r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Krokodyle łzy Microsoftu – historia z Gwx.exe pokazała, że firma z Redmond może wszystko

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Szef marketingu Microsoftu Chris Caposella może teraz sobie przepraszać na łamach podcastu Windows Weekly za agresywną kampanię Get Windows 10, w której posunięto się w pewnym momencie do zmiany funkcjonowania przycisku zamykającego okno, by podstępem tym nakłonić użytkowników do aktualizacji, ale to już wszystko nie ma znaczenia. Microsoft osiągnął co chciał, w ciągu roku Windows 10 podwoił swoje udziały na globalnym rynku, a rozwój samego systemu odbywa się w bezprecedensowym dla firmy tempie – przecież tuż przed Świętami „dziesiątka” doczekała się kompilacji oznaczonej okrągłym numerem 15000.

Czy jednak powinniśmy przyjąć to wszystko za dobrą monetę? Te dwa bezprecedensowe eksperymenty w dziedzinie marketingu systemów operacyjnych, jakie Microsoft przeprowadził od premiery Windowsa 10, pokazały, że zwykli użytkownicy komputerów osobistych nie są grupą, którą należy się jakoś szczególnie przejmować. To jednak nie wszystko, pokazały też, że zwykli producenci komputerów osobistych nie są grupą, którą należy się jakoś szczególnie przejmować. Oprogramowanie plus usługi – tylko to ma znaczenie, a w świecie Windows, Microsoft ma nad nimi sprawować pełną kontrolę.

Pierwszy z tych eksperymentów to oczywiście oferowanie darmowej aktualizacji systemu dla wszystkich użytkowników Windows 7 i Windows 8/8.1. Drugi to oczywiście gwx.exe, Get Windows 10, podczas którego przez wiele miesięcy Microsoft testował, jak daleko może się posunąć w inżynierii społecznej, by nakłonić użytkowników do migracji. Zaczęło się od zmiany statusu aktualizacji, z opcjonalnej na rekomendowaną. Potem zmiany w interfejsie aktualizacyjnej tej „nagabywaczki” zaczęły uwypuklać konieczność aktualizacji, sugerowac, że właściwie nie ma innej możliwości. Wreszcie zaś, by dobrać się do tych, którzy przez poprzednie miesiące aktywnie unikali uaktualnienia, firma z Redmond zdecydowała się złamać własne zasady.

r   e   k   l   a   m   a

Na łamach Windows Dev Center możemy zapoznać się ze schematem okna dialogowego Windows. To porządnie napisany artykuł, określający jak powinny zachowywać się okienka. Wytłuszczonym fontem autorzy dokumentu informują: Przycisk Zamknij na belce tytułowej powinien mieć ten sam efekt co Anuluj lub przycisk zamknięcia wewnątrz okna dialogowego. Nigdy nie nadawaj mu takiego samego efektu jak przyciskowi OK.

Deweloperów aplikacji Gwx.exe najwyraźniej te wytyczne nie dotyczyły, więc jak pamiętamy w pewnym momencie zdecydowali się na zmianę efektu przycisku Zamknij na OK, by w ten sposób zatwierdzić rekomendowaną aktualizację systemu do Windowsa 10. Jednocześnie firma dokonała aktu dwójmyślenia godnego zaawansowanych adeptów angsocu – w Microsoft Knowledge Base wyjaśniając: jeśli zamkniesz okienko powiadomienia, uaktualnienie zostanie przeprowadzone w zaplanowanym terminie. Jeśli ktoś zamknął okno i sobie tym samym zaktualizował Windowsa, to sam sobie winien, trzeba było czytać dokumentację (oczywiście tę właściwą dokumentację, Microsoft Knowledge Base, a nie jakieś Windows Dev Center).

Walka z Gwx.exe była ważnym tematem większości serwisów IT w 2016 roku – i nie ukrywajmy, media lubią teraz sobie myśleć, że ten czarny PR, jaki zdołaliśmy wytworzyć wokół praktyki Microsoftu doprowadził jeśli nie do zaprzestania nagabywań przez Gwx.exe, to przynajmniej do pewnego ucywilizowania tej praktyki.

