LG Nexus 5X – test nieskalanego Androida w zbyt wysokiej cenie

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Do niedawna smartfony z serii Nexus były bardzo dobrym wyborem dla każdego fana Androida. Oferowały wydajną specyfikację w cenie atrakcyjniejszej od konkurencji, a dodatkowo pracowały pod kontrolą czystego Androida, mogącego pochwalić się świetnym wsparciem. Ostatnio jednak coś poszło nie tak, Nexus 6 wyprodukowany przez Motorolę był drogi, a jego 6-calowy wyświetlacz dla wielu użytkowników poprzednich Nexusów był po prostu za duży. Nie był to zły smartfon, wręcz przeciwnie, dostaliśmy świetne urządzenie, niestety jedyną cechą łączącą go z serią Nexus był czysty Android. Fani zaczęli szukać alternatywy i co ciekawe, dostarczyła im jej właśnie Motorola z serią Moto. Mobilne urządzenia firmy należącej obecnie Lenovo zapewniają dobrą specyfikację w atrakcyjnej cenie i Androidem pozbawionym zbędnej nakładki i tysiąca aplikacji producenta.

Na szczęście nie musimy żegnać się z Nexusami (taką mam nadzieję), a to za sprawą nowego modelu stworzonego przez LG – Nexusa 5X. Smartfon koreańskiego producenta nie będzie miał jednak łatwo, konkurencyjna seria Moto jest naprawdę silna.

Prosty, szczupły i nawet zgrabny

Nowy Nexus kontynuuje tradycje i nie powoduje zachwytu wyglądem czy użytymi materiałami. Nie jest on jednak brzydki, prosta bryła 5X ma w sobie to coś i mi osobiście się spodobała. Urządzenie dobrze leży w dłoni, osoba o przeciętnej długości palców bez problemu obsłuży je jedną ręką. Całość ma dokładnie 147,0×72,6×7,9 mm i waży 136 gramów. Takich wymiarów z pewnością nie można się wstydzić, Nexus 5X wypada całkiem nieźle, zwłaszcza na tyle spasionej konkurencji – Moto X Play czy Moto X Style ma w talii 11 mm.

Cały front, nie licząc dwóch maskownic głośników, znalazł się pod warstwą szkła Gorilla Glass 3. Warstwa chroniąca charakteryzuje się wysoką odpornością na zarysowania i niestety niską na odciski zatłuszczonych palców. Przy dobrym oświetleniu odciski te są dobrze widoczne, co negatywnie wpływa na wygląd całego smartfona. Na przodzie umieszczona została także kamerka i dioda powiadamiająca o nieodebranych powiadomieniach. Nie ma tu żadnego fizycznego przycisku interfejsu, wszystko dostajemy wirtualnie, na wyświetlaczu. W miejscu połączenia szkła z tworzywem sztucznym krawędzie minimalnie wystają i są trochę zbyt ostre.

LG zdecydowało się na tworzywo sztuczne. Zwolennicy aluminium czy szkła będą więc zawiedzeni. Tak szczerze to nie wiem co myśleć o materiałach zastosowanych w Nexusie 5X. Na pewno plecy mogłyby stawiać większy opór palcom. Niepokojące są zarysowania na egzemplarzu, który trafił do mnie do testów. Niektóre rysy są dość głębokie i szpecące. Mocno starty jest plastik otaczający obiektyw kamery. Początkowo byłem przekonany, że w 5X zastosowano tworzywo sztuczne dość niskiej jakości, ale przez kilkanaście dni testów nie pojawiła się żadna nowa ryska. Myślę, że ten egzemplarz po prostu nie miał szczęścia i wcześniej wpadł w ręce jakiegoś sadysty, pastwiącego się nad smartfonami.

Z tyłu Koreańczycy umieścili wystający obiektyw kamery, tuż pod nim znajduje się czytnik linii papilarnych, a z lewej strony podwójna dioda LED i laserowy autofocus. Na środku zobaczymy duży napis Nexus, a na dole mniejszy LG. Na górze umieszczono mikrofon, przeciwna strona to drugi mikrofon, złącze audio i USB Type-C. Prawa strona to dwa przyciski fizyczne – regulacja głośności i włącznik. Minimalnie wystają, mają zauważalny skok i wyglądają solidnie. Na lewym boku umieszczono tylko szufladkę na kartę nanoSIM. Zabrakło gniazda na kartę pamięci, co jego dużą wadą, tym bardziej, że podstawowa wersja oferuje skromne 16 GB nad pliki użytkownika. Nie mamy także łatwego dostępu do akumulatora, w teorii wymienić go może wyłącznie autoryzowany serwis.

Całość pod względem spasowania elementów robi bardzo dobre wrażenie, nic nie skrzypi pod mocniejszym naciskiem i żaden element nie wygląda jakby miał odpaść przed końcem gwarancji. Jak już wcześniej wspomniałem – niepokojące były widoczne ślady po poprzednim użytkowniku, ale myślę, że ten egzemplarz trafił na osobę, która nie obchodziła się z nim zbyt delikatnie.

