Budowa NOWEGO komputera z Windows XP - 2020 rok

Korzystając z epidemii uzupełniłem sobie zapasy komputerów w domu i poszukując do nich części przyszedł mi do głowy pomysł budowy retrokomputera z systemem Windows XP. Bo mam sporo leżących się i kurzących pudełek z programami oraz grami z tamtych czasów, w znacznej części już niekompatybilnych z nowszymi systemami operacyjnymi. Owo oprogramowanie nadal jest w pełni użyteczne.

Samych gier na płytach mam znacznie powyżej 30, nie liczyłem. Zebrało się tyle przez lata, głównie na różnych wyprzedażach. Większości nawet nie instalowałem, bo zazwyczaj dysponowałem laptopami z integrą Intela typu 865G i to nie miało sensu, więc płyty trafiały do kupki "na później". A później był 64-bitowy Windows 7 oraz późniejsze.

To były czasy, kiedy gry instalowało się z płyt CD lub DVD i do uruchomienia wymagały włożenia nośnika, rodzaj zabezpieczenia antypirackiego. Ostatnio celowo przeszedłem się po sklepach i okazuje się, że już tam nie ma gier na PC, pudełka można policzyć na palcach jednej ręki, a w środku i tak jest tylko kod na Steam.

Początkowo nawet zastanawiałem się nad czymś, co obsłuży Windows 98, ale współcześnie taki sprzęt byłby bezużyteczny, bo ów system obsłuży najwyżej 1-rdzeniowy procesor Pentium 4. Poza tym nie mam programów dla 98, nie takich które nie pójdą na XP. Więc będzie XP, a Windows 98 pójdzie na programie Virtual PC, obok systemu IBM OS/2 (mam pudełkową polskojęzyczną wersję OS/2!). 

Komputer miał też być na nowych podzespołach (chociaż w tym przypadku raczej leżakach magazynowych), co się niemal udało, tylko procesor zakupiłem używany.

Kolejne wymaganie, to możliwie małe wymiary, najlepiej mini-ITX, po prostu nie mam zbyt dużo miejsca w mieszkaniu do przechowywania wież ATX.

Po przeszukaniu specyfikacji płyt głównych kilku producentów okazało się, że sterowniki dla Windows XP kończą się dla procesorów Intela z podstawkami LGA1155. Czyli Sandy Bridge i Ivy Bridge, lata 2011...2013.

Znaleziona płyta główna to Gigabyte GA-H61N-D2V w standardzie mini-ITX (199 złotych plus przesyłka):

Płyta prawdopodobnie faktycznie była nowa, nie nosiła jakichkolwiek śladów montażu i użytkowania. Jedynie ślad po podłączeniu monitora, prawdopodobnie sprzedawca testował przed wysyłką i wgrał najnowszy BIOS.

Jest prawie idealna, ale ma pewien mankament widoczny na zdjęciu - złącze kart rozszerzeń PCI. Tak, PCI, nie PCI-express! Co z geniusz inżynierii wpadł na taki pomysł? PCI zaczęło wychodzić z użytku dekadę przed pojawieniem się tego chipsetu.
Co ja mam tam wsadzić?
Najnowsza i najwydajniejsza karta graficzna na PCI to GeForce 710 z 2013 roku, obecnie prawie nie do zdobycia, a na zagranicznych serwisach chodzą takie po 150 dolarów. Nie dam 150 dolarów za GeForce 710, po prostu nie. Retrokomputerek będzie musiał sobie poradzić z integrą Intela :)
Oczywiście istniały bardziej wypasione płyty z PCI-e, ale zniknęły ze 2 lata temu.

Jak jest już płyta, to pora na procesor. Najwydajniejsze jakie wchodzą, to Core i5-2500, i7-2600, i7-2700, oraz nowsze i5-3570 i i7-3770. Z nowszymi Ivy Bridge wiąże się ten mankament, że wtedy to Intel zaczął stosować gluta zamiast luta. Procesory przestały być lutowane, na rzecz pasty termoprzewodzącej w środku, która oczywiście po 2...3 latach wysycha i procesor zaczyna się przegrzewać, trzeba "skalpować".
Natomiast używane i7 Sandy Bridge okazały się nieco kosztowne, za te same pieniądze można kupić nowoczesny, dużo wydajniejszy procesor od AMD (ale do płyty nie obsługującej Windowsa XP). Widocznie janusze biznesu wykupują, bo i7-2600 są często spotykane w komputerach "gemingowych" z Alledrogo po 3 tysiące, gdzie z jakiegoś tajemniczego powodu ów 9-letni procesor jest łączony z najnowszą grafiką.

