Lenovo ThinkPad X220 — mobilność doskonała?

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Pierwszy komputer przenośny, IBM 5100 z 1975 roku, nie przypominał obecnych notebooków. Miał gabaryty 6 akumulatorów samochodowych i niewiele mniej ważył (24 kg), przy braku jakichkolwiek uchwytów do przenoszenia. Koncepcja zabierania komputera ze sobą, a nie pracy tylko przy biurku, była jeszcze wówczas w powijakach... Z czasem zaczęły pojawiać się jednak bardziej mobilne konstrukcje takie jak Osborne-1 (1981), Compaq Portable (1982), Gavilan SC (1983) i inne, ewoluując przez lata do dzisiejszych notebooków. Mimo olbrzymiego postępu technicznego mobilność obecnych komputerów przenośnych jest w dalszym ciągu dyskusyjna. Zdecydowana większość notebooków nadal sporo waży (zwykle około 3 kg), ma kiepską matrycę, wyraźnie mniejszą od komputerów stacjonarnych wydajność, a wszystko to przy czasie pracy na baterii liczonym w minutach, a nie godzinach. Na szczęście jest niewielka grupa urządzeń, która łączy ogień z wodą - przy niewielkich gabarytach, niskiej wadze potrafi naprawdę sporo i długo ;) Jednym z nich jest ThinkPad X220 - 12,5-calowy mikrus z nowym procesorem Intel Core i5 na pokładzie i matrycą IPS. Sprawdźmy ile jest wart.

Opisywany model (NYD2SPB) fabrycznie wyposażony jest w procesor Intel Core i5-2520M 2,5 GHz, 4 GB pamięci RAM, talerzowy dysk twardy o pojemności 320 GB 7200 obr., matrycę 12,5” o rozdzielczości 1366x768 pikseli wykonaną w technologii IPS, układ graficzny Intel HD Graphics 3000 zintegrowany z procesorem, kartę sieciową Gigabit Ethernet, bezprzewodową kartę sieciową 802.11a/b/g/n, Bluetooth 3.0, 3 gniazda USB 2.0, a także wyjście Display Port. Całość pracuje pod kontrolą 64-bitowej edycji systemu Windows 7 Professional, a w zestawie dołączona jest stacja dokująca z nagrywarką DVD. Notebook objęty jest 3-letnią gwarancją w systemie door-to-door.

X220, jak każdy ThinkPad, występuje w wielu konfiguracjach różniących się procesorem, wielkością pamięci i innymi komponentami. Na polskim rynku nie można go co prawda tak dowolnie konfigurować jak np. w Stanach Zjednoczonych, jednakże z pomocą przychodzą niektórzy dealerzy. I tak od firmy kuzniewski.pl otrzymaliśmy do testów egzemplarz doposażony o dodatkowe 4 GB pamięci RAM oraz ze 120 GB dyskiem SSD Intela (aby wyeliminować potencjalne "wąskie gardła" standardowej konfiguracji). Co ważne, od strony oprogramowania, sprzęt był w stanie fabrycznym - oryginalny system dostarczany przez Lenovo wraz ze wszystkimi dodatkami i partycją Recovery został przeniesiony z dysku talerzowego.

Czas przyjrzeć mu się bliżej...

Kochaj albo rzuć!

Przywołanie tytułu starej polskiej komedii jest nieprzypadkowe. Od strony zewnętrznej ThinkPad X220 wygląda bowiem praktycznie tak samo jak konstrukcje ze schyłku lat 90-tych ubiegłego wieku, kiedy to marka ThinkPad była jeszcze pod skrzydłami IBMa. Ten konserwatywny design budzi skrajne reakcje - od zachwytu do obrzydzenia. Zdarzają się pytania „czy to jakiś zabytek?”. Mnie osobiście stylistyka małego ThinkPada bardzo odpowiada m.in. dlatego, że jest to jeden z nielicznych małych notebooków, który nie nasuwa niepożądanych skojarzeń o preferencje seksualne użytkownika ;) Przy komputerku o wymiarach kartki A4 zwykle o takie nietrudno. Te proste, ciosane kształty mają poza tym swój urok, a w połączeniu z doskonałymi materiałami świetnie sprawdzają się na co dzień.