Świetne kolory, wydajne podzespoły i zadowalający czas pracy

Większość powierzchni na przodzie to 5,2-calowy wyświetlacz, który otoczony jest przez czarne i szczupłe ramki. Ekran został wykonany w technologii IPS. Otrzymujemy świetnie odwzorowane kolory, jedne z lepszych jakie miałem przyjemność oglądać. Doczepić można się do głębi czerni, ogólnie jest całkiem dobrze, ale do tego co możemy zobaczyć w Lumiach z technologią ClearBlack jednak brakuje. Rewelacyjnie wypadają kąty widzenia, a maksymalna jasność pozwala na komfortowe korzystanie w słoneczny dzień. Automatyczne dostosowanie jasności do warunków zewnętrznych działa bardzo dobrze, w dzień ekran jest odpowiednio jasny, nocą można sięgnąć po smartfon bez obawy o oślepienie.

Rozdzielczość Full HD (1920×1080 pikseli) przy 5,2 calach daje zagęszczenie pikseli na poziomie 424 ppi. Taka wartość zapewnia ostry obraz, nawet jeśli na wyświetlacz patrzymy z kilku centymetrów. Zastosowana warstwa ochrona stawia minimalny, nieodczuwalny opór palcom, co przekłada się na komfortowe mazanie po wyświetlaczu. Niestety, po tym mazaniu pozostają dobrze widoczne odciski palców.

We wnętrzu pracuje 64-bitowy procesor Snapdragon 808. W jego skład wchodządwa rdzenie Cortex-A57 o taktowaniu 1,8 GHz i cztery rdzenie Cortex-A53 taktowane zegarem 1,4 GHz. Za przetwarzanie grafiki odpowiada natomiast GPU Adreno 418. Ten sam układ znajdziemy chociażby w LG G4 czy Lumii 950. Producenci sięgali po Snapdragona ze względu, że był dobrą alternatywą do przegrzewającego się topowego Snapdragona 810. Zapewnia on komfortową pracę z bardziej rozbudowanymi aplikacjami i płynną animację w grach z ładniejszą grafiką.

W modelu, który dostałem do testów do dyspozycji otrzymujemy 2 GB RAM i zaledwie 16 GB na pliki, z czego dostępnych jest około 10 GB. Niestety nie mamy możliwości rozbudowania dostępnej pamięci za pomocą karty pamięci. Na rynku dostępna jest wersja 32 GB, ale za tą dodatkową przestrzeń musimy zapłacić około 1900 zł, a przecież w tej cenie dostaniemy już LG G4 z 3 GB RAM i pleckami pokrytymi skórą. Niestety, wariant 32 GB uświadomił mi, że nowy Nexus nie zachował ogromnej zalety poprzedników – atrakcyjnej ceny. 5X dobrze za to wypada pod względem zastosowanych modułów łączności, znajdziemy w nim Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 4.2, GPS, GLONASS oraz NFC.

Akumulator o pojemności 2700 mAh zapewnia zadowalający czas pracy. Przy podświetleniu wyświetlacza ustawionym na około 50%, korzystaniu z Google Chrome, oglądaniu filmików na YouTube i używaniu Instagrama, Messengera i Snapchata, po ładowarkę sięgałem codziennie, czyli tak samo jak u konkurencji i rzadziej niż w przypadku Samsunga Galaxy S6. Jeśli jednak damy 5X trochę odetchnąć, to wytrzyma on 2-3 dni. Producent zastosował funkcję szybkiego ładowania, która pozwala na pełne naładowaniu w nieco ponad godzinę. Należy pamiętać, że ładowarka musi posiadać złącze USB Type-C.

Szybki, stabilny i dobrze zbierający odciski

Smartfon LG jak przystało na urządzenie z dużym, wyraźnym napisem Nexus na plecach, działa pod kontrolą czystego Androida. Nie uświadczymy więc mulącej nakładki producenta, tysiąca zbędnych aplikacji i usług, które najczęściej powodują tylko irytację użytkownika. W dniu pisania recenzji na 5X zainstalowana była wersja 6.0.1 Marshmallow. System działa szybko, na nasze polecenia reaguje natychmiastowo, równie sprawnie uruchamiane są aplikacje systemowe. Dla mnie zaletą jest brak wybranych aplikacji Google, takich jak chociażby Google+. Oczywiście Gmaila, Chrome czy innych niezbędnych (według Google) aplikacji nie zabrakło.

