Janusz Korwin-Mikke wyleciał z Facebooka. Społecznościowy gigant znowu daje mu lekcję kapitalizmu

Strona główna Aktualności

O autorze

Mający prawie 800 tys. polubień na Facebooku profil Janusza Korwin-Mikkego został skasowany. Wolnościowa prawica oburza się na giganta, a ja zadaję pytanie: czy to nie o taką rzeczywistość walczycie?

W czwartek fanpage Janusza Korwin-Mikkego zniknął z Facebooka. Do sprawy na Twitterze odniósł się sam zainteresowany, który w ostrych słowach stwierdził, że konto usunęli "z kompletnie niezrozumiałych powodów Faszyści i Bolszewicy".

- W imię pielęgnowania wolności słowa i szacunku wobec wolnego wyboru czytelników apelujemy o przywrócenie strony, którą obserwowało 800 000 Polaków! - napisał z kolei inny wolnościowy polityk, Konrad Berkowicz.

Korwin-Mikkego żal mi nie jest, bo lider 376 wolnościowych partii (z czego 375 oczywiście nie istnieje) swoimi wypowiedziami na taką decyzję sobie pewnie zapracował. Ale moje antypatie nie mają tu nic do rzeczy, bo nie o Korwina tu chodzi.

Wczoraj Facebook zbanował edukatorów ds. bezpiecznego zażywania narkotyków, dzisiaj banuje Korwin-Mikkego, a jutro skasuje Bednarka. Wszystkie przypadki będzie można opisać parafrazą kultowej sceny: nie mamy pańskiego konta i co nam pan zrobisz?

Jako użytkownik Facebooka chciałbym wiedzieć, za co Korwin-Mikke wyleciał. Wpisuję w wyszukiwarkę nazwę profilu, a serwis wypluwa mi np. taki komunikat: to konto zostało usunięte z powodu obrażania niepełnosprawnych.

Ale Facebook od dawna tak nie działa.

Wolny rynek, szybkie bany

Teraz sytuacja jest ironiczna. Wolnościowcy się oburzają, ale przecież tego właśnie chcieli. Prywatna firma podejmuje decyzje i nic nam do tego. A jeśli Korwin-Mikke i jego wyznawczy czują się poszkodowani, niech sprzedają paróweczki założą swój własny portal społecznościowy i pokonają giganta. Tak działa wolny rynek, prawda? A Korwin-Mikke z 800 tys. liczbą fanów to społeczność nie w kij dmuchał.

Wiem, wiem. Wolnościowcy zaczną tłumaczyć, że to tak nie działa. Że owszem, prywatna firma może robić co chce, ale nie może działać wbrew sobie. Musi szanować istotną grupę klientów, traktować wszystkich sprawiedliwie, w imię własnego dobra.

Tyle że Facebook pokazuje, że takie poglądy to mrzonki. Współczesny kapitalizm doprowadza właśnie do takich sytuacji. Tworzą się monopoliści, którym nikt i nic nie może zaszkodzić. Facebook jest tak mocny, że Mark Zuckerberg zapowiadał sądową batalię, gdyby Elizabeth Warren została prezydentem USA i chciała doprowadzić do podziału technologicznych gigantów.

To mówi wszystko. Facebook był gotowy walczyć z własnym państwem. Ale nie to jest z punktu widzenia użytkowników najgorsze. Najgorsze jest to, że Zuckerberg był pewien, że jest w stanie tę walkę wygrać. Korporacja nie boi się niczego.

Państwo musi ingerować w działania Facebooka

Facebook potrzebuje kontroli. Ale przecież zarówno Korwin-Mikke, jak i jego wyznawcy, wzbraniają się przed myślą, że państwo może ingerować w działanie korporacji. Tymczasem to jedyny sposób, aby wymusić na Facebooku przejrzystość. Bez konkretnych wymogów i przepisów serwis nigdy nie stanie się transparentny.

Mieliśmy tego przykład w kraju. Swego czasu współpraca z Ministerstwem Cyfryzacji i stworzenie "punktu kontaktowego" sugerowała, że gigant jest gotowy na to, by poddać się zewnętrznej kontroli. Teoria swoje, praktyka swoje.

Potem przyszło miganie się od wyroku sądu w sprawie Społecznej Inicjatywy Narkopolityki. Okazało się, że system odwoływań jest do niczego, bo ostateczna decyzja i tak należy do Facebooka, o czym pisał Bolesław Breczko na WP Tech:

Bez zaskoczenia sprawa po raz kolejny została rozpatrzona negatywnie. Nie spodziewam się, że decyzja zostanie zmieniona, ale miałem nadzieję, że chociaż dostanę informację o tym, w jaki sposób naruszyłem standardy społeczności FB. Nic takiego się nie stało.

Nic dziwnego. Z Facebookiem nie wolno się dogadywać, od Facebooka trzeba wymagać. Ale tego wolnościowcy w życiu by nie chcieli. No to niech teraz cierpią. Ja bez Korwina na Facebooku mimo wszystko wytrzymam.

© dobreprogramy
s