X220 ma bowiem szkielet wykonany z magnezu, co przekłada się na wysoką sztywność konstrukcji i niedużą wagę (około 1,5 kg). Materiał zewnętrzny to specyficzne tworzywo przypominające trochę gumę - bardzo przyjemne w dotyku, zapewniające pewny chwyt i „nie łapiące” nadmiernie odcisków palców. Po otwarciu notebooka oczom ukazuje się już typowy plastik, ale z tych wysokiej jakości, sztywnych i o lekko chropowatej fakturze. Na pierwszy rzut oka jakość montażu jest na fenomenalnym poziomie - poszczególne elementy spasowane są idealnie, nic nie trzeszczy, a obudowa nie ugina się w żadnym miejscu. Niestety po dokładniejszych oględzinach wyszły na jaw dwa mankamenty. W testowanym egzemplarzu odgłosy wydawał plastikowy pasek w który wkomponowany jest m.in. włącznik, potencjometr głośności i przycisk ThinkVantage. Było to szczególnie irytujące podczas wciskania tego ostatniego - trzeszczało jak w starym Trabancie. Problem ten występuje zresztą też w innych modelach. Ponadto okazało się, że obudowa jednak lekko ugina się - w okolicach gniazda Express Card po lewej stronie (tam gdzie na zdjęciu widoczne są nalepki Windows 7, Core i5 i Lenovo Enhanced Exprience 2.0). O ile przenosicie otwartego notebooka trzymając go w prawej dłoni to w niczym nie będzie to jednak przeszkadzać. Na marginesie - nalepki oczywiście poprzyklejane są byle jak, każda przekrzywiona w inną stronę...

Na pierwszy rzut oka X220 nie różni się od poprzedników - X200/X201. Zmiany jednak są, ale jest to efekt starannie przemyślanej ewolucji. Wbrew temu co twierdzi wielu fanów (czy może nawet fanatyków ;) marki, Chińczykom zdarza się coś ulepszyć i X220 jest tego najlepszym przykładem. Najbardziej zauważalną zmianą są zawiasy pokrywy matrycy - w dalszym ciągu metalowe, ale znacznie, znacznie solidniejsze. Zmienił się też sposób podnoszenia samej pokrywy - Lenovo zrezygnowało z zaczepu, a mechanizm chodzi z wyraźnie większym oporem. Pozwala to sądzić, że nie będzie żadnych problemów z trzymaniem pokrywy ekranu przez długie lata. Jak dla mnie ekran otwiera się jednak za ciężko i, co najgorsze, nie da się już tej operacji przeprowadzić jedną ręką. Rozwiązanie z zaczepem było lepsze. Z drugiej jednak strony: X220 można bezstresowo przenosić w pozycji otwartej trzymając za róg ekranu, a dolna część nawet nie drgnie. Czy Twój notebook to potrafi? ;)

Pozostałe zmiany to mniejsza grubość obudowy (o około 0,5 cm), nieznaczne zaokrąglenia oraz aż o 2/3 większy touchpad (7,5 x 4 cm wobec 6 x 3 cm w X201). Zastosowano też sprytny zabieg z dodatkowymi przyciskami touchpada, które wbrew pozorom nie zniknęły, ale są dostępne przez naciśnięcie dolnych rogów płytki dotykowej. Są też pomniejsze zmiany: klawisz Esc jest teraz dwukrotnie większy, podobnie jak włącznik i przyciski głośności, pojawił się nowy przycisk wyłączania mikrofonu, a diody oznaczające pracę WiFi, Bluetooth i dysku twardego nie świecą już tak jaskrawym światłem, dzięki czemu nie przeszkadzają w pracy. Ponadto wreszcie Display Port jest także w notebooku, a nie tylko w stacji dokującej (niestety w dalszym ciągu nie ma HDMI co jest według mnie dużą wadą). Generalnie wszystkie zmiany należy jednak zapisać na plus - właściwie gdybym musiał szukać dziury w całym to mógłbym się przyczepić co najwyżej do koloru diody oświetlającej klawiaturę, która świeci teraz sinożółtym światłem, a nie niebieskawym tak jak w poprzednim modelu ;)

Klawiatura to z kolei bodaj najbardziej kontrowersyjny element konstrukcji. Podczas gdy praktycznie wszyscy producenci notebooków postawili już dawno na klawiatury wyspowe (ew. psudowyspowe), Lenovo nadal montuje w ThinkPadach klawisze o tradycyjnej konstrukcji. Muszę przyznać, że początkowo był to dla mnie podobny archaizm jak dyskietki (pozdrowienia dla pracowników ZUSu ;) Sam od wielu lat pracuję na notebookach z wyspowymi klawiaturami i takie konstrukcje bardzo sobie chwalę. Wbrew pozorom do klawiatury w X220 można się jednak bardzo szybko przyzwyczaić - inny kształt klawiszy, charakterystyka pracy (większy skok) czy nieco większa głośność (głównie spacji) to nie problem. Przeboleć można też niewydzielony blok kursorów. Jedyny kłopot to umiejscowienie przycisku Fn w lewym rogu klawiatury (tam gdzie zwykle znajduje się Ctrl) - "thinkpadziarze" są do takiego rozwiązania przyzwyczajeni, ja nie. Na szczęście przypisanie tych przycisków można zamienić w BIOSie. To co zasługuje na dużą pochwałę to natomiast duży Delete oraz Home, End, Page Up i Down, dostępne jako niezależne klawisze, a nie przez jakieś kombinacje z Fn (co jest zmorą małych notebooków).

