Netflix dalej jak "chemia z Niemiec". Polska oferta dużo uboższa niż w USA

Strona główna Aktualności
Oferta Netfliksa w Polsce nieco rozczarowuje
Oferta Netfliksa w Polsce nieco rozczarowuje

O autorze

Ale czy na pewno jest o co kruszyć kopie?

Z raportu firmy Surfshark, który cytuje serwis Wirtualne Media, wynika, że w Polsce oferta giganta jest skromniejsza niż w przypadku tej przeznaczonej z myślą o amerykańskim użytkowniku.

W Stanach Zjednoczonych płacący abonament ma dostęp do prawie 5,9 tys. filmów i seriali. W Polsce liczba ta wynosi "tylko" 3,4 tys. tytułów.

Dla porównania, Czesi, Słowacy oraz Węgrzy mogą oglądać ponad 5 tys. produkcji. Z kolei Brytyjczycy i Kanadyjczycy są najmniej poszkodowani, bo ich cyfrowa biblioteka składa się z przeszło 5,5 tys. filmów oraz seriali.

Nie liczy się ilość, ale jakość? To też autorzy raportu Surfshark wzięli pod uwagę, analizując średnią ocen dostępnych produkcji w danym kraju. U nas średnia na podstawie not wystawionych na IMDb wynosi 6,98, z kolei według Metacritic - 64/100.

Co ciekawe - i niekoniecznie zaskakujące - najniższą średnią zaobserwowano tam, gdzie treści jest najwięcej, czyli w USA i Kanadzie. Ale i tak nota - 6,95 - jest bardzo bliska do polskiego wyniku. A przecież u nas produkcji jest znacznie mniej.

Netflix jak chemia z Niemiec

Wyniki nie są wielkim zaskoczeniem. "Mało, drogo i gorzej niż za granicą" - tak dwa lata temu Grzegorz Burtan na łamach WP Tech oceniał polską ofertę Netfliksa.

- Polska dla wielu amerykańskich koncernów - medialnych i nie tylko - zdecydowanie nie jest krajem priorytetowym. Owszem, Netflix jest obecny w Polsce i oferuje trochę oryginalnego kontentu, ale z racji zaszłości historycznych, zakresy licencji na programy, które kupuje, po prostu nie uwzględniają Polski - mówił prof. dr hab. Dariusz Jemielniak. - Nie byłoby w tym nic problematycznego, gdyby Netflix dostosowywał cenę do oferty. Niestety, mamy poniekąd sytuację, jak z "chemią z Niemiec" - pozornie ten sam towar ma w naszym kraju zdecydowanie zubożoną zawartość

Z czego to wynika? Rynek praw lokalnych jest już podzielony. A trzeba pamiętać, że konkurencja jest coraz większa. Właśnie z powodu "kłopotu bogactwa" w Polsce nie mamy Disney+ czy HBO Max.

Na przykład ta druga usługa chwali się w USA dostępem do "Przyjaciół". Tymczasem kultowy serial w Polsce "należy" do… Netfliksa. HBO nie chce więc wchodzić na rynek bez swojego sztandarowego tytułu.

Ten przykład każe się zastanowić, co dla widza jest lepsze. Uboższa oferta względem zagranicy czy całkowity brak platformy na danym rynku?

© dobreprogramy
s