Do retrokomputerka trafił używany i5-2500S (105 złotych wraz z przesyłką). S to wersja o TDP obniżonym z 95W na 65W, minimalnie mniej wydajna, ale za to w miarę energooszczędna i nie grzeje się. 
Wydajnościowo, to nie jest najgorzej, orientacyjnie jakieś 1/3 Ryzena 5-1600AF, albo 2x szybciej niż słynny Core2Quad Q6600. Po dziś dzień można w supermarketach kupić nowego laptopa z procesorem 2...3x wolniejszym, choć nieco szybszą grafiką, bo Intel HD2000 ma już swoje lata.

Chłodzenie na procesor to Arctic 12LP low profile (24,31 złotych plus przesyłka). Miałem trochę wątpliwości, czy coś tak niskiego schłodzi ten procesor, ale nie ma z tym żadnego problemu (35 stopni bez obciążenia), w dodatku jest niesłyszalne.

Więc cała elektronika retrokomputerka zmieściła się w wymiarach 17x17x5,5 centymetra, włącznie z wentylatorem.

32-bitowe komputery to najwyżej 4GB RAM, więc 2 kości po 2GB. Widocznie nie ma zbyt wielkiego zainteresowania tak małymi pojemnościami, stąd niskie ceny, kupiłem 2 Kingstony DDR3 1600MHz, nowiutkie, fabrycznie zapakowane (69,98 złotych z przesyłką za obydwa łącznie).

Na złącze PCI trafiła karta wi-fi Intellinet 524810 (95,99 złotych z wysyłką), nowa, zafoliowana. Po prostu jedyna jaką trafiłem na PCI, działającą pod XP, z dodatkowym śledziem niskoprofilowym i obsługą wifi standardu N. Gdybym nie trafił, zostaje opcja z USB, nawet mam takową, ale jednak karta to lepsza stabilność połączenia.

Pozostała kwestia obudowy. Już myślałem, że będę musiał sprowadzić coś z Chin, albo samemu wykonać. Ale wypatrzyłem to COŚ (50 złotych plus przesyłka):

Obudowa nowa, fabrycznie zapakowana, wyprodukowana w 2008 roku. Producent nieznany, być może e-machines (bo ma podobny znaczek na włączniku zasilania).
Totalne retro, beżowa, pozioma i przypomina pierwszy komputer PC - IBM XT 5160 z 1983 roku. Trochę duża i ciężka, bo na płyty micro-ATX, ale i tak mniejsza i lżejsza od IBM, który ważył 15 kilogramów.

Po zamontowaniu podzespołów w środku prawie pusto:

Do tego doszły dwa dyski, pierwszy to nowy SSD Kingston 240GB (149 złotych), drugi to tradycyjny talerzowy Seagate 1TB, wcale nie z powodu zamiłowania do retro, po prostu został mi z innego komputera i nie miałem co z nim zrobić.

Zasilacz SFX to Fortron FSP300-60GHT z certyfikatem 85+ bronze (34,99 złotych plus przesyłka). Według sprzedawcy nowy, ale najwyraźniej z czegoś wymontowany, choć brak innych śladów użytkowania i jakiegokolwiek kurzu.
Okazał się dosyć cichy, słychać łożysko kulkowe wentylatora, co jest najgłośniejszym dźwiękiem tego komputera.

Zrezygnowałem ze stacji dyskietek, nie tylko z powodu braku złącza na płycie, bo nowa (zafoliowana) paczka 10 sztuk dyskietek to cena mniej więcej moich 2-miesięcznych rachunków za prąd :)
Co ciekawe, BIOS (a raczej już UEFI) płyty głównej potrafi emulować nośniki podpięte pod USB jako stację dyskietek lub CD-ROM.
Zamiast stacji dyskietek jest czytnik kart pamięci z modułem Bluetooth 2.0 (XP natywnie obsługiwał tylko BT 2.0) Akasa AK-ICR-11 (67,90 złotego z przesyłką). Oraz DVD Lite-On IHAS124-14 (69,89 złotego z odbiorem osobistym). DVD jest czarny i zamontowałem nieco głębiej, by przypominał ulokowanie stacji dyskietek w IBM:

I to cała konstrukcja retrokomputerka.

