Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Podróż sentymentalna miłośnika gier wideo


W tym wpisie chciałbym poruszyć dwa tematy. Będzie to wspomnienie o jednej z moich ulubionych gier na konsolę Super Nintendo Entertainment System lub Super Famicom (zwanej dalej SNES) wzbogacone o przemyślenia gracza dość starej już daty.

Czasem wydaje mi się, że urodziłem się w niewłaściwych czasach. Nie podoba mi się kierunek w którym rozwija się technologia i styl życia. Pewnie stąd bierze się mój sentymentalizm i umiłowanie do rzeczy uważanych za przestarzałe. Tyczy się to zarówno gier, jak i innych moich upodobań. Dlatego jako nałogowy gracz często powracam do lat '80 i '90 zeszłego stulecia, które przyniosły wiele dobrych tytułów nie tracących do dzisiaj na grywalności.

W czasach gimnazjum, kiedy to już zacząłem się jako tako posługiwać podstawami pisanego języka angielskiego, udzielałem się na nieistniejącej już stronie oldgames.nu. Był to wówczas jeden z największych portali dotyczących starych gier (zwanych również abandonware) na konsole typu Atari, Amiga czy SNES. Popełniłem wówczas krótką recenzję jednej z gier, która po zatwierdzeniu przez redakcję owego portalu została trwale przypisana jako opis tego tytułu w ich katalogu. Nie muszę chyba mówić, jaką to wtedy napawało mnie dumą.

r   e   k   l   a   m   a

Dzisiaj postanowiłem przybliżyć nieco tą grę czytelnikom dobrychprogramów, ponieważ sądzę że znajdą się jeszcze poza mną osoby, które uważają że w dobrej wirtualnej zabawie nie chodzi wyłącznie o fotorealistyczną grafikę, czy niesamowity gameplay. A może temat zainteresuje młodszych graczy, którzy tak jak ja kiedyś poczują znudzenie współczesnymi grami i postanowią zainteresować się historią złotych czasów gier wideo. Inni pewnie popatrzą z politowaniem na człowieka, który w czasach Battlefielda, Call of Duty i innych Assassin's Creed zachwyca się grami częstokroć starszymi od niego, w których można nieraz policzyć piksele na palcach. Nie twierdzę, że wszystkie nowe gry są do niczego - staram się być na bieżąco i ogrywam większość pojawiających się tytułów. Po prostu tęsknię za czasami, kiedy w grach było to COŚ.

Whirlo

Tyle tytułem wstępu, jeżeli dalej jesteście ze mną, chciałbym zaprezentować Wam grę Whirlo, wyprodukowaną i wydaną w 1992 roku przez firmę Namco. W Japonii znana była jako Xandra no Daiboken: Valkyrie to no Deai. Na pierwszy rzut oka to typowa platformówka 2D z cyklu: idziemy w prawo, zawsze w prawo. Mnie jednak urzekła nieszablonowa fabuła (owszem, kiedyś platformówki miewały fabułę). Otóż lud stworków przypominających dwunożne żaby dotyka Plaga zesłana przez Złą Czarownicę. Współplemieńcy tytułowego bohatera zaczynają umierać i zagrożone jest życie małego synka Whirlo. Postanawia on wyruszyć w podróż celem znalezienia lekarstwa na klątwę wiedźmy.

Tło fabularne przypomina typowy schemat drogi wzorujący się na "Wędrówce na zachód", jednej z klasycznych powieści chińskich z czasów dynastii Ming - innym przykładem może być znana manga i anime Dragon Ball. Tym bardziej, że tutaj cudownym lekiem okazują się kryształowe kule... Których trzeba zebrać siedem.

Rozgrywka nie odbiega w wielu miejscach od typowych platformówek z czasów SNES - mnie osobiście podoba się ładna, pastelowa w kolorystyce grafika i miła dla ucha, zachęcająca do wędrówki muzyka. Ciężko się oderwać od przedzierania się przez różnych niemilców widząc zacięty wyraz twarzy naszego żaboluda, pewnie dzierżącego widły, które są jego jedyną bronią. Po drodze spotkamy wiele postaci, oraz co ciekawe - spotkamy się z dialogami, gdzie musimy opowiedzieć się po jednej ze skonfliktowanych stron lub odpowiadać na pytania. Gra ma różne zakończenia, w zależności od podejmowanych przez nas wyborów. Mamy 1992 rok i co wy na to, Bioware? :) Poza tym znajdziemy sporo dość prostych, choć nie zawsze trywialnych zagadek logicznych i walk z bossami, na których trzeba znaleźć sposób.

Niestety, w świetle obowiązującego prawa jedynym legalnym sposobem zagrania w tego typu gry jest posiadanie danej konsoli i odpowiedniego dysku z grą. Większość z nich jest już w tej postaci nie do zdobycia, są oczywiście inne sposoby do których nie zachęcam, ale jak czytamy na wikipedii -

W Stanach Zjednoczonych (i innych krajach) nielegalnym jest pobieranie plików ROM gier, jeśli nie posiadamy fizycznego ich wydania. Jednakże dotychczas nikt nie został ukarany za pogwałcenie tego prawa.

Moim zdaniem potrzebna jest ponowna dyskusja w temacie abandonware - ustalenia jakichś ram czasowych po których gra może być pobierana za darmo do użytku osobistego. No i warto oczywiście archiwizować cyfrowo te wszystkie zapomniane już dzisiaj tytuły - może pora na jakieś wirtualne biblioteki starych gier do których twórcy zrzekli się licencji? Uważam, że te gry powinny być również traktowane jako dorobek kulturowy i udostępniany wszystkim zainteresowanym choćby na prawach wypożyczenia. Marzy mi się coś na kształt Steama, zawierającego wszystkie wydane niegdyś produkcje i pozwalające na ich uruchomienie w dowolnym środowisku.

Nie ukrywam, że abandonware to moje ulubione hobby. Siedzę w temacie bardzo głęboko i mógłbym pisać o tym w nieskończoność, ale szanuję Waszą cierpliwość. Mam nadzieję, że uda mi się kontynować tą sentymentalną podróż człowieka tęskniącego za przeszłością, czasami gdy królował rock and roll, benzyna kosztowała parę centów za galon, nikt nie słyszał o ekologach a w rodzinnych sedanach montowano ryczące V8. Natomiast wieczorami po beztroskim kopaniu piłki siadało się z kolegami przed telewizorem i zatapiało w fantastycznych wirtualnych światach. Dociekliwi powiedzą, że to tęsknota nie tylko do czasów, ale i do miejsca. Wcale nie ukrywam mojej fascynacji kulturą amerykańską przełomu lat '60/'70. Postaram się więc przybliżyć Wam historię wirtualnej rozrywki a przede wszystkim odkopię prawdziwe perełki z wielu różnych systemów do gier. Nie tylko amerykańskich, wiadomo że my Polacy nie gęsi i swój udział w starych konsolach i grach mamy. Na koniec jeszcze parę zrzutów ekranu z Whirlo pochodzących z moich zbiorów.

Stay tuned!

PS: Starałem się nie zdradzać zbyt wiele z fabuły bo a nuż ktoś z Czytelników ma w piwnicy SNESa i dysk z tą niebanalną i ze wszech miar godną polecenia grą :)

 

gry hobby

Komentarze