Pisząc o klawiaturze nie sposób pominąć wbudowanych zamienników myszki. O touchpadzie już wspomniałem, warto jednak dodać jeszcze, że cechuje się on dość wysoką precyzją i ma wyraźnie zaznaczone krawędzie. Dużo bardziej interesująco przedstawia się jednak sterowanie TrackPointem czyli tym seksownym czerwonym guziczkiem pomiędzy klawiszami ;) Szkoda, że to rozwiązanie nie przyjęło się powszechnie w notebookach bo jest naprawdę bardzo wygodne. Trzeba tylko odpowiedniej dozy samozaparcia aby nabrać wprawy i można śmigać po ekranie prawie jak normalną myszką - choć jak powszechnie wiadomo „prawie robi wielką różnicę”.

Opisując walory zewnętrzne nie sposób na koniec odnieść się do rozmieszczenia portów. Lenovo na szczęście nie wprowadza tak idiotycznych rozwiązań jak Sony w VAIO SB - w ThinkPadzie X220 porty rozmieszczone są logicznie, po obu stronach obudowy. Przeszkadza jedynie gniazdo Ethernet blisko prawego, dolnego rogu - jeżeli ktoś ma zwyczaj podpinać się po kablu i jednocześnie korzystać z myszki na USB to z kablami może być problem. Co prawda w zestawie otrzymujemy stację dokującą Ultrabase Series 3, która ma wszystkie porty z tyłu, jednak nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie - notebook jest wtedy wyraźnie podniesiony i żeby wygodnie na nim pisać trzeba w zasadzie korzystać z zewnętrznej klawiatury. To z kolei może wymuszać zewnętrzny monitor bo robi się zbyt daleko do niewielkiego ekranu w X220...

Nie wszystko złoto, co się świeci

Skoro już jestem przy ekranie - przyznam otwarcie, że miałem na tym polu duże oczekiwania względem nowego ThinkPada X220. Trochę z powodu producenta, który zachwala matrycę typu IPS zastosowaną w tym modelu, trochę za sprawą świetnego panelu EIZO ColorEdge CG303W (na IPSie właśnie), którego używamy w redakcji, czy innych paneli z matrycą IPS z którymi się zetknąłem. Oczekiwanie były tym większe, że jak już nie raz pisałem, jestem mocno wyczulony na punkcie jakości matryc w notebookach, bo zazwyczaj producenci pakują tam najgorsze barachło (tanie matryce typu TN), a dobrego ekranu ze świecą szukać... Niestety oczekiwania były chyba zbyt rozbudzone...

Zacznę jednak od plusów. Matryca IPS w X220 jak na matrycę notebookową jest zdecydowanie i bezsprzecznie ponadprzeciętna. Ma dość wysoką jasność dzięki czemu z komputera da się korzystać nie tylko wewnątrz ale i na zewnątrz. Matowe wykończenie matrycy znacznie poprawia komfort pracy - wszelkie odbłyski światła są mocno stłumione. Czerń jest (prawie) czarna, a kąty widzenia rewelacyjnie duże - żadnych zniekształceń barw, nie tylko w poziomie, ale przede wszystkim w pionie. Matryca jest dość równomiernie podświetlona - poza nieco jaśniejszymi obszarami tuż przy dolnej krawędzi nie można mieć większych zastrzeżeń. Nie ma też odczuwalnego smużenia, co było niegdyś jedną z głównych wad matryc IPS względem TN i powodem wybicia się tych ostatnich mimo gorszych pozostałych parametrów.