Windows XP się zainstalował i działa tak jak powinien, czyli bardzo dobrze. Zresztą na sprzęcie młodszym o ponad 11 lat od siebie, więc co miałby się przycinać :)

Z ciekawości jak spisuje się integra Intela 10 lat młodsza od systemu zainstalowałem polską grę Chrome. Swego czasu zachwycała recenzentów realizmem. Wynik - grubo ponad 100 klatek na sekundę, w okolicach 140. Ale w minimalnych wymaganiach jest DirectX 8.1, 32MB w karcie graficznej, procesor Pentium 3 taktowany 800MHz i Windows 98, Me, 2000 lub XP.
Więc pora na coś większego, zainstalowałem grę Doom 3. Ów potwór w wymaganiach ma Windows 2000 lub XP, kartę graficzną obsługującą sprzętowo DirectX 9b z 64MB pamięci, oraz procesor Pentium 4 taktowany 1,5GHz i 384MB RAM. Gra zasugerowała ustawienia wysokie, wynik to 60 klatek na sekundę (niektóre gry mają jakiś ogranicznik, bo monitor też ma 60Hz). Po chwili zastanowienia spróbowałem ustawienia ultra, gra grzecznie mnie spytała czy oby na pewno wiem co robię, bo to wymaga minimum 512MB dla samych tekstur, odpowiedziałem że tak i wynik to też 60 klatek na sekundę, sporadyczne spadki do 45...55 klatek. W BIOS na stałe ustawiłem 1GB dla grafiki, bo XP w praktyce nie przydziela programom więcej niż 2GB, więc przy 4GB połowa się marnuje, drugie 2GB jest tylko na system i sprzęt.
To by kończyło temat gier, nie mam niczego na XP co by było bardziej wymagające i nie dało się zainstalować na współczesnym komputerze z Windows 10. Więc jeśli gra została wydana do 2005 roku, to będzie bardzo dobrze działać na intelowskiej integrze z 2011 roku. Jest znacznie szybsza niż karty graficzne z serii GeForce 6000 (6200, 6600, 6800 itp.) z 2004 roku.

Z ciekawości na drugiej partycji zainstalowałem 32-bitową Vistę, bo też miałem i szkoda żeby się marnowała:

Vista działa absolutnie poprawnie. No, ale sprzęt młodszy o 5 lat od systemu. System prześliczny, kolorowy, żelkowy...
Naprawdę Vista jest ładna. Po jej ukazaniu narzekali ci, którzy nie mieli sterowników, albo próbowali zainstalować na jednordzeniowym procesorze i 512MB pamięci. 
Na razie na Vistę poszło Nero 9, to wszystkomający kombajn do nagrywania płyt, wymagający doktoratu z informatyki w celu ogarnięcia ustawień, oraz domowo-edukacyjna wersja CorelDraw X4. Obydwa niestety nie pójdą pod Windows 10 bez ryzyka uszkodzenia czegoś w systemie.

Największym problemem jest totalny brak współczesnych przeglądarek. Najnowszą jaką znalazłem, to SeaMonkey 2.49.5 z 4 września 2019 roku (późniejsze 2.53 już nie obsługują XP). Akurat na XP pasuje, bo ma wygląd jeszcze z czasów Netscape z przełomu tysiącleci :)
Pod tym jaszczurem strony się otwierają, ale potrafią wtedy skakać, bo wczytują się fragmentami. Filmy na YouTube w 4K to jakieś 30% obciążenia procesora (nie ma sprzętowego dekodowania h.265).
Z innym oprogramowaniem co do zasady nie ma problemu, bo retrokomputerek powstał w celu wykorzystania posiadanego starszego i już nieobsługiwanego przez nowsze systemy. Nie służy do serfowania po internecie, to nie jest główny komputer w domu. To bardziej taka stacja robocza (słynne Adobe CS2 dla XP, które Adobe samo zamieściło na swojej stronie internetowej razem z kluczami i licencją zakazującą używania, później przez długi czas były spory prawne, nigdy nie rozstrzygnięte) i konsola na pecetowe gry do 2006 roku wydawane na płytach.

Nawet taki system jak XP jest dosyć bezpieczny w sieci lokalnej, oddzielonej od Internetu routerem z NAT i firewallem, jeśli nie zagląda się na przypadkowe strony internetowe, chociaż podłączenie tego bezpośrednio do publicznego IP byłoby niemądre.

Oczywiście bez najmniejszego problemu pójdzie każdy nowszy system niż XP i Vista, nawet Windows 10 by działało, lepiej niż na niektórych supermarketowych laptopach, ale kolejne Windows 10 w domu to już byłoby nudne, poza tym nie mam żadnej niewykorzystanej licencji. Jeśli już, to może doinstaluję linuksa, aby lepiej nadawało się do Internetu.