Rosjanie go nie chcą. Kreml wymusza jego używanie
Kreml zachęca Rosjan do korzystania z komunikatora MAX, promowanego jako "narodowy". Część osób podchodzi do aplikacji z rezerwą, mimo tego, że państwo walczy z VPNami i innymi aplikacjami do masowej komunikacji.
Władze Rosji coraz mocniej kierują użytkowników w stronę komunikatora MAX, wspieranego przez państwo. Według relacji Reutersa nie wszyscy chcą się na to godzić, zwłaszcza po latach korzystania z Telegrama czy WhatsAppa.
Reuters przypomina, że w ramach szeroko opisywanych przez dyplomatów działań ograniczających łączność Rosja wielokrotnie blokowała mobilny internet i przyznała sobie szerokie uprawnienia do odcinania masowej komunikacji. Te zakłócenia dotyczyły także usług VPN, które umożliwiają wyjście poza ograniczenia runetu.
Wyjątkowy widok z samolotu. Nagrali moment startu rakiety na księżyc
MAX przedstawiany jest jako "narodowy komunikator". Za jego stworzenie odpowiada VK, twórcy popularnego w kilku krajach portalu VKontakte, który swego czasu był alternatywą dla Facebooka. Szef firmy, Władmir Kirijenko, jest synem jednego z czołowych doradców Władimira Putina.
Paweł Durow, założyciel VK, zrezygnował z prowadzenia firmy w 2014 roku z powodów politycznych nacisków. Stworzył on Telegram, który służy do zaszyfrowanej komunikacji. Dzięki połączeniom VPN aplikacja może działać na terenie Rosji, ale kolejne odcięcia dostępu do rosyjskiej sieci utrudniają
Użytkownicy są podirytowani przesiadką na MAX
Jedną z osób, które zainstalowały MAX, jest Irina Matveeva, saksofonistka z Moskwy. Jak podaje Reuters, zdecydowała się na to z powodów praktycznych: potrzebowała kontaktu z uczniami. - Ale nie cieszy mnie ta sytuacja. Staram się używać tego jak najmniej - powiedziała Reutersowi Matveeva w moskiewskim Rhythm & Blues Cafe, gdzie gra w zespole "Good Gollys".
Rozmówczyni agencji oceniła, że blokowanie Telegrama bywa dla niej niezrozumiałe i irytujące. Opisywała też trudności związane z przełączaniem się między różnymi komunikatorami, gdy jednocześnie pojawiają się problemy z VPN i zakłócenia internetu.
Reuters rozmawiał z kolejnymi osobami, które deklarowały podobny sceptycyzm wobec MAX. Jednocześnie dwie osoby miały oceniać aplikację pozytywnie i twierdzić, że w dużej mierze przestały korzystać z Telegrama i WhatsAppa, które w Moskwie są częściowo zakłócane.
Argument władz: bezpieczeństwo i "suwerenny internet"
Rosyjscy urzędnicy uzasadniają potrzebę uruchomienia "narodowego komunikatora" kwestiami bezpieczeństwa. Według nich wrogie służby wywiadowcze miały przeniknąć do zagranicznych aplikacji, takich jak Telegram, dlatego Moskwa ma dążyć do wzmocnienia bezpieczeństwa i rozwoju "suwerennego" internetu.
VK ujawniło 26 marca, że MAX pozyskał 107 mln użytkowników od uruchomienia rok wcześniej. W komunikacie wskazano, że aplikacji używa się na świecie, m.in. w Rosji i byłych republikach ZSRR, a także w Azji, Afryce, Ameryce Łacińskiej oraz na Bliskim Wschodzie.
Z kolei aktywiści opozycyjni, cytowani przez Reuters, twierdzą, że rosyjskie służby bezpieczeństwa mają dostęp do danych z MAX. Według nich informacje mogą być analizowane także z użyciem sztucznej inteligencji, m.in. pod kątem potencjalnych zagrożeń dla państwa oraz nastrojów i sprzeciwu wewnątrz kraju.
Kreml wymusza MAX jako część dostępu do usług rządowych
W materiale Reutersa pojawia się też wątek portalu państwowych usług Gosuslugi (odpowiednik mObywatel), który obsługuje m.in. sprawy dotyczące paszportów, praw jazdy, rekrutacji na studia czy pozwoleń łowieckich. Jedna z rozmówczyń miała mówić, że została zmuszona do pobrania MAX, bo Gosuslugi wymagał kodu potwierdzającego przesłanego właśnie do tej aplikacji.
Do tej praktyki krytycznie odniósł się Denis Kuskov, szef portalu informacyjnego TelecomDaily. W jego ocenie błędem jest oczekiwanie, by cała populacja instalowała MAX, zanim aplikacja będzie działała w pełni bez zarzutu. Kuskov przekazał Reutersowi, że na razie sam jej nie instaluje.
Michał Mielnik, dziennikarz Wirtualnej Polski