Wszystko byłoby pięknie gdyby nie przeciętne odwzorowanie kolorów. Pod tym względem spodziewałem się jednak znacznie więcej - w końcu to IPS. Zdjęcie tego nie oddaje, ale w rzeczywistości kolory są jakby „przybrudzone”, brak im trochę tego naturalnego nasycenia znanego z innych matryc IPS. Na tym tle matryce w ThinkPadach z serii W to inna liga (i mam tu na myśli nawet modele bez kalibratora kolorów). Oczywiście można z tym walczyć poprzez próby ręcznej kalibracji matrycy w X220, ale w moim przypadku sukces był połowiczny. Co prawda udało mi się osiągnąć widoczną poprawę w zakresie kolorystyki jednak do ideału sporo jeszcze brakowało. Dalsze eksperymenty skutkowały przekłamaniami kolorów lub uzyskaniem nienaturalnie wysokiego poziomu nasycenia rodem z tanich telewizorów LCD. Przypuszczam, że przy odpowiednim samozaparciu można by osiągnąć jeszcze minimalnie lepsze efekty, być może był to też jakiś feler tego konkretnego egzemplarza, ale w sprzęcie tej klasy tak być nie powinno...

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w zastosowaniach biznesowych - a do takich głównie dedykowany jest X220 - nie jest to jakiś dyskwalifikujący problem. Tym bardziej, że pozostałe parametry są zdecydowanie ponadprzeciętne (choć akurat duże kąty widzenia nie zawsze muszą być tu zaletą). Jeżeli jednak ostrzyliście sobie zęby na X220 właśnie ze względu na matrycę to chyba lepiej zainteresować się jakimś modelem z serii W albo... ofertą innego producenta.

Nie byłbym sobą gdybym na koniec tej części nie przyczepił się do rozdzielczości. Niestety zgodnie z panującymi trendami Lenovo zdecydowało się w X220 na ekran 16:9 o rozdzielczości 1366x768 pikseli. Ekran ma teraz co prawda trochę dłuższą przekątną - 12,5" (względem 12,1" w X200/201), mimo to większa rozdzielczość (wcześniej 1280x800) w dalszym ciągu przekłada się na gęste upakowanie pikseli - 125 ppi (pikseli na cal kwadratowy). Dla porównania w typowym notebooku (15,6" / 1366x768) wartość ta wynosi 100 ppi. Daleko tu co prawda do szaleństwa z Sony VAIO Z13 gdzie jest aż 140 ppi jednak nie zmienia to faktu, że długotrwała praca (X220 to w końcu notebook do pracy, a nie zabawy) z ekranem o takich parametrach może być męcząca dla osób, które nie mają perfekcyjnego wzroku. Szkoda więc, że nie zdecydowano się na pozostanie przy rozdzielczości 1280x800 - przy 12,5" (120 ppi) sprawdziła by się ona trochę lepiej, podobnie jak proporcje ekranu 16:10.

Wewnętrzna moc

Patrząc na ThinkPada X220 przypomniał mi się mój dawny trener kick-boxingu, mistrz Polski - szczupły, niepozorny (jakieś 165 cm wzrostu), ale dysponujący olbrzymią siłą i świetną techniką. Niejeden naładowany sterydami dres miał zapewne wątpliwą przyjemność się o tym przekonać ;) Podobnie jest z bohaterem niniejszej recenzji. Wygląda jak trochę większy netbook z jakimś Atomem na pokładzie, a tymczasem pod maską drzemie fenomenalny procesor Intel Core i5-2520M należący do najnowszej generacji procesorów Core Intela, o kodowej nazwie Sandy Bridge.

Procesor ten legitymuje się nominalnym taktowaniem 2,5 GHz (do 3,2 GHz w trybie Turbo Boost), posiada 2 rdzenie (4 logiczne wątki dzięki technologii Hyper-Threading), 3 MB pamięci podręcznej oraz zaawansowaną obsługę wirtualizacji - nie tylko Intel VT-x (Intel Virtualization Technology), ale także Intel VT-d (Intel Virtualization Technology for Directed I/O). i5-2520M ma ponadto zintegrowany układ graficzny Intel HD Graphics 3000 o wydajności porównywalnej do zewnętrznych układów AMD/NVIDIA montowanych jeszcze do niedawna w notebookach (GPU Score 9531 pkt w 3DMark Vantage, w trybie Entry). Co prawda do grania w najnowsze hity raczej się on nie nadaje (tu nadal przydałaby się dodatkowa karta), ale w starsze tytuły i owszem (np. Crysis przy średnich detalach). X220 to jednak nie notebook dla graczy więc nie można tego uznać za wadę. Tym bardziej, że do codziennej pracy oraz odtwarzania filmów Full HD, ten zintegrowany układ sprawuje się znakomicie.

