r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Kolejne zmiany w Canonical: czystki w domu Ubuntu

Strona główna AktualnościBIZNES

W ubiegłym miesiącu Canonical, producent Ubuntu, ogłosił odejście od środowiska Unity i powrót do porzuconego przed laty Gnome'a. Wiele osób powitało tę decyzję z radością jednak, jak się okazuje, był to tylko początek zmian, które wywołały w firmie prawdziwe trzęsienie ziemi.

O zmianie dowiedzieliśmy się 5 kwietnia, kiedy to Mark Shuttleworth, założyciel Canonical, bezceremonialnie oznajmił na blogu, że firma musi skupić się na wzroście, w związku z czym w ciągu roku nastąpi powrót do Gnome'a. Ogłosił koniec Unity, Ubuntu Touch i Convergence. Wybraliśmy inwestycje w te obszary naszej działalności, które przyczyniają się do wzrostu firmy, napisał Shuttleworth i wymienił najważniejsze obecnie obszary działalności. Obszary te to przede wszystkim Ubuntu dla serwerów, Internet Rzeczy, a także produkty związane z chmurami, takie jak OpenStack, Kubernetes, MAAS, LXD, JuJu, BootStack oraz Ubuntu Core.

Pojawiły się pogłoski, że poprawienie finansów Canonical ma przyciągnąć inwestorów, a to z kolei ma pozwolić firmie wejść na giełdę. W celu uspokojenia nastrojów założyciel Canonicala zaoferował pracownikom udziały w firmie, a redaktorzy serwisu TechRadar twierdzą na tej podstawie, że Canonical chce w ciągu 4 lat rozpocząć publiczną sprzedaż swoich akcji.

r   e   k   l   a   m   a

Ze stanowiska dyrektora generalnego odeszła niezwykle popularna Jane Silber, a nowym szefem został sam Shuttleworth. Silber dostała klasycznego kopa w górę. Formalnie została awansowana i po trzymiesięcznej przerwie trafi do rady dyrektorów, jednak nie będzie decydowała o codziennej pracy firmy. Podobno Silber była wściekła, nie wiadomo jednak, czy z powodu utraty wpływów czy też z powodu tego co stało się z pracownikami. A na tym polu, jak to zwykle w przypadkach poważnych zmian, nie dzieje się najlepiej.

Ogłoszono, że zwolnieniami zagrożonych jest około 100 osób i bardzo szybko zaczęto wypowiadać umowy. Niektórzy pracownicy twierdzą, że w firmie spodziewano się jakichś poważnych ruchów w okolicach kwietnia. Jednak, jak to zwykle bywa, są i pracownicy, którzy mają żal do pracodawcy, w jego działaniach węszą podstęp i są zaskoczeni. Już 12 kwietnia zwolniono 40 osób zatrudnionych na kontraktach. Zwolniono też 29 stałych pracowników, jeden zrezygnował, a 53 czeka w napięciu, co się z nimi stanie.

Najpoważniejszy cios spadł na pracowników z USA. Wiele pracujących na kontraktach osób zorientowało się, że mają kłopoty, gdy anulowano ich konta w sieci wewnętrznej i wypowiedziano ich ubezpieczenia zdrowotne. Więcej szczęścia mieli ci, którzy współpracowali z Canonicalem od ponad 10 lat. Im wręczono 2-tygodniowe wypowiedzenia. Rozgoryczenie pracowników pogłębia obawa o utratę rocznej premii. Każdego roku w kwietniu dokonywany był audyt osiągnięć pracowników i na jego podstawie wyliczano premię, która mogła sięgać nawet 10 procent zarobków. Kilka tygodni temu audyt przesunięto na maj. Teraz wszyscy wiemy dlaczego, powiedział dziennikarzom anonimowy pracownik Canonicala.

Trzeba tutaj podkreślić, że Canonical prowadzi swoje działania zgodnie z prawem, a różnice w traktowaniu zwalnianych pracowników wynikają w dużej mierze z faktu, że firma pracuje z osobami z ponad 80 państw na świecie, w których obowiązuje różne prawo pracy. Jednak zawiedzeni pracownicy mówią, że nie tego się spodziewali. Że przecież Canonical to „jedna wielka rodzina”, a sama nazwa Ubuntu, oznaczająca m.in. wiarę w „uniwersalną więź łącząca całą ludzkość”, zobowiązuje. Jako żywo przypomina to szok, jakiego wiele osób doznało, gdy zauważyło, że firma reklamująca się hasłem "Don't be evil" nie powstała po to, by płacić zatrudnionym za przychodzenie do biura i realizowanie siebie oraz spędzanie czasu w miłym towarzystwie, ale podlega mechanizmom rynkowym i musi zarabiać pieniądze.

Najwyraźniej nadszedł czas, by przestać traktować Canonical jako kosztowne hobby pana Shuttlewortha (straty za ostatni rok sięgnęły kwoty 3,3 miliona dolarów), który lubi zapewniać obcym sobie ludziom rodzinną atmosferę, a należy widzieć w tym zarabiające pieniądze przedsiębiorstwo. A skoro tak, to musi się ono skupić na tych dziedzinach, która mogą mu te pieniądze zapewnić. Zdaniem Shuttlewortha, są to Ubuntu, chmury i Internet Rzeczy.

Czy nowa strategia przyniesie korzyści, okaże się w przyszłości. Na razie Canonical, jako że jej akcje nie są w obrocie publicznym, nie musi tak szczegółowo jak spółki giełdowe informować o swoich planach, działaniach i finansach. Wielką niewiadomą pozostaje reakcja profesjonalistów i społeczności skupionej wokół Wolnego Oprogramowania. Dobry PR to w obecnych czasach bardzo ważna rzecz, a oficjalna zmiana „wielkiej opensource'owej rodziny” w spółkę giełdową może zrazić do Canonicala wiele osób.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.