Huawei Mate 30 Pro: Smartfon bez Usług Google? Nie ma szans, abym go kupił

Strona główna Aktualności
(fot. Huawei/Evleaks)
(fot. Huawei/Evleaks)

O autorze

Premiera smartfonów Huawei Mate 30 i Mate 30 Pro już 19 września w Monachium. Internet zaczyna huczeć od przecieków. Szykuje się nam kolejny naprawdę dobrze wyposażony smartfon. Tyle że to bez znaczenia, bo jeśli Chiny w porę nie dogadają się z Google'em, to ich nowość, przynajmniej w Europie, będzie mogła posłużyć najwyżej za efektowny przycisk do papieru.

Przypomnijmy, na ten moment sprawa przedstawia się następująco. Otóż z uwagi na ograniczenia handlowe Huawei nie może skorzystać z dobrodziejstw Sklepu Play ani dostępnych w nim aplikacji. W praktyce oznacza to odcięcie nie tylko od produktów Google'a, ale zdecydowanej większości znanych i lubianych apek. Przekonałem się o tym studiując zawartość AppGallery, czyli własnościowego sklepiku Huawei. Niby apek tam pod dostatkiem, ale konkretów brakuje.

Jasne, Sklep Play jest pełen śmieci i cechuje się bezpieczeństwem z pogranicza Syreny 105 i operowania nożem w kierunku do siebie, ale zapewnia niezbędną elastyczność. Nie trzeba wcale używać aplikacji Google'a. Sam wolę na przykład Outlooka zamiast Gmaila i OneDrive'a zamiast Google Drive. Ale oba narzędzia to produkty Microsoftu, który, jak wiadomo, również jest amerykański i nie może współpracować z Huawei. Efekt jest taki, źe znany i lubiany software trzeba zastępować egzotykami, które sprawiają, że człowiek musi zapomnieć o wieloletnich schematach.

Festiwal protez oprogramowania

Najlepiej ocenianą aplikacją pocztową w AppGallery jest BlueMail. Działa całkiem żwawo i paruje się bezproblemowo z rozmaitymi skrzynkami, czy to Gmail czy Exchange, a nawet iCloud. Nie jest jednak zupełnie darmowy, gdyż wersja Free ma irytujące ograniczenia. Nie pozwala chociażby na integrację z zewnętrznymi aplikacjami, na przykład kalendarza, ani ustawienie wielu nadawców. Za takie rarytasy trzeba zapłacić ponad 70 dol. na rok. Mało kusząca wizja.

Google Drive? OneDrive? Dropbox? Zapomnijcie. Jest co najwyżej szwedzkie Degoo. Niby oferuje aż 100 GB darmowej przestrzeni i funkcje automatycznej kopii zapasowej, ale pod względem szybkości działania i synchronizacji przypomina Vistę odpaloną na atomówce. Nieco lepiej jest z nawigacją, jednak tylko samochodową. To dzięki obecności Yanosika. Dominujące pod względem liczby pobrań Maps.me, polecane do nawigacji pieszej i transportu miejskiego, nie zawiera dla Polski informacji o trasach komunikacji. Nawet w metropoliach takich jak Warszawa, Gdańsk czy Wrocław.

Co gorsza, brak Usług Google to także brak możliwości uruchomienia wybranych aplikacji, nawet w przypadku pobrania ich z zewnętrznego źródła. Komponent ten zawiera m.in. usługi lokalizacji i indeksowania plików. Jest chętnie wykorzystywany przez deweloperów z uwagi na możliwość zmniejszenia nakładu pracy. Lista narzędzi działających w oparciu o Google Play obejmuje m.in. aplikacje bankowe. Konia z rzędem temu, kto zmusi firmy trzecie do szybkiego przygotowania oddzielnych kompilacji dla urządzeń Huawei. Niektórzy pewnie to zrobią, ale nie od razu.

Teraz weź i to wytłumacz rodzicom

Oczywiście wyżej wymienione aplikacje to tylko przykłady. Takich problemów będzie więcej. I pół biedy, gdy musi sobie radzić z nimi ktoś, nazwijmy to tak, obyty z technologiami. Mojej mamie (ur. 1969) dobry kwartał zajęło przekonanie się do smartfona, po przesiadce z klasycznej Nokii. Dzisiaj chętnie przegląda wiadomości, sprawdza pocztę, robi zdjęcia. Ale zdaję sobie doskonalę sprawę, co byłoby gdybym rzucił hasłem: Mamo, odpuść sobie tego Gmaila, teraz będziesz korzystać z BlueMail.

Dla znakomitej większości użytkowników smartfona nowe aplikacje oznaczają konieczność nauki obsługi od nowa. Już abstrahując od tego całego porównania gorsze-lepsze.

Nie ma szans, abym go kupił

Może jeszcze przeszłoby to gdzieś ukradkiem w kontekście smartfonu za jedno dziecko, z marketowego kosza na szuwaks, mydło i powidło. Niemniej jednak określenie flagowiec zobowiązuje. Do tego, aby człowiek nie musiał toczyć regularnej walki z urządzeniem i samym sobą. Miał wszystko dokładnie tak, jak chce i oczekuje, a nie jak musi mieć.

Świadomie pomijam kwestie polityczne. Zwolennikiem handlowej izolacji Chin, jak powinniście wiedzieć, nie jestem. Ale rzeczywistość Huawei jest taka, jaka jest. Dlatego też nie ma szans, abym w tej chwili zainteresował się Mate 30 czy Mate 30 Pro. Huawei musi albo uporządkować sprawy z USA, albo na poważnie przysiąść do AppGallery i zaoferować rozwiązania nie gorsze od konkurencji. Premiera topowego smartfonu w tej chwili, i to w Europie, jest skazana na komercyjną porażkę. No chyba, że w Shenzhen mają jakieś asy w rękawie, o których w tej chwili nie wiemy. (I stać ich na więcej niż Lewandowskiego... w ostatnim meczu eliminacji ME z Austrią).

© dobreprogramy