O zaletach najnowszych procesorów Intela pisałem przy okazji recenzji Sony VAIO SB, nadmienię więc tylko, że Intel Core i5-2520M to bardzo szybka jednostka o wydajności porównywalnej z czterordzeniowymi mobilnymi procesorami Intel Core i7 poprzedniej generacji. Pewnym punktem odniesienia może tu być Indeks wydajności systemu Windows w którym procesor ten otrzymał notę 7,1 - dokładnie taką samą jak Intel Core i7-740QM w testowanym kilka miesięcy temu Sony VAIO F13. Potwierdzają to jednak nie tylko syntetyczne testy ale i obserwacje praktyczne. Co najważniejsze, wszystko to przy współczynniku poboru mocy TDP na poziomie 35W, a więc o 10W mniejszym niż we wspomnianym Core i7. Korzyści są oczywiste - długi czas pracy na baterii (o tym później), mniejsze nagrzewanie się notebooka i, co za tym, idzie mniejszy hałas.

Podczas normalnej pracy, w trybie oszczędzania energii (który w zdecydowanej większości wypadków jest zupełnie wystarczający), temperatura obudowy w najcieplejszym miejscu zwykle nie przekracza komfortowych 30℃. Dopiero pod dużym, długotrwałym obciążeniem lewa część nagrzewa się miejscami do około 36-38℃ - w dalszym ciągu są to jednak stosunkowo niskie wartości. Warto podkreślić, że w ThinkPadzie X220 komfort termiczny nie jest okupiony dyskomfortem akustycznym. Układ chłodzenia zasługuje na wielkie słowa uznania - nawet pod większym obciążeniem odgłos pracy wentylatora nie jest irytujący i mieści się poniżej 40 dB. Podczas pracy w trybie oszczędzania energii wentylator jest wręcz bezgłośny. To bardzo duży plus.

Niewielki byłby pożytek z mocnego CPU i GPU gdyby pozostałe komponenty okazały się tzw. wąskim gardłem. W fabrycznej konfiguracji trochę tak jest - przede wszystkim za sprawą dysku twardego o tradycyjnej, talerzowej konstrukcji. Na szczęście do testów otrzymaliśmy komputer z dyskiem SSD Intela z serii 320, który całkowicie zmienia komfort pracy z komputerem. Mimo, że jest to pojedyncza pamięć, a nie w układzie RAID 0, prędkość odczytu danych na poziomie 250 MB/s powoduje, że system i poszczególne aplikacje uruchamiają się w mgnieniu oka. Nie ma też żadnych wibracji, hałasu, a dane są w mniejszym stopniu narażone na mechaniczne uszkodzenie urządzenia czy zmiany temperatur. Ceny dysków SSD spadły obecnie do takiego poziomu, że naprawdę warto w to zainwestować - szczególnie jeżeli jest to sprzęt do pracy.

Na ogólne wrażenie dużej szybkości działania małego ThinkPada wpływ miała niewątpliwie też zainstalowana pamięć. W X220 fabrycznie instalowane jest 4 GB, co jest obecnie minimalną sensowną wartością. Dwukrotnie większy RAM, jaki był dostępny w testowanym egzemplarzu, pozwala jednak na swobodne uruchamianie wielu aplikacji na raz i nieskrępowane korzystanie z dobrodziejstw wirtualizacji. Także pozostałe komponenty nie dają prawa do narzekań. Na pokładzie znajdziemy m.in. kartę sieciową Gigabit Ethernet Intel 82579LM, bezprzewodową kartę sieciową Intel Centrino Andanced-N 6205, adapter Bluetooth 3.0, trzy złącza USB 2.0 (w tym jedno z aktywnym zasilaniem nawet podczas uśpienia laptopa co pozwala na ładowanie np. komórki), czytnik kart SD, kamerę internetową 3,1 Mpix Ricoh R5U877, układ zabezpieczający TPM 1.2 oraz czytnik linii papilarnych.

Szkoda jedynie, że standardowo nie ma modemu 3G (w konkurencyjnych notebookach jest to standard) i choćby jednego złącza eSATA czy USB 3.0 (to ostatnie występuje w konfiguracjach z procesorem Intel Core i7). Na szczęście dwa gniazda Mini PCI Express (w tym jedno pełnej wysokości), gniazdo na kartę SIM oraz zintegrowana antena pozwalają, za dodatkową opłatą, pierwszą z tych wad zniwelować.

O bateriach i nie tylko

Jak ThinkPad X220 radzi sobie podczas pracy na baterii? Po niedawnym teście VAIO SB i zaskakująco dobrym wyniku tegoż modelu, spodziewałem się wiele. Szczególnie, że zastosowany w Lenovo 6-komorowy akumulator 63 Wh (11,1 V / 5600 mAh) ma aż o 25% większą pojemność od tego w Sony.

