Huawei Share sposobem na synchronizację laptopa i smartfonu. Tak wygodnie jeszcze nie było

Strona główna Aktualności

O autorze

Na specjalnej konferencji w Barcelonie, poprzedzającej MWC 2019, Huawei zapowiedział premierę trzech nowych modeli laptopów. Jednostki te są elementem wspólnego ekosystemu Huawei Share, który ma pomóc w zbudowaniu spójnej platformy biznesowo-rozrywkowej, bazując na jednoczesnym zaangażowaniu laptopa i smartfona marki Huawei.

Można by rzec, że Huawei chce, aby laptop i smartfon mogły się wzajemnie dopełniać. Nie chodzi już tylko o samą wymianę danych, ale także, a może przede wszystkim rozwój towarzyszących temu procesowi funkcjonalności.

Posiadając któregoś z nowych notebooków Huawei i telefon tej marki z modułem NFC i EMUI 9.0 lub nowszym, wystarczy dotknąć smartfonem panelu roboczego laptopa, aby zainicjować transmisję plików multimedialnych. Przy czym jeśli zrobi się to wyświetlając na smartfonie zdjęcie z galerii, to rzeczone zdjęcie zostanie przesłane na dysk komputera. W przeciwnym razie smartfon pobierze rzut ekranu (z peceta) i wyciągnie z niego kluczowe dane, w tym tekst w formie umożliwiającej edycję,

Tu otwiera się niezwykle szerokie pole do manewru, co producent zobrazował na przykładzie pracy w programie PowerPoint. Najpierw wykorzystał funkcję OneHop, jak zwie się rozwiązanie pozwalające na przesyłanie zdjęć do komputera, aby uzupełnić brakującą fotografię. Następnie, analizując zawartość zrzutu, przesłał zmodyfikowany plik PPT do pamięci wewnętrznej telefonu.

A to nie koniec, gdyż układankę dopełnia jeszcze wspólny schowek. Innymi słowy: tekst i pliki skopiowane na jednym urządzeniu, można do woli wklejać na drugim.

Producent widzi to tak, że dzisiejszy użytkownik pracuje zarówno na laptopie, jak i smartfonie. Część rzeczy jest mu wygodniej zrobić na laptopie, część – na smartfonie. Zespolenie tych urządzeń sprawia, że otrzymujemy najwygodniejsze możliwe środowisko do pracy i rozrywki.

Nowy Matebook X Pro bryluje audio

Jak już zostało powiedziane, Huawei Share przewidziano dla co najmniej trzech laptopów. Są to: flagowy Matebook X Pro, a także nieco tańsze Matebook 14 i 13.

Matebook X Pro, zwany teraz Nowym Matebookiem X Pro, jest bezpośrednim rozwinięciem analogicznego modelu z ubiegłego roku. Urządzenie wyposażono w 13,9-calowy ekran FullView, który ma rozdzielczość 3000 x 2000 pikseli, jasność równą 450 nitów, kontrast 1500:1 i ponoć 100-proc. pokrycie palety sRGB. Według oficjalnych danych, matryca zajmuje aż 91 proc. powierzchni klapy laptopa; i rzeczywiście gołym okiem widać dominację wyświetlacza nad minimalnym obramowaniem.

Dodatkowo, panel jest dotykowy, dzięki czemu obsługuje proste gesty, na czele z gestem pozwalającym wykonać zrzut ekranu przez przesunięcie trzema palcami.

Co pod maską? Niskonapięciowy procesor Intela z rodziny Whiskey Lake, czyli Core i7-8565U lub Core i5-8265U, a także do 16 GB RAM, dedykowana grafika NVIDIA GeForce MX250, dysk półprzewodnikowy na PCI Express i karta sieci Wi-Fi o przepustowości 1733 Mb/s.

Ponadto, firma z Shenzhen chwali się wsparciem dla interfejsu Thunderbolt 3, włącznie z obsługą zewnętrznych kart graficznych, i czterema głośnikami w systemie Dolby Atmos.

Mieliśmy okazję testować chwilę audio nowego Matebooka X Pro w specjalnym, odizolowanym akustycznie pomieszczeniu. Jest to na pewno jeden z lepiej grających komputerów tego typu, a przy tym ma jedynie 14,6 mm grubości w najszerszym punkcie.

Co zaskakujące, nie wpływa to bardzo negatywnie na chłodzenie. Po chwili eksperymentów z Cinebench R15, udało się ustabilizować taktowanie procesora na poziomie 2,6 GHz; podobnie jak w przypadku znacznej większości konkurencji o równie smukłej obudowie.

Matebook 14 i 13 jako tańsza alternatywa

Przechodząc do Matebooka 14 i Matebooka 13, są to po prostu ekonomiczne wersje Matebooka X Pro o przekątnej ekranu analogicznej do nazwy. Rozdzielczość matrycy jest niższa, równa 2160 x 1440, a dotyk to funkcja wyłącznie opcjonalna. Idąc dalej, karta sieciowa osiąga bardziej standardowe 867 Mb/s, głośniki są dwa, nie cztery, brakuje TB 3.

Wreszcie, Matebook 13 ukazuje się ze starszym układem graficznym, GeForce MX150, lub kompletnie bez niego; wyłącznie z integrą Intel UHD 620.

Z czego, naszym zdaniem, to właśnie zwykłe Matebooki mają szansę stać się laptopami dla każdego, szczególnie w Polsce. Różnice w wykonaniu są nieznaczne; fakt faktem całkowicie aluminiowy korpus zastępuje dwudzielna obudowa, gdzie tylko klapa i panel roboczy są aluminiowe, a spód z tworzywa sztucznego, ale na pierwszy rzut oka tańsze modele są wykonane równie dobrze co flagowiec.

Trzynastka dysponuje też zaczerpniętym z flagowca systemem chowania klawiatury i równie solidną klawiaturą samą w sobie. Mało tego, każdy jeden Matebook z 2019 roku może pochwalić się czytnikiem biometrycznymi zaszytym we włączniku i ładowarką USB-C 65 W. (Matebook 14 i 13 mają dodatkowy plusik w postaci klasycznych USB typu A).

Istotne różnice dotyczą cen. Matebook 13 pojawi się w sklepach jako pierwszy, stąd znamy już nawet jego ceny na rynek polski. Za podstawową wersję z Core i5, 8 GB RAM, SSD 256 GB i UHD 620 zapłacimy bardzo przyzwoite 3899 zł. Podobny model z GeForce MX150 kosztuje 4199 zł, a najwyższą specyfikację (dodatkowo: Core i7 i SSD 512 GB) wyceniono na 5299 zł.

Matebook 14 jest o 100 euro droższy w każdym wydaniu. Matebook X Pro natomiast startuje od 1599 euro, a więc około 6925 zł, i ciągnie się aż do 1999 euro, czyli blisko 8660 zł.

© dobreprogramy
s