Trudna sztuka komunikacji

Ktoś tam, gdzieś tam, zapytał, czy czymś tam czuję się urażony, a dzięki temu zrozumiałem, że różnice sięgają daleko głębiej, niż mi się wydawało. Przypomniałem też sobie spektakl teatralny, który oglądałem kiedyś w towarzystwie pewnego obcokrajowca, który po polsku nie rozumiał ani jednego słowa – obaj widzieliśmy to samo, obaj słyszeliśmy to samo, ale…

Ale od początku. Komunikacja nie jest – wbrew pozorom – umiejętnością wygłaszania komunikatów, ale zdolnością do przekazywania i odbierania informacji w bezpośrednim kontakcie z drugą osobą. I jest to stosunkowo proste pod warunkiem, że osoby te są dojrzałe. Rzecz jasna nie chodzi tu o wiek metrykalny, lecz o wyzbycie się cech i postaw typowo dziecinnych, a zwłaszcza egocentryzmu. Egocentryk to człowiek oceniający wszystko z własnego punktu widzenia. Egocentrykami małe dzieci są w sposób naturalny i niejako automatycznie. Większość z tego wyrasta.
Egocentrycy obserwują to samo wydarzenie, słyszą dokładnie te same słowa, ale wyciągają wnioski zupełnie nieprawdopodobne, a ich rozumienie sytuacji jest problematyczne i zaburzone.

Czym różnią się egocentrycy, ludzie niedojrzali emocjonalnie, od pozostałych? To proste – ci pozostali słyszą, co się do nich mówi. Co w takim razie słyszą egocentrycy? Egocentrycy słyszą to, co wydaje im się, że się do nich mówi, bo przepuszczają treść przez filtry własnych wyobrażeń o rozmówcy, domysłów o jego domniemanych intencjach, a zwłaszcza przez filtry swoich osobistych przekonań o życiu, świecie, związkach, pracy, komputerach, seksie, oprogramowaniu, Wikipedii, Internecie itd.

Pamiętam jeszcze, jak dawno, dawno temu, po raz pierwszy w życiu usłyszałem, co do mnie mówi pewien facet. Wypowiedział wtedy zdanie: nienawidzę łysych okularników, a ja, głaszcząc się po mikroskopijnym jeżyku i poprawiając okulary, zastanawiałem się, co tak naprawdę usłyszałem. I zorientowałem się, że zaszła pewna zmiana, bo jeszcze niedawno wydawałoby mi się, że zostałem zaatakowany. Jednak teraz, jako człowiek dojrzały, odbierałem przekaz zupełnie inaczej. Człowiek ten mówił wprawdzie do mnie, ale… nie mówił o mnie. On nie powiedział o mnie ani jednego słowa, a jeżeli nie mówił o mnie, to czemu miałbym się czuć atakowany, czy urażony?
Otóż właśnie – mój pożałowania godny rozmówca powiedział o swoich uczuciach, a konkretnie o nienawiści. Czemu pożałowania godny? Bo nienawiść to choroba duszy. Podobnie jak złość, czy urazy. Ludziom chorym można tylko współczuć.

Minęło wiele lat, zanim na swój własny użytek wykułem powiedzonko, motto: twoje szczęście to moja radość, ale twoja nienawiść (złość, urazy), to nie mój problem.

W takim razie to co najważniejsze sprowadza się do dwóch pytań:
1. Czy kontakt z komputerem i Internetem w istotny sposób opóźnia – może nawet zupełnie uniemożliwia – dojrzewanie?
2. Czy umiejętność porozumiewania się z maszyną odbiera, albo może zaburza, zdolność komunikowania się z innymi ludźmi?