Podczas normalnej pracy (przeglądanie stron, praca w programach biurowych/graficznych, słuchanie muzyki, sporadyczne operacje na plikach) można osiągnąć czas pracy rzędu 5 godzin (tryb oszczędzania energii Windows, jasność ekranu na poziomie 100%, włączone Aero, WiFi, Bluetooth). Na tle konkurenta wynik jest trochę rozczarowujący - nie będę ukrywał, że spodziewałem się więcej. Czy winę za to ponosi akumulator litowo-jonowy (Lenovo), a nie litowo-polimerowy (Sony), nie wiem. Ogólnie rzecz biorąc 5 godzin, jak na sprzęt o takiej wydajności, to jednak bardzo długo, a po zredukowaniu jasności i ograniczeniu się do pracy offline (głównie edytor tekstów) udało mi się „wycisnąć” ponad 7. Warto jednak podkreślić, praca na komputerze nie należała wówczas do największych przyjemności bo matryca w X220 nie ma aż tak jasnego podświetlenia jak iPad 2 czy Sony VAIO Z13.

Zalety najnowszych procesorów Sandy Bridge ujawniają się szczególnie w podczas odtwarzania wideo. Podobnie jak w przypadku VAIO SB, ThinkPad X220 osiągnął tu bardzo dobry wynik ponad 4,5 godziny odtwarzania filmów HD z plików MP4 czy MKV (H.264/AVC). Naturalnie przy maksymalnej jasności ekranu, ale z wyłączonym WiFi i Bluetooth. Osiągi w grach były zróżnicowane - od około 2 do 2,5 godziny w zależności od obciążenia i wykorzystania (bądź nie) stacji dokującej z napędem optycznym.

Tradycyjnie dla serii ThinkPad, Lenovo oferuje możliwość zakupu bardzo wiele akcesoriów, w tym m.in. dodatkowych akumulatorów. Za niespełna 650 zł można dokupić akumulator 9-komorowy (94 Wh / 9000 mAh), który powinien wydłużyć czas pracy o około 50% względem fabrycznego akumulatora. Jeżeli ktoś chciałby obniżyć wagę do reklamowanego przez producenta 1,3 kg może z kolei zdecydować się na lekki akumulator 4-komorowy (29 Wh / 2000 mAh). Najbardziej interesująco przedstawia się jednak 6-komorowy akumulator litowo-polimerowy (64 Wh / 5800 mAh) w formie podkładki pod notebooka. Nie jest on tani (850 zł), ani lekki (940 g) ale w połączeniu z 9-komorowym akumulatorem powinien dać możliwość przynajmniej 13 godzin nieprzerwanej, normalnej pracy bez żadnych wyrzeczeń typu zmniejszona jasność ekranu czy wyłączone WiFi (producent deklaruje nawet 23 godziny, ale to podczas „jazdy o kropelce”).

Naturalnie to nie wszystko. Możemy dokupić też kilka różnych stacji dokujących, zasilaczy i inne akcesoria. I jedna ciekawostka dla osób które nie posiadają ThinkPadów. W X220, podobnie jak w innych modelach, etykieta COA (czyli inaczej mówiąc certyfikat autentyczności systemu Windows wraz z kluczem) nie jest naklejona bezmyślnie na spodzie obudowy jak to ma zwykle miejsce w większości laptopów, ale we wnęce pod baterią. Dzięki temu nie obawy o zniszczenie etykiety podczas intensywnego użytkowania sprzętu. Co prawda cierpi na tym komfort dostępu do klucza Windows, ale ile razy go wpisujemy?

Oprogramowanie nie tworzone na kolanie

Wiele osób od razu po zakupie notebooka formatuje dysk twardy i instaluje na nowo czysty system. Wszystkiemu winien jest crapware - niedopracowane, zasobożerne dodatki instalowane fabrycznie na komputerze aby „uatrakcyjnić” produkt i dodatkowo zarobić na preinstalacji niektórych programów (np. antywirusowych). Ze świecą szukać notebooków, które nie są w ten sposób zaśmiecone. Jednym z takich rodzynków jest na szczęście ThinkPad X220 - na tle innych laptopów prezentuje się on zdumiewająco dobrze. I nie chodzi wcale o to, że Lenovo dodatków nie preinstaluje w ogóle, tylko że są one naprawdę dopracowane i użyteczne. Część z nich dostępna jest od razu, część przygotowana do opcjonalnej instalacji. Nie będę rozpisywał się o wszystkich narzędziach i drzemiących w nich możliwościach bo to temat na osobny artykuł chciałbym tylko z grubsza omówić kilka ciekawostek.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na ThinkVantage Toolbox, dostępny po wciśnięciu ikony na pasku zadań lub niebieskiego przycisku ThinkVantage nad klawiaturą. Jest to program umożliwiający dokładną diagnostykę komputera poprzez przeprowadzenie różnego rodzaju testów (w tym obciążeniowych), przygotowany dla Lenovo przez firmę PC-Doctor. Początek nie zapowiadał się najlepiej - na dzień dobry aplikacja... wysypała się. Już miałem robić zrzut ekranu na potrzeby artykułu którego właśnie czytacie ;), ale momentalnie pojawiło się okienko z informacją, że został wykryty błąd i zostanie pobrana aktualizacja. Po dosłownie kilku chwilach moim oczom ukazała się najnowsza (działająca) wersja programu. Pomimo negatywnego kontekstu - duży plus.