Tyle że to mydlenie sobie oczu. Przekonać się możemy o tym z opowieści Chrisa Caposelli we wspomnianym na początku podcaście. Przedstawia on cały ten eksperyment z gwx.exe z perspektywy kogoś w środku:

(…) wiem, że chcieliśmy by ludzie mieli Windows 10 ze względów bezpieczeństwa, ale szukanie równowagi, w której nie przekraczasz granicy bycia zbyt agresywnym było czymś, co próbowaliśmy długo przez rok, myślę że w końcu się nam udało, ale był ten szczególny moment, wiecie, z tym oknem dialogowym i czerwonym X, który zwykle oznaczał anuluj, a nagle przestał oznaczać anuluj.

W ciągu kilku godzin od wydania, słuchając reakcji, wiedzieliśmy że posunęliśmy się za daleko i wtedy, oczywiście, zajmuje trochę czasu wycofanie aktualizacji która zmienia to zachowanie. Te dwa tygodnie były dla nas dość bolesne, byliśmy pokazani w złym świetle. Oczywiście wiele się z tego nauczyliśmy.

W podcaście, w którym uczestniczyli też przecież ważni ludzie z microsoftowej blogsfery – Paul Thurrott oraz Mary Jo Foley, ta deklaracja przeszła bez większego echa. Tak jakby zupełnie w porządku było stosowanie socjotechnicznych sztuczek wobec użytkowników, tak jakby zupełnie normalne było czekanie dwa tygodnie na wycofanie wrogiej użytkownikom aktualizacji. Sympatyczny ton rozmowy z wysokiej rangi menedżerem Microsoftu pokazuje, że firma z Redmond naprawdę wiele się z tego nauczyła. Tyle że nauczyła się zupełnie nie tego, czego moglibyśmy chcieć, wręcz przeciwnie. Robimy co chcemy, testujemy jak daleko możemy się posunąć, jak się posuniemy za daleko, to przez dwa tygodnie przetrzymamy burzę, potem w okrągłych słowach przeprosimy. Dziennikarze znów będą dla nas mili.

Jak może być bowiem inaczej? Mija w końcu rok 2016, kolejny rok, w którym Windows nie ma realnej alternatywy na desktopie, kolejny rok, w którym rynek pozytywnie weryfikuje Microsoft, kolejny rok, w którym większość branży IT musi tańczyć, jak ten Microsoft im zagra. Wspomniany na początku drugi eksperyment, ten z darmową aktualizacją Windowsa, uderzył przecież producentów PC nieźle po kieszeni – a jednak co mogli zrobić innego, jak tylko zrobić dobrą minę do złej gry? Nie są Apple, jedyne co potrafią, to składać z cudzych klocków urządzenia, na których działa platforma Microsoftu. A teraz w dodatku ten Microsoft zamienia się sam w firmę produkującą sprzęt, swoimi urządzeniami Surface konkurując w najbardziej lukratywnym segmencie premium.

Tak, Microsoft się uczy w tej branży szybciej, niż cała reszta. Woody Leonhard może sobie na swoim blogu pisać, że kampania Get Windows 10 zrobiła więcej dla zniszczenia reputacji Microsoftu niż cokolwiek, co wcześniej napotkał. Załóżmy, że Woody ma rację, to człowiek który pisze dobrze sprzedające się książki o produktach Microsoftu od 25 lat – ale co z tego? Była to jakaś specjalna reputacja? Może i faktycznie znajdą się oburzeni klienci, którzy jeszcze kilka lat będą rękami i nogami zapierali się przed instalacją Windowsa 10, ale i oni ulegną. Z czasem ich stare komputery się popsują, a nowe będą dostępne tylko z „dziesiątką”.

Ci oburzeni klienci nie robią bowiem niczego znaczącego. Nie instalują Ubuntu czy Fedory, nie inwestują w firmy programistyczne piszące specjalistyczne oprogramowaie na Linuksa… nie, oni siedzą po prostu na Windows 7, utrwalając swoje windowsowe nawyki. Ich oburzenie jest w zasadzie niegroźne. W końcu minie. A kolejne lata utrwalenia windowsowych nawyków sprawią, że skoku w bok, poza ekosystem Microsoftu nie zrobią – w końcu na ich biurkach znajdzie się jakiś Windows 10 build 30000.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.