Przez kilkanaście dni testów nie udało mi się przyzwyczaić do domyślnej aplikacji do przeglądania zdjęć. Nastawiona jest ona na wyświetlanie zdjęć znajdujących się w chmurze Google, a każda inna, która zapisana jest tylko na pamięci urządzenia oznaczona jest sporą ikonką przekreślonej chmury. Dodatkowo tuż po uruchomieniu wyświetlane są wyłącznie zdjęcia wykonane aparatem i te znajdujące się w chmurze. Natomiast aby wyświetlić zrzuty ekranu czy pobrane zdjęcia musimy przebić się przez menu. Moje odczucia być może byłyby inne, gdybym zdjęcia trzymał na Google Drive.

Nexus 5X został wyposażony w funkcję Smart Lock. Pozwala ona na pozostawienie smartfona odblokowanym, gdy znajduje się w niedalekiej odległości od zaufanego innego urządzenia czy miejsca. Dodatkowo może być odblokowany gdy wykryje zaufaną twarz, głos lub gdy rozpozna, że mamy go w kieszeni czy dłoni. Oczywiście Smart Lock zwiększa komfort korzystania, ale płacimy za to bezpieczeństwem.

Czytnik linii papilarnych znajduje się z tyłu, tuż pod obiektywem kamery. Początkowo nie byłem przekonany do takiego umiejscowienia, myślałem, że korzystanie będzie niewygodne. Natomiast już pierwszego dnia zrozumiałem, że takie rozwiązanie jest lepsze od czytnika z przodu, pod ekranem. Biorąc 5X do ręki, palec wskazujący ląduje tuż przy czytniku linii papilarnych i musimy wykonać wyłącznie niewielki ruch, aby odblokować urządzenia. Sam czytnik działa świetnie, wystarczy dołożyć palec, bez żadnego przesuwania. Samo dołożenie nie musi też być idealnie dokładne. Czytnik działa na tyle dobrze, że całkowicie zastąpił mi inne metody odblokowywania.

Szczegółowe zdjęcia i dźwięk pozbawiony szczegółów

Nexus 5X posiada dwie kamery. Na froncie znajdziemy 5 MP z przysłoną f/2.0, natomiast główna kamera to 12,3 MP, przysłona f/2.0, laserowy autofocus i podwójna lampa LED. Dużą zaletą jest szybkie łapanie odpowiedniej ostrości, trwa to tylko chwilę, nawet przy gorszym oświetleniu. Zdjęcia prezentują się naprawdę nieźle, zwłaszcza te wykonane w dobrych warunkach oświetleniowych.

Na uwagę zasługuje szczegółowość i całkiem niezłe odwzorowanie kolorów. Przy słabszym świetle zaczynają pojawiać się szumy, ale z pewnością nie jest gorzej niż u wielu konkurentów. Podwójna lampa LED jest mocna i dobrze doświetla obiekty, jestem pewny, że sprawdzi się przy fotografiach wykonywanych nocą. Zdjęcia mogą mieć maksymalną rozdzielczość 12,2 MP przy proporcjach 4:3 i 8,23 MP przy proporcjach 16:9.

Zadowolone będą także nastolatki (może nie do końca), frontowa kamera idealnie sprawdza się przy samolubkach. Zdjęcia są szczegółowe i ostre, dobrze wypada również odwzorowanie kolorów. W domyślnej aplikacji aparatu zabrakło jednak trybów upiększających twarz, nie powiększymy więc sobie oczu, ani nie usuniemy niedoskonałości skóry.

Sama aplikacja aparatu jest intuicyjna. Bardziej zaawansowani użytkownicy mogą być niezadowoleni z ubogich opcji konfiguracyjnych.

Nad i pod ekranem znajdują się maskownice głośników, które sugerują, że usłyszymy dźwięk stereo. Niestety, głośnik na górze służy wyłącznie do rozmów. Natomiast ten na dole wypada kiepsko przy odtwarzaniu muzyki. Dźwięk jest za chichy, a niskich tonów niemal nie słychać, jest bardzo płytko. Jakbym miał porównać jakość dźwięku wydobywającego się z Nexusa 5X, to musiałbym poszukać przeciwnika wśród najtańszych smartfonów, jest tragicznie.

Podsumowanie: LG Nexus 5X to jeszcze Nexus?

Testowany smartfon LG to naprawdę udany model. Dostajemy dobrą specyfikację, bardzo dobry wyświetlacz, zadowalającą jakość wykonania, no i szybkiego i stabilnego Androida w wersji Marshmallow. Tylko jakość muzyki wydobywającej się z głośnika jest niska. Całość natomiast robi bardzo dobre wrażenie, o ile nie spojrzymy na cenę. Wersja 32 GB, którą uważam za jedyną słuszną ze względu na brak gniazda na kartę pamięci, kosztuje około 1900 zł.

Za podobną kwotę kupimy topowego LG G4, a gdy dołożymy kilkadziesiąt złotych to dostaniemy Samsunga Galaxy S6. No właśnie, 5X to już nie Nexus dostępny w atrakcyjnej cenie. Mamy do czynienia z kolejnym mocnym smartfonem, którego na tle większości konkurencji wyróżnia jednak wyłącznie czysty Android.

© dobreprogramy