Swoistym centrum dowodzenia jest jednak coś innego - ThinkVantage Tools. To zbiór różnego rodzaju narzędzi takich jak np. System Update (aktualizacje), Power Manager (bardzo rozbudowany i przydatny program do zarządzania energią z predefiniowanym planami zasilania pod konkretne czynności), Recovery Media (tworzenie płyty umożliwiającej powrót do stanu fabrycznego) oraz szeregu pomniejszych narzędzi (umożliwiających np. optymalizację ustawień kamery, mikrofonu i głośników pod kątem widekonferencji). Z poziomu ThinkVantage Tools można ponadto w łatwy sposób doinstalować opcjonalne narzędzia takie jak Password Manager (zarządzanie hasłami), Rescue and Recovery (tworzenie kopii zapasowej), Access Connections (definiowanie różnych ustawień w zależności od lokalizacji internetowej - np. inna drukarka domyślna w pracy, inna w domu). Co najważniejsze jednak, są to narzędzia tworzone nie przez zewnętrzne firmy ale Lenovo, nie zaobserwowałem żadnych problemów z ich funkcjonowaniem.

Z pozostałych dodatków ciekawostką jest AutoLock - narzędzie umożliwiające automatyczne blokowanie komputera w sytuacji gdy użytkująca go osoba przestanie korzystać z klawiatury lub myszki i odejdzie od komputera (czas zwłoki można regulować). Brzmi zachęcająco, jednak na tym etapie rozwoju aplikacji jest to bardziej gadżet niż w pełni użyteczne narzędzie - nie rozpoznawana jest bowiem twarz użytkownika, ale twarz jako taka. Wystarczy więc, że po odejściu od notebooka miejsce zajmie ktoś inny (ma na to wystarczająco dużo czasu, bo przynajmniej 6 sekund przy minimalnych ustawieniach zwłoki), a wówczas system nie zostanie zablokowany. Bardzo przydatny jest za to inny dodatek - software'owy włącznik WiFi, Bluetooth i modemu 3G (jeżeli jest zainstalowany), dostępny pod kombinacją klawiszy Fn+F5. Dzięki niemu można błyskawicznie, bez zagłębiania się w czeluści systemu, wyłączyć nieużywane urządzenia aby wydłużyć czas pracy na baterii.

Na koniec kilka słów o dołączonym oprogramowaniu nie firmowanym przez Lenovo. Przede wszystkim cieszy obecność instalatora pakietu biurowego Microsoft Office 2010 Starter Edition. Jest to co prawda okrojona edycja zawierająca tylko edytor tekstów Word i arkusz kalkulacyjny Excel w ograniczonych funkcjonalnie wersjach, niemniej jednak z powodzeniem nadająca się do podstawowych zastosowań. Niedostępne są bowiem rzadziej wykorzystywane opcje takie jak przypisy, bibliografia, spisy treści czy śledzenie zmian. Krótko mówiąc jest to bardzo dobre uzupełnienie systemu Windows 7 Professional, który dostarczany jest wraz z komputerem.

Niestety nie można tego powiedzieć o programie Business-in-a-Box Lite. To najkrócej mówiąc zestaw różnego rodzaju wzorów pism, wniosków, umów i innych dokumentów wykorzystywanych w biznesie. Użyteczność tej egzotycznej (w naszym kraju) aplikacji jest jednak prawie żadna. Nie tylko dlatego, że wzory dokumentów nie są dostępne po polsku, że nie są dostosowane do polskich realiów. W końcu mamy gospodarkę globalną i polskie firmy współpracują z zagranicznymi partnerami więc takie dokumenty po np. niemiecku czy francusku mogłyby być przydatne. Mogłyby gdyby nie fakt, że w wersji Lite jest ich dostępna tylko garstka - jest to więc zwykła reklamówka, do tego działająca rezydentnie z irytującą ikoną w zasobniku systemowym. Pastwiłbym się nad tym bardziej gdyby nie fakt, że domyślnie program nie jest instalowany - trzeba to zrobić ręcznie. Zatem ułaskawiam ;)

