Intel po raz kolejny uderza toporem w dyski SSD. QLC to nie koniec okrawania pamięci

Strona główna Aktualności
(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

O autorze

Na imprezie Memory and Storage Day 2019 w Seulu Intel przedstawił nowy model dysku SSD, 665p. Urządzenie zastąpi bardzo popularnego 660p, oferując szybsze transfery. Najciekawsze jest jednak to, co niebiescy powiedzieli na temat dalszego rozwoju pamięci półprzewodnikowych.

Odchodzący na emeryturę 660p bazuje na 64-warstwowych kościach QLC. Nowy 665p zaoferuje moduły 96-warstwowe. Efektem, jak deklaruje producent, jest wzrost szybkości zapisu i odczytu sekwencyjnego z około 1,3 do 1,8 GB/s. Niemniej to oczywiście wyniki szczytowe, które obydwa nośniki osiągają tylko przy minimalnym zapełnieniu, działając na buforze wysokiej wydajności. Bądź co bądź, postęp jest, a to mimo wszystko cieszy, zważywszy na niską półkę cenową.

Ale tym, co w kontekście konferencji Intela robi szczególe wrażenie, jest przedstawienie planów na przyszłość. Okazuje się, że niebiescy nie chcą poprzestawać na standardzie QLC i zamierzają wpakować w komórkę pamięci jeszcze jeden bit. To imponujący przykład... oszczędności.

Z pamięciami NAND jest trochę tak, jak z corocznym wydawaniem flagowego smartfonu. Najpierw producenci robią wrażenie na kliencie supermożliwościami, a potem sukcesywnie z nich rezygnują, tworząc pookrawane warianty. Zaczęło się od wysokowydajnych SLC, gdzie na jedną komórkę przypada jeden bit danych. Później pojawiły się dwubitowe MLC, trzybitowe TLC, aż wreszcie przyszła kolej na czterobitowe QLC. Większe zagęszczenie oznacza niższe koszty produkcji, a co za tym idzie bardziej przystępną cenę końcową. Tylko kosztem wydajności i żywotności.

Oczywiście nikt tu nie mówi wprost: tak, będziemy klepać tandetę. Rzeczywiste intencje kryją się za dumnie brzmiącym hasłem Floating Gate Cell Technology. W objęty tajemnicą sposób inżynierowie Intela zmodyfikowali tzw. bramkę pływającą, czyli bramkę w tranzystorze, która jest elektrycznie odizolowana i w kwestii stanu zależna od przechowywanego ładunku.

W istocie rzeczy wszystkie pamięci reprogramowalne, pomijając skrajne przypadki pokroju kompletnie beztranzystorowych 3D XPoint, korzystają z tranzystorów z bramkami pływającymi. Myk jest taki, że te intelowskie mają lepiej znosić zagęszczanie.

Na 2020 rok zapowiedziano QLC NAND 144-warstwowe, a kolejnym krokiem są właśnie wspomniane pięciobitówki. Trochę paradoksalnie, premiera samych QLC jakoś znacząco na ceny dysków nie wpłynęła. Za to spadła wydajność najtańszych modeli. Nieciekawie to wygląda.

© dobreprogramy