szybkie ładowanie mocą 40 W, dzięki czemu 70 proc. naładowania baterii osiągamy ponoć już w pół godziny. Mało tego, do tego dochodzi też inna nowość – technologia SuperCool.

Aby sprostać wysokiemu sygnałowaniu 5G, niezbędne okazało się zastosowanie nietypowego układu chłodzenia, składającego się z grafenowej podkładki i komory parowej. Tak, mniejszej wersji tego, co można znaleźć w konsoli Xbox One X lub wysokowydajnych kartach graficznych.

No dobra, ale żeby nie było, że zbytnio się ekscytuję – reszta nie jest tak spektakularna. Aparaty są z Mate'a 20 Pro (40 MP, 20 MP i 8 MP), a czytnik linii papilarnych na tyle – z Mate'a 20. Wygląd, o czym już wspominałem, również zdążył się opatrzyć. Mimo wszystko, przyznajcie, pierwszy na polskim rynku smartfon z 5G robi wrażenie, i to tylko tym, że po prostu wkracza na salony.

Inna sprawa, że na ten moment jego zakup ma raczej znikomy sens. Urządzenie trafi do sprzedaży pod koniec lipca, w cenie 4299 zł. Bez komercyjnie działającej sieci 5G to jednak głównie ciekawostka. Chyba że logo na obudowie i monstrualny ekran są wystarczająco szpanerskie ;)

Patrzcie, oczko mi puścił

Zejdźmy na ziemię. Pod koniec lipca ukaże się w Polsce jeszcze jeden smartfon Huawei, a mianowicie model Huawei P smart Z, wyposażony w jeszcze inną nowość – ekran Ultra FullView 6,59''.

Dlaczego "ultra"? Z powodu braku jakiegokolwiek wcięcia. Aparat przedni wysuwa się z górnej części obudowy i chowa po wyjściu z aplikacji aparatu. Producent chwali się, że mechanizm jest wyjątkowo odporny na trudy eksploatacji. Obiektyw schowa się również wtedy, gdy telefon wypadnie z ręki.

Z kwestii pobocznych, choć nie mniej istotnych – mamy tu nowy procesor Kirin 710 F z czterema rdzeniami Cortex-A73 i czterema Cortex-A53, wytwarzany w procesie litograficznym klasy 12 nm, 4 GB RAM, 64 GB pamięci na dane, dwa aparaty tylne w konfiguracji 16+2 MP, akumulator 4000 mAh oraz USB-C. W cenie 1199 zł szykuje się łakomy kąsek pod umowy abonamentowe.

Tym bardziej, że wielu z pewnością polubi P smart Z za brak "przestrzelonego" ekranu. Pomimo paru lat obecności, notche dalej są sprawą kontrowersyjną – a tu, zdaje się, osiągnięto konsensus.

© dobreprogramy