Office Starter i Business-in-a-Box Lite to zresztą nie jedyne aplikacje, które można opcjonalnie zainstalować. Przygotowana do instalacji jest także wersja testowa pakietu zabezpieczającego Norton Internet Security. Można powiedzieć, że brak obecnego od razu w systemie programu antywirusowego to minus, jednak według mnie takie rozwiązanie jest najlepsze daje bowiem pełną swobodę wyboru programu antywirusowego bez konieczności odinstalowywania rozwiązania narzuconego wcześniej przed producenta.

Podsumowanie

Jedną z najbardziej charakterystycznych budowli Wrocławia jest Most Grunwaldzki. Wybudowany na początku XIX w., ze stali połączonej setkami tysięcy nitów, był w chwili otwarcia drugim co do wielkości mostem wiszącym w Niemczech. Jego rysunki, a później zdjęcia, znaleźć można na wielu starych pocztówkach z Wrocławia. I choć przez ponad 100 lat od otwarcia powstało wiele nowych mostów o nowocześniejszej konstrukcji, to stara forma Mostu Grunwaldzkiego ma swój urok i gorących wielbicieli (włączając w to grono autora tegoż artykułu).

Podobnie jest z ThinkPadem X220. Na rynku jest wiele notebooków o nowocześniejszym designie takich jak np. MacBook Air. Klasyczna, czarna obudowa X220, niewiele różniąca się od starych konstrukcji IBMa z końca XX w., ma jednak w sobie to coś, co przyciąga fanów marki. Nie zamieniliby oni swojego ThinkPada na nic innego. Muszę przyznać, że po kilkutygodniowej pracy z tym notebookiem zaczynam ich rozumieć. X220 nie jest bowiem zabawką, ale starannie przemyślanym i dobrze wykonanym narzędziem, którego używa się intuicyjnie i z czystą przyjemnością. Narzędziem, które sprawia tak solidne wrażenie jakby miało przetrwać, podobnie jak wspomniany most, przynajmniej 100 lat.

Jest jednak jedna zasadnicza różnica w analogii do Mostu Grunwaldzkiego. ThinkPad X220 pod retro-opakowaniem kryje bardzo nowoczesne wnętrze. Fenomenalny procesor Intel Core i5 drugiej generacji z pełną obsługą wirtualizacji, wydajny układ graficzny Intel HD Graphics 3000, 8 GB pamięci RAM, szybki dysk SSD Intela o pojemności 120 GB oraz pozostałe komponenty tworzą idealną kombinację do efektywnej pracy, bez wyrzeczeń na polu mobilności. Mimo wszystko pozytywnie należy ocenić też matrycę IPS, która jest wyraźnie lepsza niż matryce TN stosowane zwykle w innych notebookach (choć do ideału trochę jej jeszcze brakuje).

Pozostaje kwestia ceny. Bazowy model kosztuje obecnie 5.360 zł brutto, a za konfigurację doposażoną o dodatkowe 4 GB pamięci i 120 GB dysk SSD przyjdzie nam zapłacić w sklepie kuzniewski.pl dokładnie 6.470 zł. To aż 1.000 zł więcej niż konkurencyjne modele o zbliżonych parametrach, nie można jednak zapominać, że w tej cenie otrzymujemy matrycę IPS, dopracowany software i stację dokującą, a w opcji pomysłowe opcje zasilania przedłużające realny czas nieprzerwanej pracy do 13 godzin. Z drugiej jednak strony konkurencyjne modele mają w standardzie modem 3G, za który w przypadku Lenovo trzeba dopłacić ekstra.

Reasumując, jeżeli szukasz dobrze wykonanego, ultra lekkiego notebooka, o ponadprzeciętnej wydajności i z lepszą niż zwykle matrycą, koniecznie rozważ zakup ThinkPada X220. Nie jest pozbawiony drobnych wad, kosztuje znacznie więcej niż konkurencja, ale oczekiwanie przez Lenovo wyższej ceny za swój produkt nie jest bezzasadne. Jeżeli priorytetem jest jednak cena warto zapoznać się z ofertą konkurencji (np. HP EliteBook 2560p, Sony VAIO SB czy Toshiba Portégé R830). Bez względu na swój wybór, przy najbliższej wizycie we Wrocławiu nie zapomnij zaś obejrzeć Mostu Grunwaldzkiego - najlepiej gdy jest pięknie podświetlony nocą.

© dobreprogramy